Madej: Wolność i równość jako podstawy współczesnej liberalnej demokracji. Żywioły do pogodzenia?

Wolność i równość są pojęciami, na których oparte zasady kształtują ustroje państw zachodnich. Refleksja teoretyczna nad nimi trwa od dłuższego czasu. Większość ludzi używających tych słów (zwłaszcza politycy) ich nie definiuje, co wydaje się krokiem niezbędnym1, jeśli chcemy dojrzeć ich istotę i znaczenie oraz zorientować się, jakie są wzajemne relacje między nimi; co wynika z braku tej refleksji, widać często w debacie publicznej, w której regularnie nadużywa się zwłaszcza kategorii równości, zbytnio rozszerzając jej zasięg. Chciałbym w tej pracy właśnie takiej krótkiej refleksji dokonać: przedstawić najważniejsze koncepcje wolności i równości w myśli politycznej, ich praktyczny wymiar w ustroju państwa jako pryncypiów liberalnej demokracji oraz, pokazując pewne przykłady nadinterpretacji tych pojęć, dojść do konkluzji na temat wzajemnych relacji między nimi.

Wolność jest główną zasadą, wokół której rozważania prowadzili i prowadzą myśliciele liberalni. Jedną z lepszych jej koncepcji stworzył Isaiah Berlin (przyczynił się pośrednio do tego G. F. Hegel), dzieląc wolność na pozytywną oraz negatywną, czyli kolejno wolność do czegoś (np. zgromadzeń) oraz wolność od czegoś. Dla Berlina tylko ta druga, czyli oznaczająca obowiązek powstrzymania się od ingerencji (państwa) w określoną sferę życia, jawi się jako prawdziwa wolność. Właśnie ona stanowi pryncypium liberalizmu jako doktryny2, podkreślając potrzebę pozostawienia większości spraw samemu społeczeństwu rozumianemu przede wszystkim jako zbiór jednostek. Właśnie ten aspekt indywidualistyczny jest tu istotny. Myśl polityczna zna ponadto wiele innych koncepcji wolności, z których duża część jawi się jako znaczące odejście zarówno od klasycznych, jak i potocznych jej znaczeń; wydają się one konceptami bardzo abstrakcyjnymi i niebezpiecznymi, jako iż z wolnością w sensie indywidualistycznym nie mają nic wspólnego, starają się natomiast do rangi bytu podnieść grupy, np. społeczeństwo albo klasę. Do takich koncepcji zalicza się np. wolność klasowa K. Marksa, która koncentruje się właśnie wokół pojęcia klasy.

Słusznie podkreślał E. Fromm, iż nie jest wolność zbieżna z potocznie rozumianą wolnością absolutną (rozumianą jako „możność robienia wszystkiego, co się człowiekowi podoba”), lecz raczej związana z rozwojem w ogólnie przyjętych ramach (co oczywiście dopuszcza odchylenia; chodzi zwłaszcza o zaakcentowanie granic wolności). W podobnym duchu wypowiadał się Ludwig von Mises, pisząc: „Ograniczeniu podlegają jedynie takie zachowania, które prowadzą do naruszenia zasad współpracy społecznej i rozkładu cywilizacji”3, podkreślając, iż nie ogranicza to „możliwości wyboru, jaką człowiek dysponuje.”

Równość we współczesnej polityce jest zdecydowanie bardziej od wolności eksponowana. L. Balcerowicz uważa, iż powstaje wokół niej wiele szumu i nieporozumień4; w mojej ocenie jest to opinia bardzo zasadna. Istnieje wiele urzędów ds. „równego traktowania” czy „poszanowania równości”. Patrząc historycznie, o ile wolność w znaczeniu współczesnym5 była starożytnym nieznana6, o tyle ważne modele równości powstały już w Atenach okresu klasycznego. Isonomia (równość wobec prawa) była głównym składnikiem ustroju demokratycznego i pozostała nią do dziś. Generalnie rzecz biorąc można podzielić equality na trzy rodzaje:

• wyżej wspomnianą isonomię, czyli równość w obliczu prawa

• równość pozioma, czyli zapewnienie równych szans dla jednakowych ludzi

• równość pionowa, czyli odmienne traktowanie różnych ludzi w celu zniwelowania różnic między nimi.

    Wydaje się, iż ludzie są w pewien sposób z natury nierówni, w różny sposób obdarzeni inteligencją, wiedzą czy zdolnościami. O tyle stwierdzenie pojawiające się często w aktach prawnych, głoszące, iż ludzie są sobie równi, jest kontrowersyjne i może być uznane za sprzeczne z rzeczywistością. Osobiście uważam, że równość jest pojęciem niezwykle często nadużywanym i wykorzystywanym, przez swoją nośność społeczną, do osiągania celów z nią niezwiązanych. W dużym stopniu zaliczam do nich wiele z tego, co rozwinęło się w ramach tzw. równości płci. Przybiera ona często kuriozalne formy. W Danii orzeczono, iż pobieranie różnych opłat za strzyżenie kobiet i mężczyzn jest niezgodne z konstytucyjną zasadą równości płci. Nierzadko lobby „feministyczne” domaga się interwencji państwa w życie rodziny, uznając „nierówność ról partnerów w małżeństwie” za fakt. Niestety nie powstała jeszcze spójna, krytyczna teoria nt. polityki równości płci, a ta praca nie jest temu poświęcona, jednak czuję potrzebę podkreślenia negatywnego rozwoju pojęcia równości, gdyż stoi drastycznie w sprzeczności z pojęciem wolności.

    Przyjrzyjmy się teraz, w jaki sposób ukształtowane są relacje wolność-równość w ustrojach państw zaliczanych do tzw. liberalnych demokracji. Do tego celu wybrałem Rzeczpospolitą Polską oraz Republikę Federalną Niemiec. W Konstytucji RP (1997 r.) samo słowo wolność pojawia się kilka razy, m.in. art. 31 stanowi, iż „Wolność człowieka podlega ochronie prawnej”. Cała polska ustawa zasadnicza i orzecznictwo TK zdają się jednak bardziej eksponować równościowy charakter konstytucji, na co wskazuje m.in. bogaty katalog praw socjalnych. Podobnie wygląda sytuacja w Republice Federalnej Niemiec. Już artykuł 3 pkt 2 Ustawy Zasadniczej (1949 r). głosi: „Mężczyźni i kobiety są równouprawnieni. Państwo dba o faktyczne urzeczywistnienie równouprawnienia kobiet i mężczyzn oraz podejmuje działania w celu usunięcia istniejących przejawów dyskryminacji”.

    Na temat znaczenia wolności negatywnej w ustroju państwa można wnioskować po zakresie jego ingerencji w gospodarkę czy „ilości prawa”, czyli zakresu spraw, jakie reguluje prawo. W tym sensie zarówno Polska, jak i inne kraje zachodnie zdają się być bardziej prorównościowe, preferując działania zmierzające do niwelowania różnic między osobami, niż zostawiania jednostkom większego zakresu swobody. Dla kontrastu warto zobaczyć, w jaki sposób zasadza się wolność w ustroju Stanów Zjednoczonych. Ich konstytucja (1787 r.), choć uchwalona ponad dwieście lat temu, dalej ma moc prawną. Już w preambule znajdujemy określenie Blessings of Liberty7. Poprawki, zwłaszcza pierwsze dziesięć (tzw. Bill of Rights, 1791) zawierają bogaty katalog wolności, wskazując nie świadczenia państwa względem obywateli, których ci mogą się domagać, lecz obszary, na których państwo ma się powstrzymać od ingerencji. Dla przykładu, artykuł 2 mówi, iż „prawo ludzi do posiadania i noszenia broni nie może być ograniczone”. Tak kategoryczne stwierdzenie, ciężkie do wyobrażenia w nowoczesnych konstytucjach uchwalanych w duchu tzw. sprawiedliwości społecznej, wyraźnie zarysowuje zakres wolności negatywnej obywateli. Choć obecna polityka

Stanów Zjednoczonych odchodzi od ideałów Ojców Założycieli, ich obywatele płacą jedne z niższych w świecie podatki, a autorytet Konstytucji pozwala mieszkańcom na skuteczną obronę swych praw negatywnych.

    Pojawiają się więc wraz z pogłębianiem refleksji następujące pytania:

• gdzie znajdują się granice równości i wolności

• czy większe realizowanie jednej z tych zasad oznacza zmniejszenie znaczenia drugiej

• jaka jest pożądana relacja między wolnością a równością

    Kwestia granic wolności jest często poruszana i wydaje się być dobrą koncepcja położenia granicy między wolnością obywatela X tam, gdzie zaczyna się wolność obywatela Y. Pytanie natomiast o granice równości jest zasadniczo pytaniem o aksjologię systemu, ideologię, zgodnie z którą postępują rządzący. Myślę, iż nikt rozsądny w XXI wieku nie zakwestionuje sensu isonomii. Wydaje się, iż w ramach wolności pionowej każda próba jej realizacji oznacza ograniczenie zakresu nieingerencji, a więc wolności. Państwo opiekuńcze będzie stosowało duży katalog metod mających „zrównać” obywateli, upodobnić ich do siebie; taką właśnie politykę stosuje np. Szwecja. Kraje bardziej nastawione liberalnie pozwolą na rozwarstwienie obywateli, tak pod względem umiejętności, jak pod względem dochodu. Tak więc, choć zakres tej ingerencji wyznaczają wartości, niezależnie od nich sytuacja substytucji wolności przez równość będzie występować.

Generalną konkluzją z tej pracy jest fakt, iż od pewnego momentu (nazwijmy go krytycznym) dalsze wprowadzanie w życie zasady równości będzie oznaczało zmniejszanie zakresu wolności jednostki. O ile samo zrównanie jednostek w świetle norm prawnych wolność wspiera, o tyle całkiem idea równości pionowej („zasady Robin Hooda”) ją ogranicza. Tak więc, starając się odpowiedzieć na pytanie z tytułu pracy, należy powtórzyć, iż do momentu krytycznego są to wartości idące ze sobą w parze, natomiast po jego przekroczeniu stają się wobec siebie antagonistyczne.

Przypisy:

1. Por. M. Rothbard, O nową wolność. Manifest libertariański

2. A. Heywood, Ideologie polityczne,Warszawa 2007, str. 44

3. L. von Mises, Ludzkie działanie, str. 243

4. Wystąpienie w Szkole Głównej Handlowej, 26 lutego 2013.

5. Tzn. indywidualistycznym.

6. A. Sylwestrzak, Historia doktryn politycznych i prawnych, Warszawa 1995, roz, II

7. Warto zwrócić uwagę na pisownię dużymi literami, mającą uwznioślić duch wolnościowy, przyświecający autorom konstytucji. W tłumaczeniu polskim (A. Pułło, 2002) zostało to dość niefortunnie oddane jako błogosławieństwo wolności.

Jakub Madej

O Autorze Jakub Madej

uczeń V Liceum Ogólnokształcącego im. A. Witkowskiego w Krakowie, finalista Olimpiady Wiedzy o Polsce i Świecie Współczesnym oraz Olimpiady Wiedzy o Prawach Człowieka. Do jego zainteresowań naukowych należą m.in. filologia klasyczna, cywilizacja antyczna oraz ekonomia. Zna języki angielski, włoski oraz łacinę. W społeczności KASE działa od półtora roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *