Wygląda na to, że dyskusja jaka się wywiązała na stronie prokapitalistycznej na temat przerzucania podatków na konsumentów pomiędzy panem Mateuszem Machajem
http://www.kapitalizm.republika.pl/reproduk.html
a panami Wojciechem Skrzypkiem
http://www.kapitalizm.republika.pl/zelazna.html
oraz Rafałem Kopko
zakończyła się już w 2004 roku. Ciekawe, czy od tej pory uczestnicy dyskusji zmienili zdanie czy nadal bronią swoich tez?
Zrozumienie tego zagadnienie jest jednak niezwykle istotne i jest koniecznym warunkiem do wprowadzenia zmian wolnorynkowych w naszym kraju.
Pan Wojciech Skrzypek ma rację mówiąc, że podatki są przerzucane, choć być może to sformułowanie jest dość nieszczęśliwe może lepiej by było gdyby mówić „wliczone” w cenę produktu. Dlaczego jednak nie jest w stanie przekonać pana Machaja i jego argumenty nie trafiają do adwersarza który wychował się na krzywych podaży i popytu?
Być może kluczem do rozwiązania tego problemu jest obserwacja, że uczelnie ekonomiczne w Polsce, a pan Machaj jest doktorem na jednej z nich, są przesiąknięte treściami socjalistycznymi i w związku z tym lekceważy się tam zagadnienie konkurencji.
Moim zdaniem pan Machaj w swoich rozważaniach całkowicie zapomniał o czymś takim jak konkurencja na wolnym rynku i właśnie dlatego nie był w stanie pojąć zagadnienia doliczenia do ceny usług różnych podmiotów nakładanych podatków.
Jeżeli bowiem przedsiębiorca, w sytuacji braku opodatkowania, kalkulując ceną robi to w następujący sposób:
koszty surowców.
koszty potrzebne do przerobienia surowców w produkt finalny.
minimalna, w wyniku konkurencji, marża która stanowi satysfakcję producenta.
To w sytuacji wprowadzenia opodatkowania musimy dołożyć kolejny podpunkt
koszty podatków.
Gdyż z definicji widzimy, że nie ma miejsca aby te koszty odjąć z poprzednich punktów.
Proszę jednak pamiętać, że konkurencja, o której wspominam w przypadku marży, może być bardzo różna. Mogą być obszary działalności gospodarczej w której konkuruje ze sobą bardzo wiele podmiotów a zapotrzebowania jest niewielkie (rynek pracy przy wysokich kosztach pracy) lub też podmiotów tych może być bardzo mało a zapotrzebowanie ogromne (nowe technologie).
Ale to właśnie konkurencja o której całkowicie zapomina pan Machaj jest tym czynnikiem który powoduje, że podatki są wliczane w koszty produktów i w efekcie pokrywane przez konsumenta.
Kolejnym jeszcze dowodem jest fakt, że konsument jest jedynym podmiotem na rynku który posiada gotówkę. Skoro przedsiębiorca odprowadzając podatki płaci je w gotówce to oznacza, że uzyskał je właśnie od końcowego konsumenta. Skoro sam zadowala się minimalną marżą to widzimy, że te dwa zagadnienia, marża i opodatkowanie, dzięki właśnie konkurencji nie mają ze sobą nic wspólnego i nie wolno mówić, że przedsiębiorca może zrezygnować z części marży i te środki przekazać na podatki. Nie może z niej zrezygnować bo marża była minimalna, w danych warunkach konkurencji.
Ciekawy błąd natomiast popełnia pan Ireneusz Kasza w swoim tekście:
„http://www.kapitalizm.republika.pl/przerzuc.html”
Czy zmiana nazwy może zmienić istotę rzeczy? Czy jeżeli zamiast powiedzieć „koszty najmu pracowników produkcyjnych wynoszą 25% ceny produktu” powiemy „koszty siły roboczej wynoszą u nas 30% kapitału zakładowego” to ma to jakiś wpływ na obiektywne koszty jakie ponosi firma zatrudniając ludzi?
Podobnie z podatkami, nie ma znaczenia, czy podatkom nadamy nazwę PIT, ZUS, ubezpieczenie, CIT czy VAT. Dopóki są to podatki to podlegają takim samym prawom, być może wartość jednego podatku jest naliczana w inny sposób niż wartość innego podatku ale nie ma to żadnego wpływu na istotę sprawy. Zmiana nazwy bowiem nie może zmienić istoty rzeczy.
24.10.2009, 14:51
W jednym z komentarzy pod tekstem „Podatki w ujęciu austriackim” (http://austriacy.pl/klub/krakow/33) zamieszczono link do tekstu Pana Mateusza Machaja http://www.kapitalizm.republika.pl/inne/cena.html, w pierwszej chwili pomyślałem „nie możliwe”. Ale przecież to doktor ekonomii, z Wrocławia, a to porządna lwowska szkoła, musi mieć rację. Czym prędzej wybiegłem z domu, najpierw do banku wypłaciłem kilkuletnie oszczędności w sumie 20 000PLN (SIC!) i pobiegłem do pobliskiego dealera VW. Kładę sprzedawcy na stół wszystkie pieniądze i mówię, kupuję nowego Golfa. Sprzedawcy zaświeciły się oczy i rzucił się do przeliczania gotówki, ale już po chwili oświadczył: „Tu jest tylko 20 000 a nowy Golf kosztuje 65 000 w najtańszej wersji!”. Na to mu odpowiedziałem, że nic mnie to nie obchodzi, że to ja jestem konsumentem i to ja decyduje o cenie. Sprzedawca nieco zbity z tropu zaczął grzecznie, że przecież wtedy nie starczy na jego pensję, na pensję robotników, na materiały nie mówiąc już o zyskach firmy. Ja mu tym ostrzej, co mnie to obchodzi, że mają jakieś koszty ja tu jestem konsumentem ja decyduje daje 20 000 i biorę Golfa. W tym momencie sprzedawca się wyraźnie zirytował chwycił za telefon i wezwał ochronę. Na widok dwójki mięśniaków uzbrojonych po zęby trochę straciłem pewność siebie. Więc już grzeczniej do sprzedawcy, że przecież doktor ekonomii, że artykuł i pokazałem mu wydrukowaną wcześniej pracę Pana Machaja. Sprzedawca był porządnym człowiekiem więc ze spokojem zaczął tłumaczyć. Że oni muszą pokryć wszystkie koszty i materiałów i pensji robotników i koszty prawne czyli podatki i muszą wygenerować jakiś zysk inaczej nikt by w ten biznes nie zainwestował. Że to prawda, że klient decyduje ostatecznie czy towar kupić czy nie i jakiej marki ale przecież dla takich chudopachołków jak ja to nie volkswagenem jeździć tylko, że pieszo mam chodzić albo rowerem jeździć bo to i zdrowiej i dużo taniej. Bo dla nich klientem są ci co mają więcej pieniędzy niż ja.
Wyszedłem więc ze sklepu nieco zawstydzony bo już dawno nikt mnie od „chudopachołków” nie wyzywał i tak sobie myślę, czy to szkoła lwowska zawiodła, czy ja tylko na jakiegoś podłego sprzedawcę trafiłem. Dlatego mam pytanie do Pana Machaja czy udała się panu ta sztuczka w jakimś sklepie? Czy mógłby Pan podać adres tego sklepu?
A na koniec trochę na poważnie dlaczego jest to takie ważne. Uświadomienie przerzucania opodatkowania jest istotne ze względów politycznych. Gdyby rząd był uczciwy i powiedział ludziom wprost, że to oni płacą wszystkie podatki więc wprowadzamy 50% podatek płacony przy zakupie dóbr to bardzo szybko pożegnałby się z władzą. A tak dzięki kombinacją udaje im się ludziom wmówić, że oni na tym socjalizmie wychodzą do przodu, że to ktoś inny płaci podatki a oni tylko korzystają z dobrodziejstw opiekuńczego państwa i zdobywają tak potrzebne im głosy.
Pamiętajmy, konsument jest jedynym podmiotem na rynku który posiada gotówkę. Przedsiębiorca będzie w stanie zapłacić podatek dopiero po tym jak uda mu się sprzedać swoje produkty, wcześniej nie ma na to po prostu środków.
Pan Machaj myli w tym artykule opodatkowanie z konkurencją. Koszty są stałe i sztywne dla producentów korzystających z tych samych półproduktów i technologii. Natomiast ich marże wynikają z konkurencji. W przypadku idealnej konkurencji marże sprowadzone są do minimum poniżej którego przedsiębiorca będzie raczej wolał zostać w domu niż podejmować ryzyko działalności gospodarczej. Dlatego właśnie wprowadzenie podatku nie może pomniejszyć marży przedsiębiorcy, musi być wliczone w koszty skoro przedsiębiorca nadal funkcjonuje. A jeżeli nie ma konkurencji? To taką sytuację nazywamy monopolem, a tam ceny są kształtowane według innego schematu. A że pewnych ludzi nie będzie już stać na niektóre towary, popyt musi się zmniejszyć, no cóż w końcu nie wszyscy muszą jeździć volkswagenami. 300 lat temu wielu ludzi przez całe swoje życie nie ruszali się ze swojej wioski i też jakoś żyli ....
Stanisław Chmielewski
28.09.2009, 09:16
- poprzednia
- 1
- następna
