Wklejam (wreszcie!) pełne sprawozdanie z Letniego Seminaium Austriackiego, z prośbą do szanownych prelegentów i uczestników o zweryfikowalnie merytorycznej zawartości.
W dniach 13 – 16 września 2008 roku w miejscowości Lubenia koło Rzeszowa odbyło się po raz pierwszy Letnie Seminarium Austriackie, poświęcone tematyce teorii pieniądza oraz teorii wyceny. Letnie seminaria będą odbywały się co roku we wrześniu, głównymi adresatami są polscy studenci i pracownicy naukowi, ale będą również przyjmowani chętni z zagranicy. W tegorocznej konferencji wzięły udział czterdzieści trzy osoby z całej Polski, co jest godne odnotowania i świadczy upowszechnianiu się wolnorynkowego spojrzenia na gospodarkę.
Cykl wykładów otwierała prelekcja Juliusza Jabłeckiego dotycząca polityki pieniężnej, reżymów monetarnych, działalności banku centralnego oraz standardu złota.
Do ostatecznych celów polityki pieniężnej zaliczane jest oddziaływanie na bezrobocie, wzrost gospodarczy, inflację oraz kurs walutowy. Do ich osiągnięcia wyznacza się cele operacyjne w postaci oddziaływania na stopę rezerw obowiązkowych i stopę procentową. Instrumentami polityki pieniężnej są operacje otwartego rynku, operacje depozytowo-kredytowe i poziom rezerw obowiązkowych.
Obecnie wyróżnić można kilka zasadniczych podejść banków centralnych do polityki pieniężnej.
Pierwsze podejście zakłada kontrolę podaży pieniądza, jak pisał M. Friedman w artykule The Role of Monetary Policy („American Economic Review”, 1968): „Moim zaleceniem wciąż jest, aby władze monetarne nie miały oporów przed publicznym przyjęciem polityki utrzymywania stałego tempa wzrostu określonej miary pieniądza.”
Kontrola podaży pieniądza była praktykowana, w mniejszym czy większym stopniu, przez niemiecki Bundesbank (1974-98), Narodowy Bank Szwajcarii (1975-99), Bank Anglii (lata 70-te), NBP (1992-97), amerykański Fed i Bank Kanady.
W teorii kontrola podaży pieniądza opiera się na równaniu I. Fischera (MV=PQ); w założeniu jeśli M będzie rosło w tempie realnego PKB, ceny będą stałe. Bank centralny musi zatem być w stanie określić podaż pieniądza M, efektywnie kontrolować jego ilość oraz określić stałą relację pomiędzy zmianami M a zmianami cen. Rodzi to jednak wiele problemów, przed wszystkim wzrost cen (inflacja) jest silnie skorelowany z szerokimi agregatami pieniądza, które pozostają poza kontrolą banku centralnego. Ponadto szybkość cyrkulacji pieniądza 'V' była przez ostatnie pięćdziesiąt lat niestabilna i nadal nie ma stałego poziomu.
Drugim podejściem do polityki pieniężnej jest kurs walutowy i powiązanie własnej waluty z walutą innego kraju (currency peg i currency board). Bank centralny danego kraju utrzymuje pełne pokrycie dewizowe dla M0, w Europie stosują ten system np. kraje nadbałtyckie (Litwa, Łotwa i Estonia) czy Bułgaria, które utrzymują pełne pokrycie własnej waluty w euro.
W swoich zaleceniach Currency Boards for Eastern Europe z 1991 roku S. Hanke i K. Schuler twierdzą, iż currency board:
• pomaga ustabilizować gospodarkę i ograniczyć inflację
• nie pozwala na dyskrecjonalną politykę pieniężną
• chroni przed spadkiem konkurencyjności
• nie pozwala na monetyzację długu
Do wad currency board można zaliczyć te same czynniki, które są potencjalną korzyścią: brak narodowej polityki pieniężnej, integracja monetarna, usztywnienie terms of trade. Currency board nie chroni też przed inflacją, dla przykładu: obecnie średni roczny wzrost cen w Bułgarii i Estonii wynosi ponad 10%, a na Łotwie około 15%.
Trzecie podejście zakłada ustalanie bezpośredniego celu inflacyjnego, stosuje je większość banków centralnych świata. Celem operacyjnym jest stopa procentowa, a narzędziem oddziaływania operacje otwartego rynku. W takim systemie podaż pieniądza praktycznie nie odgrywa roli, bank centralny po prostu sprzedaje i kupuje tyle papierów wartościowych, aby stopa procentowa ustaliła się na zakładanym poziomie. Jednak mechanizm ten ma poważną wadę, wedle słów wiceprezesa Nowojorskiego Banku Rezerwy Federalnej S. Cecchettiego: „Podczas gdy istnieje sprawny system wstrzykiwania rezerw pieniężnych do krajowego systemu finansowego, nie ma sposobu zapewniającego, że rezerwy trafią do banków które ich potrzebują”. Strategia bezpośredniego celu inflacyjnego prowadzi zatem do prywatyzacji zysków i socjalizacji odpowiedzialności.
W kolejnym wykładzie Maciej Bitner przedstawił argumenty w sporze toczącym się między zwolennikami stuprocentowego standardu złota a ekonomistami optującymi za możliwością działania systemu rezerwy cząstkowej. Wśród ekonomistów szkoły austriackiej nie ma pełnej zgody co do kształtu i funkcjonowania bankowości na wolnym rynku. Będący w mniejszości zwolennicy istnienia rezerwy cząstkowej wskazują na możliwość swobodnego kształtowania treści umów. Jeśli uczestnicy rynku są świadomi istnienia rezerwy częściowej, to akceptują ryzyko posługiwania się pieniądzem fiducjarnym i z premedytacją nie wybierają bankowości ze stuprocentowym pokryciem pieniądza w kruszcu. Wprowadzenie zakazu emisji pieniądza fiducjarnego oznaczałoby złamanie wolności kontraktowania, jednocześnie nic nie stoi na przeszkodzie, aby o klientów konkurowały banki utrzymujące stuprocentową rezerwę. Skutki i mechanizm funkcjonowania rezerwy częściowej są zbliżone jak np. przy upowszechnieniu obiegu weksli. Z praktycznego punktu widzenia rezerwa stuprocentowa uderza w normalną dla działalności finansowej sytuację, gdy długie aktywa finansuje się krótkimi i często rolowanymi pasywami. Złota reguła bankowa, zakładająca równy termin zapadalności aktywów i pasywów, znacznie utrudniłaby możliwość funkcjonowania depozytów na żądanie.
Przeciwnicy rezerwy cząstkowej (obecnie J. H. De Soto, H. H. Hoppe, J. Salerno, J. G. Hülsmann) twierdzą, iż każda emisja środków bez pokrycia w formie kredytu bankowego zaburza strukturę produkcji wywołując najpierw rozkwit, a później nieuchronną recesję. Emisja środka fiducjarnego jest niedopuszczalnym kontraktem – nie wolno rozdawać tytułów własności do nieistniejących rzeczy. Ponadto historia rozwoju bankowości, jeśli ma jakąś logikę, wskazuje na przejście od stosunkowo wolnej bankowości do systemu z bankiem centralnym i ostatecznie „papierowego” pieniądza. System stuprocentowej rezerwy położyłby temu kres u samego zarania. Rezerwa cząstkowa jest również zagrożeniem dla stabilności: jeden bank działając w swoim interesie może przyczynić się do zachwiania całego systemu bankowego.
Wspólnym stanowiskiem ekonomistów szkoły austriackiej jest sprzeciw wobec bankowości centralnej oraz przeciwko państwowemu monopolowi na emisję środków płatniczych (legal tender). Wolna bankowość i dopuszczenie rezerwy cząstkowej jest stanowiskiem kompromisowym i możliwym do zaakceptowania przez niektórych ekonomistów głównego nurtu. Propozycja stuprocentowego pokrycia w kruszcu jest stanowiskiem radykalnym i zupełnie nie do przyjęcia dla elit finansowych.
W czasie kolejnego wystąpienia Juliusz Jabłecki postawił pytanie o zasadność i aktualność krytyki ekonomii matematycznej Ludwiga von Misesa.
Najwybitniejszy ekonomista austriacki odnosił się bardzo sceptycznie do użycia matematyki w ekonomii: „Metodę matematyczną należy odrzucić nie tylko ze względu na jej jałowość. Jest ona całkowicie fałszywa, gdyż opiera się na błędnych założeniach i prowadzi do nieprawdziwych wniosków. Jej sylogizmy są nie tylko jałowe, lecz odciągają umysł od badania rzeczywistych problemów i zniekształcają stosunki między różnymi zjawiskami”.
Istnieją dwa typy ekonomii matematycznej. Pierwszy z nich, statystyka-ekonometria, jest metodą przedstawiania danych historycznych dotyczących cen i innych istotnych aspektów ludzkiego działania. Statystyka nie jest ekonomią i nie może formułować twierdzeń ani teorii ekonomicznych, należy do dziedziny historii gospodarczej. Drugim typem jest ekonomia równowagowa, posługująca się równaniami, rachunkiem użyteczności i założeniem stanu stacjonarnego. Ekonomista matematyczny nie przyczynia się w żaden sposób do wyjaśnienia procesu rynkowego. Opisuje jedynie pomocnicze narzędzie ekonomistów logicznych jako pojęcie ograniczające, definicję stanu rzeczy, w którym nie istnieje żadne działanie, a proces rynkowy zatrzymał się. Nic więcej nie może powiedzieć. To, co ekonomista logiczny przedstawia słowami, kiedy opisuje konstrukcje myślowe końcowego stanu spoczynku i gospodarki jednostajnie funkcjonującej, i to, co również ekonomista matematyczny musi opisać słowami, zanim przystąpi do pracy matematycznej, zostaje przełożone na symbole algebraiczne. Z powierzchownej analogii wyciąga się zbyt daleko idące konsekwencje.
Przykładem na nierealność założeń ekonomii matematycznej jest pojecie nieskończoności. W matematyce nieskończoności mają różne „wielkości”: liczby naturalne stanowią najmniejszą możliwą nieskończoność, liczby rzeczywiste stanowią zaś continuum („dużą nieskończoność”) większa od liczb naturalnych. Co istotne - elementy continuum nie mogą być ponumerowane! Według noblisty Roberta Aumanna (1964): „Najbardziej naturalny model do rozwinięcia koncepcji doskonałej konkurencji zawiera continuum podmiotów rynkowych, tak jak ciecz zawiera continuum cząstek”. Jest to jednak błędne przybliżenie. Jak stwierdził matematyk Donald Greenspan, „(…)w istocie nawet dziś atomowa i molekularna teoria potwierdzają, że wszystko na świecie ma charakter skończony” (1990). Agenci rynkowi Aumanna nie mogą nawet być policzeni - jak mieliby stanąć w kolejce? Ludzie w tym modelu traktowani są jak punkty bez ciał, bez wagi i bez jakichkolwiek cech charakterystycznych.
Inne teorie zakładają nawet więcej podmiotów niż elementów continuum (Brown i Robinson, 1972) - nie można sobie nawet tego wyobrazić, bo przestrzeń euklidesowa zawiera tylko continuum punktów.
Z punktu widzenia matematyki odjęcie mocy zbioru liczb rzeczywistych od mocy zbioru liczb rzeczywistych wciąż daje moc zbioru liczb rzeczywistych (continuum). Zatem niezależnie jak wiele elementów usunie się ze zbioru continuum, wiąż jest ich w teorii tyle samo. Stąd model ekonomiczny oparty na continuum powoduje wyeliminowanie zjawiska rzadkości i prowadzi do absurdalnych interpretacji empirycznych założeń.
W teorii ekonomii pojawia się wątpliwość, czy nierealistyczne założenia mają w ogóle jakiekolwiek znaczenie. M. Friedman stwierdził, że im istotniejsza teoria, tym bardziej nierealistyczne są założenia. Dla wyjaśnienia należy wprowadzić dwa pojęcia: abstrakcji precyzującej i abstrakcji nieprecyzującej. W teorii zachowania konsumenta można posługiwać się dwoma całkowicie odmiennymi metodami: nie precyzować pewnych cech, czyli używać nieprecyzującej abstrakcji, albo precyzować brak tych cech, czyli posługiwać się precyzującą abstrakcją. Przy użyciu teorii zachowania konsumenta można uzyskać wyjaśnienia bądź przewidywania. Wyjaśnienie opiera się na zidentyfikowaniu relacji przyczynowo-skutkowych, natomiast predykcja opiera się na stochastycznych zależnościach funkcyjnych. Wyjaśnienie w teorii ekonomii musi być oparte na nieprecyzującej abstrakcji, teoria oparta na precyzującej abstrakcji, którą przyjęła ekonomia matematyczna, umożliwia co najwyżej niepewną predykcję.
W wykładzie zatytułowanym „Po co strzelać do trupa?” Mateusz Machaj nawiązał do słynnej debaty kalkulacyjnej socjalizm-kapitalizm i przedstawił argumenty mające zastosowanie do obecnych stosunków gospodarczych.
Ludwig von Mises wskazywał, że socjalizm oznacza jednego przymusowego właściciela. Taki właściciel nie może wymieniać zasobów, brak jest dobrowolnych transakcji wymiany, co oznacza niemożliwość wykształcenia się cen. Bez cen nie może istnieć rachunek cenowy w jednostkach pieniężnych, będących uniwersalną miara dla wszystkich dóbr. Zatem niemożliwość kalkulacji oznacza brak sposobu na mierzenie efektywności, co nieuchronnie kieruje ku katastrofie gospodarczej.
Odpowiedzi niemieckie były proste i chybione, opierały się na niezrozumieniu problemu i zostały szybko porzucone. Odpowiedź anglosaska (Taylor, Lange) rozwijała model konkurencyjny. Dopuszczał on wolny rynek konsumpcji przy istnieniu centralnej listy cen. Imputacja odbywała się od cen konsumpcyjnych na rynek przez konkurujących menedżerów. Zatem kalkulacja przynajmniej z arytmetycznego punktu widzenia była możliwa, ceny pieniężne mogły zaistnieć w jakiejś formie.
Mises kontrargumentował, że menadżerowie to tylko wycinek działalności gospodarczej. Przedsiębiorcy jako właściciele mają ważniejsze zadania na rynku finansowym i kapitałowym. Wiele codziennych czynności na rynku o rozpoczynaniu produkcji to dużo więcej, niż bieżące zarządzanie przez menedżerów.
Według Misesa imputacja jaka dokonuje się w socjalizmie jest cały czas projektem planistycznym, w którym o cenach, ich elastyczności i zmianach decyduje bezpośrednio centralna władza. W kapitalizmie ceny są dla przedsiębiorcy zewnętrznym sygnałem, pokazują spekulacje, oczekiwania i warunki na innych rynkach w ramach konkurencji. W socjalizmie ceny nie są niezależnymi kosztami alternatywnymi dla planisty, lecz są pochodną jego decyzji i preferencji, a zatem nie zmieniają nic w dyktatorskiej naturze socjalizmu.
Wydaje się, że świat nie wyciągnął należytej lekcji z debaty kalkulacyjnej i obecnie zaobserwować można dążenie do socjalizmu finansowego. System cenowy, mimo że istnieje na papierze, staje się pochodną decyzji urzędniczych i centralnych. Chociaż technicznie rzecz biorąc kalkulacja w takim socjalizmie jest możliwa, to przestaje odzwierciedlać intelektualny podział pracy między przedsiębiorcami, a zaczyna odzwierciedlać urzędnicze biurokratyczne decyzje.
Jan Lewiński w czasie kolejnego wykładu wskazał różnice między szkołą austriacką a chicagowską. W świadomości publicznej pojęcia takie jak „konkurencja doskonała”, „polityka antymonopolowa” lub wszechobecne słowo „rynek”, często używane przez szkołę uniwersytetu w Chicago, skutecznie przekonują, iż ma się od czynienia z czystą ekonomia wolnorynkową.
Pierwszym fundamentalnym rozróżnieniem obu szkół jest używana metodologia. Ekonomiści szkoły chicagowskiej (F. Knight, H. Simons, M. Friedman, R. Coase, H. Demsetz, G. Stigler i G. Becker) przyjęli zaadaptowaną z fizyki metodę opierającą się na empirycznym testowaniu (falsyfikowaniu) hipotez postawionych przez badacza, punktem wyjścia jest stereotyp metodologicznego indywidualizmu (obiektywistyczny) i teoria decyzji. Austriacy z kolei opierają się na wnioskowaniu aprioryczno-dedukcyjnym, odrzucając moc dowodową wydarzeń historycznych, a punktem wyjścia jest silny subiektywizm i teoria ludzkiego działania.
Kolejną różnicą jest wpływ czasu: dla Austriaków czas pełni kluczową rolę, szkoła chicagowska ignoruje wpływ czasu w tworzeniu modeli.
Konieczność upraszczania rzeczywistości i wtłaczania jej w abstrakcyjne modele popchnęła ekonomistów szkoły chicagowskiej do traktowania kapitału jako homogenicznego funduszu oraz przyjcie, iż pieniądz wpływa na ogólny poziom cen, z pominięciem relatywnych zmian w cenach. Takie stanowisko idzie w parze z powszechnym użyciem agregatów makroekonomicznych, które czynią zbędną analizę na poziomie mikro. Pozwala to na poparcie pieniądza fiducjarnego i manipulację jego podażą przez bank centralny. Austriacy posługują się rozbudowaną teorią kapitału, uznają go za heterogeniczny zbiór dóbr. Pieniądz traktowany jest jako dobro w pełni rynkowe, które wpływa na procesy modyfikujące strukturę relatywnych cen.
Szkoła chicagowska często zakłada, że historyczne koszty produkcji mają tendencję do określania cen rynkowych, a koszty produkcji są obiektywne, rzeczywiste i dane z góry, przez co możliwe do poznania i określenia przez osoby trzecie. Jest to wyjątkowo zgubne dla wolności, ponieważ dopuszcza bezpośrednią interwencję organów państwowych (administracyjnych i sądowych) w kontrakty i działania podmiotów rynku. Szkoła austriacka stoi na stanowisku, iż to ceny dóbr konsumpcyjnych mają tendencję do determinowania cen dóbr produkcyjnych, a koszty produkcji są subiektywne i niezdeterminowane.
Szkoła z Chicago uważa stopę procentową za zasadniczo determinowaną przez marginalną produktywność lub efektywność kapitału; ma być ona wewnętrzną stopą zwrotu, czyniącą oczekiwane przychody równymi historycznym kosztom produkcji dóbr kapitałowych (uznawanych za zdeterminowane i stałe). Stopa procentowa jest tu głównie zjawiskiem monetarnym. Szkoła austriacka postrzega stopę procentową jako cenę rynkową określaną poprzez subiektywne wartościowania preferencji czasu. Służy do dyskontowania obecnej wartości przyszłych przychodów.
W podsumowaniu prelegent podkreślił, że interwencjonizm w szkole chicagowskiej jest praktyczne nieunikniony. Etatystyczny potencjał tkwi w mniemaniu, że możliwe jest stworzenie dobrze funkcjonującej teorii w oparciu o całkowicie nieprawdziwe, mylne lub mylące założenia, a następnie niemal ślepe podążanie tym raz wytyczonym szlakiem. Tego rodzaju idealizm wychodzi z prostego acz niekoniecznie prawdziwego założenia, że każda teoria i każdy ideał musi być z konieczności nierealny. W zgodzie z takim obrazem rzeczywistości badacz może swobodnie zrezygnować z poszukiwania rzeczywistych generalnych praw ekonomicznych. Wystarczy, że zajmie się tworzeniem ad hoc własnych, oderwanych od rzeczywistości i sprzecznych z nią (lub też sprzecznych wewnętrznie, bez różnicy) ogólnych modeli, a dopiero szukać będzie jakichś przyczynkarskich związków z (także kłopotliwymi pod względem epistemologicznym) danymi empirycznymi. Patrząc całościowo, nasuwa się wrażenie, że naukowiec musi jedynie wyrzucać z siebie efemeryczne zlepki teoretyczne, które mają częściowo „przylegać” do rzeczywistości w akurat badanych miejscach, a tam, gdzie coś nie pasuje, powinni „łatać” dziury koncepcją interwencji państwa, które miałoby bez zastrzeżeń stosować wszelkie zalecenia światłych ekonomistów na żywej tkance społecznej. Takich błędów jest niestety więcej, a wszystkie wymienione skazują społeczeństwo na arbitralne decyzje sądów, interwencjonizm państwa i inne przejawy lekceważenia suwerennych decyzji uczestników rynku.
Następny dzień wykładów rozpoczął Mateusz Machaj prelekcją o austriackiej teorii imputacji (determinowania cen) i różnicach między podejściem Misesa i Hayeka.
Ogromnym wkładem Austriaków w teorię ekonomii było pokazanie, że to ceny konsumpcyjne decydują o cenach produkcyjnych. Rola przedsiębiorcy polega na dostosowywaniu kosztów do cen poprzez decyzje produkcyjne, jest to możliwe tylko dzięki istnieniu systemu rynkowej wymiany.
Dla Misesa system cenowy jest produktem konkurencji między właścicielami. Odzwierciedla współzawodnictwo o rzadkie środki kapitałowe, a arytmetyczna natura kalkulacji staje się metodą myślenia dla przedsiębiorców. Ta kalkulacja nie jest doskonała i nie zapewnia idealnej wyceny, ponieważ żyjemy w świecie niepewnej przyszłości, a kalkulacja odnosi się do znanych dzisiejszych cen oraz nieznanych przyszłych cen. Stąd bierze się element spekulacji. Z kolei dla Hayeka system cenowy to coś więcej niż tylko metoda rachunku. Wiedza o możliwościach produkcyjnych jest zdecentralizowana między poszczególnych uczestników rynku. System cenowy przekazuje tę wiedzę, której centralny planista nie byłby w stanie zgromadzić. Informacje co i dla kogo produkować przesyłane są za pomocą cen do przedsiębiorców. Ceny służą temu, aby gospodarka zmierzała w stronę równowagi, aby wybierać równowagowe funkcje produkcji.
Pod wpływem krytyki Hayek uzupełnił, że ceny tak jak mogą przenosić informację, mogą również być nośnikiem dezinformacji. Wcale nie muszą prowadzić do równowagi, a decyzje na ich bazie mogą zwiększać zakres błędów w gospodarce. Dla analizy Misesa to nie jest problemem, ponieważ mechanizm rynkowy to jedyne możliwe wyjście do rozpoznawania zysków i strat, bez niego każde działanie byłoby ślepe. Kalkulacja umożliwia spekulowanie co do przyszłości (które może być błędne), a następnie korektę ex post i możliwość oceny przeszłych decyzji. Dodatkowo argument Hayeka nie adresuje projektu socjalizmu rynkowego, gdzie wiedza i zarządzanie mogłoby być dalej zdecentralizowane, a właścicielem wszystkiego byłoby państwo.
W swoim kolejnym wykładzie Jan Lewiński zajął się teorią równowagi w ekonomii. Pojęcie równowagi upowszechniło się w XIX wieku wraz z szerokim zastosowaniem rachunku różniczkowego i rachunku prawdopodobieństwa w naukach ścisłych; równowaga jest specyficzną cechą systemów fizycznych, matematycznych, chemicznych itp. Modele równowagowe w ekonomii opierają się na szeregu abstrakcyjnych założeń jak różniczkowalna przestrzeń dóbr czy producentów, brak pieniądza, zerowe zyski czy konkurencja doskonała. Uczestnicy procesów rynkowych traktowani są, na wzór cząstek materii nieożywionej, jak zbiór homogeniczny znajdujący się w systemie o stałym trendzie wzrostu gospodarczego, rozchwiewany cyklami koniunkturalnymi i działający losowo pod wpływem określonych sił (bodźców).
Najważniejszą cechą systemów równowagowych to przewidywalność - każdy system równowagowy jest w stanie spoczynku lub musi go osiągnąć. Modele równowagowe jednak nie są nawet zbliżone do rzeczywistości i nie potrafią przewidywać przyszłości społeczno- gospodarczej. Przyczyną ich używania mogą być skłonności ekonomistów związanych ze światem polityki do obrony status quo. Z jednej strony, analiza równowagowa świetnie sprawdza się jako destruktor własności prywatnej i, ogólnie, pojęcia indywidualizmu, konserwując jednocześnie narzędzia holistycznego wpływania na agregaty ekonomiczne. Wynika to stąd, że w modelach równowagowych najważniejsze są relacje ilościowe pomiędzy zmiennymi agregatowymi, takimi jak poziom podaży pieniądza, poziom inflacji, poziom PKB, uśredniony poziom cen etc. Z drugiej strony, ze względu na swój statystyczny charakter, modele równowagowe znakomicie nadają się do manipulowania przeszłością za pomocą żonglowania danymi agregatowymi. W ten sposób władza jest w stanie wytłumaczyć kryzys monetarny np. kolejnym cyklem Kondratiewa, zbyt dużą skłonnością do oszczędzania i podobnymi wyjaśnieniami. Sedno problemu tkwi w bezczasowości modelu i stąd braku zainteresowania kierunkiem zależności przyczynowych.
Jedyny przykład teorii równowagowej w szkole austriackiej to gospodarka jednolicie funkcjonująca (ERE, evenly rotating economy) zakładająca rozdział świata idealnego i rzeczywistego. Cechuje się bezczasowością, brakiem zmian danych rynkowych, brakiem zysków i przedsiębiorców (niemożność dokonywania wyboru, brak niepewności), stałą ilością ludzi. W ERE ceny towarów i usług pokrywają się z ich cenami końcowymi (do których zmierzają wszystkie ceny na rynku). Bez użycia modelu abstrakcyjnego wyznaczenie naturalnej stopy procentowej jest niemożliwe - w świecie rzeczywistym pojawia się instytucja przedsiębiorcy, który stara się ominąć problem niepewności, odbiegając od naturalnej stopy procentowej i osiągając zysk. Można jednak oponować, że ERE nie jest do tego konieczne. Sam Mises wskazuje, że przedsiębiorca przede wszystkim kieruje się w swoich działaniach poszukiwaniem najdogodniejszych względnych różnic cenowych pomiędzy kosztami a ceną produktu, wówczas przestaje być potrzebne rozróżnienie procentu i zysku.
Według Misesa, nie da się wyjaśnić zmian gospodarczych bez argumentu a contrario zakładającego brak tych zmian, dlatego ERE jako świat bez zmian jest niezbędny do zrozumienia zjawiska zmiany. Nie musi to być jednak prawda – zmiana to przejście od jednego stanu do drugiego; aby wyobrazić sobie samą zmianę, nie potrzebujemy wiedzieć, do czego ona „dąży” – nawet, jeśli znaczącym założeniem teorii działania jest jego celowość.
ERE może służyć jednak jako narzędzie sądu etycznego i wskazanie wpływu interwencji państwa na rynek. Jeśli bowiem da się wyznaczyć „naturalną” stopę procentową, której wysokość da się określić gdy wszyscy konsumenci są usatysfakcjonowani w najwyższym możliwym stopniu, to można powiedzieć, że interwencja państwowa zakłócając system cenowy niszczy ten najbardziej pożądany stan. Bez ERE nie można (przynajmniej nie tak łatwo) pokazać, że taki „najlepszy” stan istnieje.
W podsumowaniu prelegent podkreślił, że gospodarka jest tworem niestabilnym z punktu widzenia kryterium równowagowego – aplikacja teorii równowagowych może się zakończyć porażką w praktyce, gdyż do tej pory ekonomia równowagowa posługuje się idealnymi modelami tam, gdzie lepsze byłaby próba określenia charakterystyki niestabilności gospodarki. Dlatego Mises używając modelu równowagowego doprowadził do pomieszania pojęć, niepotrzebnie rezygnując z zasady indywidualizmu metodologicznego. Obecnie jeśli ktokolwiek jest uprawniony do używania modeli równowagowych gospodarki, to są to wyłącznie ekonometrycy.
Kolejny wykład, przygotowany przez Ryszarda Jacka Kubisza, dotyczył kontrowersji w teorii austriackich stóp procentowych.
Zjawisko lichwy – rozumianej jako jakikolwiek procent pobierany od pożyczek miało od wieków swoich przeciwników. W miarę rozwoju gospodarki kapitalistycznej dominację uzyskała nowa forma procentu od kapitału – dodatnia różnica cenowa pomiędzy nakładami kapitalisty na czynniki produkcji a przychodami ze sprzedaży. Marks twierdził, że nie da się obniżyć tej różnicy do zera i należy jedynie ją znacjonalizować, natomiast u niektórych innych socjalistów pojawiały się głosy o możliwości likwidacji zysku z kapitału. Ekonomiści stanęli przed zadaniem wyjaśnienia tego zjawiska i odpowiedzi na pytanie, czy procent można wyarbitrażować, czy też nie. W szkole austriackiej był to temat, który wzbudził pewne kontrowersje, prelegent przedstawił różnice w poglądach E. Boehm-Bawerka, L. von Misesa, M. Rothbarda i J. G. Huelsmanna.
Eugen von Boehm-Bawerk w analizie procentu unikał kategorycznych stwierdzeń apriori. Ograniczał się do uogólniania obserwacji rynku. Podawał trzy przyczyny dodatniej stopy procentowej:
- Zaniżanie wartości przyszłych potrzeb – defekt w odczuwaniu przyszłych potrzeb, powodujący przypisywanie większej wartości potrzebom obecnym.
- Przystępujący do działalności gospodarczej ludzie mają tendencję do uznawania, że w przyszłości, gdy już zarobią, będą mieli więcej środków na zaspokojenie potrzeb, natomiast potrzeby obecne wydają im się gorzej zaspokojone przez obecnie dostępne dobra.
- Okrężne metody produkcji są ponadproporcjonalnie bardziej produktywne co w połączeniu z wolniej spadającymi cenami (w porównaniu ze wzrostem produktywności), powoduję powstanie procentu.
Ludwig von Mises krytykował ujęcie Boehm-Bawerka jako psychologiczne, a więc nie fundamentalne dla każdego ludzkiego działania. W odpowiedzi przedstawił uzasadnienie opierające się na argumentacji prakseologicznej. Twierdził, że każdy człowiek musi konsumować, aby żyć. Jako że konsumpcja musi się odbywać w teraźniejszości, każdy człowiek preferuje mieć określoną ilość danego dobra teraz niż później. Co więcej Mises argumentował, że samym działaniem człowiek daje dowód na preferowanie zaspokojenia danej potrzeby teraz a nie później.
W swym traktacie Man, economy and state Murray Rothbard rozwinął teorię procentu opartą o Misesowskie rozważania. Rothbard argumentował, że to preferencja czasowa ludzi jest odpowiedzialna nie tylko za podaż oszczędności ale także za popyt na nie. Było to stanowisko przeciwne neoklasycznemu podejściu, które determinant popytu na oszczędności upatruje w produktywności kapitału. Rothbard twierdził również, że wraz ze wzrostem realnego zasobu pieniądza, będącego w posiadaniu człowieka spada jego preferencja czasowa. Nie jest to jednak reguła i trudno określić czy w ogóle jest to efekt przeważający w gospodarce czy też nie. Rothbard pisał, iż aby możliwy był wzrost gospodarczy stopa procentowa (preferencja czasowa) musi maleć.
J. G. Huelsmann poddał krytyce teorie Misesa na kilku płaszczyznach. Przede wszystkim zarzucił Misesowi, że nie każde działanie ma na celu konsumpcję albo przetrwanie. W związku z czym wbrew tezom Misesa pozytywna preferencja czasowa powodowana chęcią przetrwania nie może cechować każdego ludzkiego działania. Co więcej, teoria Misesa ma zdaniem Huelsmanna jeszcze większy defekt, bowiem samo twierdzenie, że każdym działaniem człowiek dowodzi, iż chce działać teraz a nie później, nie wystarczy do wytłumaczenia różnic w cenach. Teoria Misesa odnosi się do kontrfaktycznego scenariusza użycia konkretnego dobra, natomiast teoria procentu dotyczy sytuacji dwóch dóbr, w dwóch różnych momentach procesu produkcji.
Huelsmann proponuje własne wytłumaczenie. Zwraca uwagę na fakt, że środki uzyskują swą wartość ze względu na cele do jakich osiągnięcia służą. Jednakże zostają one poświęcone dla tych celów, a więc mają mniejszą wartość. Przedsiębiorca – zdaniem Huelsmanna - to człowiek, który traktuje pieniądze na początku i końcu procesu produkcyjnego jako dobro homogeniczne. Jako że pieniądze zainwestowane są środkiem, a przychody celem – muszą być one ilościowo większe, aby cel miał większą wartość niż środki. Dlatego nie da się wyarbitrażować procentu.
Teoria Huelsmanna ma jednak pewne słabe strony. Przede wszystkim jak zauważył Simon Bilo z Uniwersytetu Ekonomicznego w Pradze, człowiek działając nie wybiera między środkami a celami. Tak więc należy uznać, że jeśli człowiek miałby wybierać między poświęceniem środków dla celu a pozostawieniem ich w stanie nienaruszonym, to tak naprawdę wybierałby między dwoma celami i cel niewybrany stał by się kosztem alternatywnym. Natomiast koszt alternatywny zgodnie według Misesa kształtuje aktualną cenę czynnika produkcji, a nie tłumaczy procentu, który on przynosi.
Ostatnim wystąpieniem na konferencji była prelekcja Jarosława Cholewińskiego dotycząca austriackiej teorii cyklu koniunkturalnego, które to zagadnienie jest wyjątkowo aktualne w świetle kryzysu finansowego 2008 roku.
Austriacy wiążą cykl koniunkturalny z działaniem banku centralnego oraz istnieniem rezerwy cząstkowej. Polityka banku centralnego, nawet jeśli nie jest to zamierzone i przewidywane działanie, wykazuje tendencje do zaburzania naturalnej, rynkowej stopy procentowej ustalając ją na niskim poziomie na długi czas, np. poprzez manipulację stopą rezerw obowiązkowych, operacjom otwartego rynku czy innym instrumentom. Polityka taniego pieniądza, przy istniejących możliwościach uruchomienia dzięki temu dodatkowych funduszy kredytowych, stymuluje ekspansję kredytową poprzez mechanizm kreacji w systemie rezerwy cząstkowej, czego następstwem jest monetarny „boom”.
Sztucznie zaniżona stopa procentowa powoduje, że system cenowy dostarcza producentom fałszywych informacji o preferencjach konsumentów, środki finansowe lokowane są w obszarach, które nie cieszyłyby się zainteresowaniem, gdyby podaż pieniądza i stopa procentowa pozostały niezaburzone. Jeśli stopa procentowa pożyczek jest sztucznie zredukowana poniżej naturalnej stopy procentowej ustalonej przez swobodne oddziaływanie sił rynkowych to przedsiębiorcy mają możliwość zaangażowania się w dłuższe procesy produkcji. Jest prawdą, że dłuższe procesy produkcyjne mogą przynosić większy łączny zwrot niż krótsze procesy, ale względny zwrot z tych procesów jest niższy. Wynika to z tego, iż kolejna jednostka kapitału zaangażowana w wydłużenie procesu produkcyjnego przynosi coraz mniejszy zwrot. Innymi słowy każde wydłużenie procesu zwiększa produkt całkowity wedle malejącej stopy wzrostu. Angażowanie się więc w dłuższy, bardziej okrężny proces produkcyjny jest uzasadnione tylko w sytuacji, gdy ta mniejsza dodatkowa produktywność nadal będzie się opłacać przedsiębiorcy. Tak długo jak stopa procentowa pożyczek jest zbieżna z naturalną stopą procentową wydłużenie procesu produkcyjnego nie będzie opłacalne; zaangażowanie się w taki proces przyniesie straty.
Prelegent podkreślił różnice między teorią Hayeka a Misesa: przy polityce taniego pieniądza niekoniecznie musi nastąpić przeinwestowanie, po prostu kapitał jest lokowany nieracjonalnie, Mises określa ten proces jako „malinvestment” czyli błędne inwestycje.
Dla utrzymania inwestycji podaż pieniądza musi wzrastać coraz szybciej, nakręcając bańkę spekulacyjną. Koniec boomu przychodzi wtedy, gdy ludzie zdają sobie w końcu sprawę z ilości nagromadzonych błędów. Groźba utraty płynności w końcu zmusi banki do ukrócenia ekspansji kredytowej, a widmo inflacji skłania bank centralny do podwyżki stóp procentowych. Projekty wdrożone w czasie dobrej koniunktury okazują się nie do zrealizowania przy wyższej stopie procentowej i gorszych warunkach kredytowych, pojawiają się bezczynne zasoby, bankructwa, a to pociąga w końcu za sobą bezrobocie razem z inflacją widzianą już jako wzrost cen dóbr konsumpcyjnych.
Ostatecznie poziom cen spada, ale spada nierównomiernie – ceny dóbr bardziej oddalonych w czasie od konsumpcji, ceny inwestycji opartych na nieracjonalnej spekulacji mogą spadać wręcz dramatycznie. Jest to rynkowa ocena ich wartości i zdolności do zaspokajania aktualnych potrzeb przez na rynku. W myśl teorii Misesa po fazie sztucznego boomu faza recesji jest nieunikniona. Co więcej, działa tutaj żelazne prawo odwetu, im silniejsza i dłuższa będzie faza sztucznego prosperity tym dotkliwsza będzie faza recesji.
Austriacka teoria cyklu koniunkturalnego jest wciąż przedmiotem badań, znaczący wkład w jej rozwój wnieśli Mises i Hayek, spopularyzowaną wersję przedstawił Rothbard, a obecnie zapoznać się można z graficzną interpretacją R. W. Garrisona oraz modelem „values-riches” R. Fillieule.
Dla wszystkich zainteresowanych ekonomią austriacką inaugurowany został nowy projekt edukacyjny Instytutu – Akademia Misesa. Akademia łączy ideę wolnej wszechnicy z systemem akademickim. Każdy może wziąć udział w zajęciach prowadzonych w lokalnych Klubach Austriackiej Szkoły Ekonomii, ale tylko osoby, które spełnią określone kryteria, będą uzyskiwały zaliczenia i związane z tym uprawnienia. Sesje egzaminacyjne będą odbywały się w trakcie Letnich Seminariów Austriackich (LSA), mamy nadzieję, że dyplomy potwierdzające zakres opanowanej wiedzy zyskają wysoką renomę na rynku edukacyjnym i będę pomocne w karierze naukowej i zawodowej.

Tegoroczne Letnie Seminarium Austriackie wspierał Raiffeisen Leasing Polska. Dziękujemy!
--
16.12.2008, 19:16
Wklejam tłumaczenie ciekawego artykułu (sprzed półtora roku). Cytaty z HA poprawione według polskiego tłumaczenia i wydania.
Gdyby ktoś znalazł błędy, to prosze o komentarz. Tłumaczenie brzydkie, ale wierne ;)
Nieszczęsne Życzenie Stabilności CenTytuł oryginału: The Fateful Wish for Price Stability
Thorsten Polleit
[Artykuł opublikowany na www.mises.org/story/2488, 21 lutego 2007]
Tłumaczenie: Szymon Chrupczalski
Trudno wymyślić slogan, który pobudza antywolnorynkowe sentymenty równie silnie jak termin „polityka stabilizacyjna”.
Dla Ludwiga von Misesa, polityka stabilizacyjna była bezpośrednią konsekwencją niepowodzenia rządowego interwencjonizmu w sferze zagadnień monetarnych:Niepowodzenia rządów w sferze polityki monetarnej wraz z katastrofalnymi skutkami rozwiązań mających na celu obniżenie stopy procentowej i pobudzenie aktywności gospodarczej za pomocą ekspansji kredytowej doprowdziły do narodzin idei, z których ostatecznie wyłoniło się hasło „stabilizacji”.[1]
Jednakże stabilizacja siły nabywczej pieniądza jest właśnie tym, co dzisiejsze banki centralne, czyli utrzymywane w rękach rządu monopolistyczne agencje podaży pieniądza, próbują czynić. Kierując się zasadą indeksu Irvinga Fischera,[2] polityki monetarne na całym świecie zostały legitymowane do utrzymywania „stabilności cen”. Owo pojęcie definiuje się zazwyczaj jako utrzymywanie stałego indeksu cen (konsumenckich) w oznaczonym okresie, np. pozwalając tylko na niewielki i wcześniej ustalony procentowy wzrost w ciągu określonego czasu.
Dla Misesa, polityka monetarna nakierowana na utrzymywanie stabilności cen nie wywodzi się z prób ulepszenia kalkulacji ekonomicznej, lecz ze zwalczania koncepcji wolnego rynku:
Idea stabilizowania siły nabywczej pieniądza nie wynikała z dążenia do większej dokładności kalkulacji ekonomicznej. Jej źródłem jest dążenie do stworzenia sfery niezależnej od nieustannych zmian związanych z ludzkimi sprawami, obszaru, który nie powstaje w procesie historycznym.[3]
Dla ekonomistów szkoły austriackiej, stabilność cen jako cel polityki monetarnej jest receptą na wywołanie katastrofalnych skutków, mianowicie powtarzających się kryzysów gospodarczych, które z kolei prowadza ostatecznie do zniszczenia ekonomicznej i politycznej wolności. Przy tak szeroko faworyzowanej stabilności cen, istotne jest przedstawienie bardziej szczegółowo myślenia szkoły austriackiej.
Niemożliwość Stabilności Pieniądza
Punktem wyjściowym dla ekonomistów szkoły austriackiej jest obserwacja, że ludzkie działanie w wolnym społeczeństwie charakteryzuje się ciągłą, bezustanną zmianą. W gospodarce rynkowej, ludzie nieustannie wybierają pomiędzy alternatywami, co prowadzi do wciąż zmieniającego się wartościowania kupowanych i sprzedawanych dóbr i usług. Zatem szukanie absolutnej stabilności kursów wymiany zbywalnych dóbr byłoby błędnym i bezowocnym przedsięwzięciem. To spostrzeżenie odnosi się również do kursu wymiany pieniądza.
Pieniądz jest środkiem wymiany, wartościowany jest w taki sam sposób, jak inne dobra i usługi. W konsekwencji, subiektywna i obiektywna wartość wymienna pieniądza zmienia się nieustannie, nie istnieje nic takiego jak stabilność kursu wymiany pieniądza vis-à-vis inne dobra i usługi; w gospodarce wolnorynkowej brak jest stałych kursów wymiany.
Co z kalkulacją ekonomiczną, dla której pieniądz jest nieodzownym narzędziem? Przed tym, jak rządy objęły pełną kontrolę nad sprawami monetarnymi, podmioty na wolnym rynku zdecydowały się używać cennych i względnie rzadkich dóbr – takich jak złoto i srebro – jako środka wymiany. Ich wielkości w obiegu zmieniały się stosunkowo wolno i przewidywalnie w czasie. Zmiany w sile nabywczej pieniądza mogły być zatem w dalekim stopniu pomijalne. W tym znaczeniu, pieniądz oparty na rzadkich towarach gwarantował „stabilność księgową”.
Faktycznie, jeśli mierzyć na podstawie indeksu cen konsumenckich, ceny w pieniądzu w np. Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii (Zjednoczonym Królestwie) były de facto stałe w latach 1800 i na początku 1900, w erze standardu towarowego/złotego (zobacz wykresy poniżej). W rezultacie inflacja, wyrażona jako roczna zmiana indeksu cen, wynosiła średnio zero, pomimo że miała tendencję do znacznych wahań w krótkich okresach.
Po wybuchu Pierwszej Wojny Światowej w 1914 roku, która jest powszechnie postrzegana jako punkt zwrotny i przejście do ery standardu pieniądza papierowego kontrolowanego przez rząd, indeksy cen zaczęły dryfować ku górze. Trend coraz wyższych cen wyrażonych w pieniądzu – a co za tym idzie stałej dodatniej inflacji – był tylko czasowo przerwany od wczesnych lat 1920 do połowy lat 1930 (włączając okres Wielkiej Depresji). Zwiększanie Podaży Pieniądza Prowadzi do Inflacji
Z punktu widzenia Austriaków, jakakolwiek zmiana w podaży pieniądza wpływa na kurs wymiany pieniądza, niezależnie czy obowiązuje standard pieniądza towarowego czy pustego. Weźmy na przykład reżim standardu złota, w którym podaż pieniądza wzrasta z powodu wzrastającej ilości kruszcu wprowadzanego na rynek. Dodatkowe pieniądze są wydawane na konkretne dobra w określonych gałęziach gospodarki. Pierwsi użytkownicy nowo wykreowanego pieniądza wydają go na dobra i usługi po ich dotychczasowych cenach.
W miarę jak więcej i więcej podmiotów na rynku wchodzi w posiadanie dodatkowego pieniądza, krańcowa użyteczność pieniądza w ich osobistej skali wartościowania spada, podczas gdy krańcowa użyteczność dóbr niepieniężnych i usług wzrasta. W próbie powrotu do równowagi ich portfela, ludzie oferują więcej pieniędzy za dobra i usługi. Ceny w pieniądzu rosną, gdyż każda jednostka pieniądza może nabyć mniej dóbr i usług w porównaniu z sytuacją sprzed wzrostu ilości pieniądza.
Z tego punktu widzenia łatwo jest zdefiniować inflację, jak zrobił to Mises, jako wzrost podaży pieniądza – a deflację jako spadek ilości pieniądza. Definicja Misesa inflacji i deflacji stoi w dużej sprzeczności z dzisiejszą interpretacją tych terminów: „Dziś używa się ich [terminów „inflacja i deflacja] często nie na określenie dużego wzrostu lub spadku podaży pieniądza, lecz nieuchronnych konsekwencji tych zdarzeń, to znaczy ogólnej tendencji do wzrostu lub spadku cen towarów i płac”.[4]
Pieniądz Nie Jest Neutralny
Mises argumentował, że każdy wzrost czy spadek w podaży pieniądza spowoduje nierównomierny efekt cenowy w danym czasie. Dla niego pieniądz nie jest „neutralny”. Na przykład, wzrost podaży pieniądza napędza w pierwszym rzędzie konkretne ceny wyrażone w pieniądzu, pozostawiając przy tym ceny innych dóbr i usług niezmienione. Wstrzyknięcie dodatkowych pieniędzy prowadzi do względnych zmian cen. Z kolei to ostatnie wpływa na plany inwestycji i konsumpcji podmiotów rynkowych.
Kiedy rządy przejęły pełną kontrolę nad sprawami monetarnymi, standard towarowy został zastąpiony pustym pieniądzem. W przeciwieństwie do pieniądza wolnorynkowego, prowadzony przez rząd reżim pustego pieniądza nie ustala żadnych limitów wzrostu kredytu i podaży pieniądza, a rynkowe stopy procentowe mogą być sztucznie zaniżane – jest to środek powszechnie uważany za ekonomicznie konieczny i korzystny. Jednakże, manipulowanie stopą procentową przynosi kłopoty.
Wywołany przez rząd wzrost kredytu i podaży pieniądza wydaje się zawieszać, przynajmniej tymczasowo, prawo istnienia ograniczonych zasobów, zachęcając podmioty rynkowe do realizacji projektów inwestycyjnych, na które gospodarka po prostu nie ma wymaganych surowców. Jednak wcześniej czy później stanie się oczywiste, że przedsiębiorstwa, które entuzjastycznie pożyczyły po niskich stopach kredytowych, inwestowały za dużo (lub lepiej: błędnie inwestowały) w dobra kapitałowe i niewystarczająco inwestowały w dobra konsumpcyjne.
Błędna alokacja rzadkich zasobów daje o sobie znać wtedy, gdy konsumenci zaczynają wracać do swoich wcześniejszych preferencji konsumpcji - inwestycji. Popyt spada, rozkwit przechodzi w recesję, rozwija się kryzys. Według Austriaków rozwijający się boom, który w końcu musi runąć, ponieważ zasilany jest przez inflacyjny kredyt i ekspansję pieniężną, pojawiłby się nawet wówczas, gdyby bank centralny utrzymywał stały indeks cen: ustabilizowany indeks cen nie chroni przed narastaniem zniekształceń we względnych cenach i gospodarczej strukturze produkcji.
Apel o Pieniądz Wolnorynkowy
Austriacy zalecają ukrócenie rządowego monopolu na podaż pieniądza i powrót do pieniądza wolnorynkowego. Nie sądzą, aby ten drugi był wolny od inflacji, lecz uważają, że inflacja byłaby znacznie bardziej znośna pod panowaniem pieniądza wolnorynkowego w porównaniu do kontrolowanego przez rząd pustego pieniądza. W przypadku dobrowolnie wybranego, opartego na towarze reżimu pieniężnego, takiego jak standard złota, podaż pieniądza rosłaby względnie przewidywalnie i we względnie niewielkich ilościach w czasie – porównując z losowymi, arbitralnymi i zazwyczaj gwałtownymi wzrostami podaży pieniądza papierowego.
Wielką obawą Austriaków jest to, iż zdominowany przez rząd reżim podaży pieniądza ostatecznie prowadzi do ekonomicznej, a co za tym idzie, politycznej katastrofy; cel stabilizacji cen nie odmieni takiej ponurej prognozy. Nawet jeśli bank centralny odniesie sukces w stabilizowaniu docelowego indeksu cen, może – poprzez motywowany ideologicznie wzrost – hojnie podnieść poziom kredytu i podaży pieniądza. W ten sposób zniekształca ekonomiczny mechanizm cenowy, promuje błędne inwestycje i zapoczątkowuje w następstwie spadki koniunktury. I właściwie to ostatnie jest tym, co tak naprawdę jest początkiem problemów.
Według Misesa, rządowy interwencjonizm – sztuczne zaniżanie stopy procentowej poprzez ekspansję kredytu bankowego i podaży pieniądza – skutkuje cyklicznymi wahaniami gospodarki, inflacji, krachów giełdowych oraz następującym zmniejszaniem produkcji i zatrudnienia. To z kolei pobudza ludzi wzywających rząd do rozwiązania problemu kryzysu. Dodatkowe działanie rządu, zamiast sił rynkowych, jest zazwyczaj postrzegane jako rozwiązanie gospodarczych trudności. Pociąga to za sobą więcej interwencji, oddalających coraz bardziej i bardziej od ideału wolnego społeczeństwa.
Opinia Publiczna i Mentalność Antykapitalistyczna
Przy rozwijającym się kryzysie gospodarczym, ludzie stają się przygnębieni i tracą zaufanie do koncepcji wolnego rynku. Szukają szybkiego wyjścia z opresji i nie potrafią, bądź po prostu nie chcą, skojarzyć rządowego interwencjonizmu z bieżącą przyczyną kryzysu. Mentalność antykapitalistyczna raczej będzie szczególnie chłonna na diagnozę zawodności rynku, aniżeli przypisze przyczynę kryzysu rządowemu interwencjonizmowi.
Aby uciec od konsekwencji własnoręcznie wywołanego kryzysu monetarnego, spowodowanego ideologicznie umotywowanym wzrostem ekspansji kredytowej i pieniężnej, społeczeństwo optuje za polityką, która tak naprawdę sprowadziła trudności. Mówiąc słowami Misesa: „Z punktu widzenia opinii publicznej jedyna metoda uporania się z niekorzystnymi skutkami inflacji i ekspansji kredytowej to zwiększenie inflacji i dalsza ekspansja”.[5]
Jeśli opinia publiczna oczekuje rządowych działań w celu zakończenia kryzysu, z nadzieją odwrócenia go w rozkwit, można spodziewać się zbijania politycznego kapitału na takich żądaniach. Politycy zazwyczaj dochodzą do znacznych pozycji, zalecając rządowe rozwiązania, które mają przywrócić gospodarkę do zdrowia. Polityka łatwego pieniądza jest zazwyczaj postrzegana jako odpowiednie narzędzie działania.
Banki centralne, nawet jeśli są politycznie niezależne, rzadko kiedy są w stanie powstrzymać falę (inflacji). Jako instytucje pozostające w rękach rządu, nie mogą prowadzić polityki, która stoi w sprzeczności z opinią publiczną. W rzeczywistości, jeśli polityka monetarna banku centralnego nie pokrywa się z preferencjami elektoratu, nie zajmie to wiele czasu ludziom - instruowanym przez antywolnorynkową propagandę - przysłużyć się do zakończenia niezależności banku i poddania go z powrotem pod kontrolę parlamentu - przyspieszając tym samym upadek waluty.
Powrót do Zasady Zdrowego Pieniądza
Austriacy wyrażają wielką obawę, że jakakolwiek rządowo kontrolowana podaż pieniądza z założenia podatna jest na kryzys, niezależnie od tego czy banki centralne są w stanie utrzymać stabilny indeks cen. W konsekwencji proponują powrót do pieniądza wolnorynkowego, który byłby zgodny z „zasadą zdrowego pieniądza”, jak sugerował to Mises.
Reguła zdrowego pieniądza nie tylko pozwala zbierać wszystkie korzyści praw własności, podziału pracy, wolnego handlu, przez co podnosi ogólny standard życia; lecz także wyraża warunek sine qua non wolnego społeczeństwa:
Nie jest możliwe, aby pojąć znaczenie idei zdrowego pieniądza, jeśli nie zrozumie się, że był on wynaleziony jako instrument ochrony wolności osobistych od despotycznych zapędów ze strony rządów. Ideologicznie należy to do tej samej klasy, co konstytucje i karty praw podstawowych.[6]
Dla Misesa zasada zdrowego pieniądza ma dwa aspekty: „Jest pozytywna w akceptacji rynkowego wyboru powszechnie używanego środka wymiany. Jest negatywna poprzez utrudnianie skłonności rządu do wtrącania się w system walutowy.”[7]
Biorąc to pod uwagę, dzisiejsze standardy kontrolowanego rządowo pieniądza nie mogły już bardziej oddalić się od tego, co Austriacy uważają za reżim pieniądza zgodny z ideą wolnego społeczeństwa. Taka niepokojąca ocena wspierana jest przez fakt, że mówi się mało, jeśli w ogóle, o podejściu szkoły austriackiej do bardziej oddalonych w czasie konsekwencji, które mogą pociągać za sobą dzisiejsze cele polityk monetarnych.
Jednakże, taka debata stała się konieczna dla utrzymania koncepcji wolnego społeczeństwa. Polityki monetarne banków centralnych otwarły tamę powodzi dla kredytu i podaży pieniądza. Ustawiły gospodarki na ścieżkę, na której pojawiają się opcje albo dalszego wzrostu inflacji - w bezowocnych próbach tymczasowej ucieczki od ostatecznego załamania - albo zezwolenia deflacji na przywrócenie gospodarki z powrotem do stanu równowagi.
Nie trzeba dodawać, że oba rozwiązania - które są bezpośrednimi skutkami nieszczęsnego życzenia stabilności pieniądza - wpadną w ręce sił przeciwnych wolnemu rynkowi. Powrót do pieniądza wolnorynkowego może zapobiec takiemu rozwojowi wydarzeń.
Thorsten Polleit jest Profesorem Honorowym Frankfurckiej Szkoły Finansów i Zarządzania.
Przypisy
[1] Mises, L. v. (2007), Ludzkie Działanie, s. 190..
[2] Fischer, I. (1928), The Money Illusion, New York: Adelphi.
[3] Mises, L. v. (2007), Ludzkie Działanie, s. 194.
[4] Ibidem, s. 360.
[5] Ibidem, s. 488.
[6] Mises, L. v. (1981), The Theory of Money and Credit, Liberty Fund, Indianapolis, p. 454.
[7] Ibid. p 455.
20.09.2008, 19:37
Prawo antymonopolowe i konkurencja. Orzeczenie w sprawie Komisja Europejska vs.Microsoft Corporation
Prawo anymonopolowe (antytrustowe, antykartelowe) jest prawem publicznym, chronić ma interes publiczny i stać na straży wolności konkurencji. Prawem prywatnym, częścią prawa cywilnego jest prawo zwalczania nieuczciwej konkurencji, chronić ma uczciwość konkurencji.
Teoretyczna krytyka prawa antymonopolowego przedstawiona została w rozdziale 2.3 [tekst jest fragmentem większej całości], ekonomiczna analiza prawa nurtu neoklasycznego i austriackiego podnosi, że prawo antymonopolowe najczęściej przynosi skutki odwrotne od zamierzonych. Ponadto sam fakt zaistnienia monopolu przypisuje się działaniu regulacji prawnych, szczególnie gwarancjom dla podmiotów dostarczających dobra publiczne. W austriackim ujęciu Rothbarda w gospodarce bez ograniczeń w prawach własności monopol nie może powstać, a jeśli nawet jakiś podmiot zdominuje część życia gospodarczego, jest to działanie w pełni rynkowe.
Niemożliwość zaistnienia kartelów i monopolów na wolnym rynku najlepiej obrazuje przykład wielkich korporacji, takich jak Standard Oil oraz międzynarodowych porozumień, takich jak OPEC.
Standard Oil utworzony został w Cleveland, Ohio w 1870r pod kierownictwem J. D. Rockefellera, pedantycznego managera, obsesyjnie pochłoniętego doskonaleniem każdego aspektu prowadzonej działalności (Rockefeller dołączał czasem do brygady robotników, dla lepszego zrozumienia ich pracy)[1]. Charakterystyczną metodą działania była integracja pionowa przedsiębiorstwa dla redukcji kosztów i eliminacji pośredników, Standard Oil kupował ropę naftową bezpośrednio od producentów, budował własne magazyny, produkował surowce, rozwijał transport, rurociągi a dzięki udoskonalonej produkcji osiągał najwyższa wydajność w owym czasie. Rockefeler płacił swoim pracownikom więcej niż konkurencja, ponadto wynagradzał wszystkie pomysły racjonalizatorskie, przez co produkcja nigdy nie była wstrzymywana przez strajki. Obsesja efektywności i redukcji kosztów doprowadziła do wykorzystania surowca w najwyższym możliwym stopniu: chemicy Standard Oil opracowali metody na produkcję, z bezużytecznych dotychczas odpadów, olejów do smarowania, parafiny, wazeliny, farby, pokostu, najtańszej i najczystszej nafty świetlnej oraz około trzystu innych substancji. Gdy inne firmy wypuszczały benzynę, jako bezużyteczną frakcję ropy do rzek, Standard Oil używał jej do napędzania swoich maszyn. Nic innego jak oszczędność i chęć zysku przyczyniły się do racjonalnego gospodarowania surowcem i większej dbałości o środowisko. Nafta świetlna wkrótce wyparła olej wielorybi (pomimo, że wówczas nikt nie protestował przeciwko oceanicznym polowaniom), a niższe koszty pracy po zmroku otworzyły nowe perspektywy rozwoju dla innych gałęzi przemysłu.
Udział Standard Oil w branży rafinacyjnej wzrósł z 4% w 1870r do 25% w 1874r i 85% w 1880r. Ekonomia skali pozwalała przedsiębiorstwu skutecznie eliminować konkurencję poprzez obniżanie cen i wykupywanie nierentownych firm, w rezultacie koszt rafinacji galonu ropy spadł z 3 centów (ówczesnych) w 1869r do 0,3-0,5 centa w 1885r w wartościach realnych. W tym samym czasie ceny nafty dla konsumentów spadły z ponad 30 centów do 8 centów. Porozumienie z koleją, dla której Rockefeler był głównym klientem, umożliwiło uzyskanie 70% opustów na transport i dało możliwość blokowania rozbudowy infrastruktury konkurencji.
W odpowiedzi na prawa stanowe, wedle których starano się powstrzymać rozrost przedsiębiorstwa, w 1882 roku Standard Oil przekształcił się w trust z siedzibą w New Jersey, zrzeszający pod wspólnym kierownictwem szereg różnorodnych przedsiębiorstw. W 1890 roku, po serii połączeń jakie miały miejsce wśród wielkich korporacji, Kongres przyjął antytrustową ustawę Shermana (od nazwiska Johna Shermana, senatora z Ohio). Prawo to definiowało (niezbyt precyzyjnie) działania wstrzymujące wolną produkcję i monopolizowanie działalności gospodarczej, oraz nakładało sankcje za takie działania. Wedle ustawy „Każda umowa, związek w formie trustu lub podobny oraz tajne porozumienia w celu ograniczenia produkcji lub handlu między Stanami lub innymi państwami uważa się za nielegalne”[2]. Za winną przestępstwa i podlegającą karze do 10 milionów dolarów w przypadku korporacji, 350 tysięcy dolarów w przypadku innych osób lub do trzech lat pozbawienia wolności określano „każdą osobę, która będzie działać monopolistycznie albo zawierać tajne porozumienia z inną osobą lub osobami w celu monopolizacji jakiejkolwiek części produkcji lub innymi państwami”.
Standard Oil został ostatecznie rozbity w 1911 roku, kiedy Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych uznał trust winnym monopolizowania produkcji i nakazał podział na trzydzieści cztery niezależne przedsiębiorstwa. Dowody zebrane w sprawie i powszechnie znane fakty stawiają jednak pod znakiem zapytania celowość orzeczenia (podobnie podważane są ustalenia w sprawach American Tobacco (1911), Alcoa (1945), American Can (1949) czy United Shoe (1954)). W 1907 roku Standard Oil kontrolował już jedynie 64% rynku i nigdy nie zmonopolizował produkcji, transportu, przetwórstwa czy dystrybucji ropy naftowej, a kontrola wydobycia ropy stanowiła zaledwie 11% rynku wewnętrznego. W przeddzień procesu istniało co najmniej 137 konkurencyjnych przedsiębiorstw, w tym potentaci jak Shell, Gulf czy Texaco[3]. Co więcej, ceny nafty, głównego produktu dostarczanego przez przemysł rafineryjny spadły w tym okresie do 6 centów za galon, co odpowiada 1,32 dolara z 2007 roku, a baryłka ropy po uwzględnieniu inflacji miała jedną z najniższych cen w historii w ogóle.
Wyrok opierał się na hipotetycznym zarzucie zamiaru monopolizowania produkcji oraz stosowaniu praktyk geograficznego różnicowania i restrykcji cenowych, stosowania cen drapieżnych, negocjowania tajnych lub półtajnych zniżek w transporcie kolejowym. Nie sposób jednak udowodnić, że wskutek działalności Standard Oil ucierpiał dobrobyt społeczny, co jest podstawą teorii prawa antymonopolowego. Jak wskazuje T. DiLorenzo – trusty po prostu obniżał ceny szybciej niż reszta gospodarki, opinia publiczna mogła uważać Rockefelera za łotra z różnych powodów, ale z pewnością nie za coraz tańsze i lepsze produkty dostarczane konsumentom (za co uwielbiany był np. H. Ford).
Ustawa Shermana do dziś wywołuje kontrowersje, w szczególności otwarte pozostaje pytanie, czy prawodawstwo antymonopolowe chroni wolność konkurencji i służy konsumentom, czy pomaga nieefektywnie działającym przedsiębiorcom atakować większych i lepszych konkurentów.
Sędzia L. Hand w sprawie United States versus Aluminium Company of America podkreślił, że istnieje cienka granica oddzielająca nadużycie konkurencji (abuse) od agresywnej konkurencji, a prawo nie powinno zniechęcać dużych firm do agresywnego konkurowania: „Pojedynczy producent może być jedynym ocalałym z grupy działających konkurentów po prostu dzięki wyższości swoich umiejętności, zdolności przewidywania i gospodarowania. W takim przypadku można argumentować, pomimo iż rezultat może wystawić społeczeństwo na zagrożenia monopolu, ustawa [antymonopolowa] nie jest wymierzona przeciw wynikowi tych sił, którym ma w pierwszym rzędzie sprzyjać: finis opus coronat [koniec wieńczy dzieło – S.C.]. Konkurent któremu się powiodło, zachęcany do współzawodnictwa, nie może być karany kiedy wygra.”[4]
A. Grenspan, wieloletni prezes Fed (i paradoksalnie zwolennik rynkowego standardu złota) napisał „Nikt nigdy nie będzie wiedział jakie nowe produkty, procesy, maszyny i redukujące koszty fuzje zostały zniszczone, zatrzymane przez ustawę Shermana, zanim pozwolono się im narodzić. Nikt nigdy nie może policzyć ceny jaką wszyscy zapłaciliśmy za tę ustawę, która skłaniając do mniej efektywnego użycia kapitału, utrzymuje nasz standard życia niższym niż mógłby być w innym przypadku”[5].
R. Posner zauważył, że prawo antymonopolowe może przynosić efekty odwrotne do zamierzonych: może zostać użyte do kreowania nieefektywności, zamiast jej unikać. Nieefektywne kartele i przymusowe monopole zostałyby same skorygowane przez rynek, bez potrzeby używania surowych kar regulacji antytrustowej.
T. Sowell (omawiając sprawę Microsoftu)[6] stwierdza, że finansowa ruina konkurenta nie jest tym samym co pozbycie się konkurencji i zarzuca sędziom częste nierozróżnianie działania przynoszącego upadek konkurentom od działania wymierzonego w konkurencję.
Sądy na podstawie ustawy Shermana przyjmowały wąski punkt widzenia na to, co definiowane było jako ograniczenie przemysłu i handlu. Sąd Najwyższy USA w swojej interpretacji tej ustawy wypracował zasadę proporcjonalności (rule of reason), użytą pierwszy raz w Sprawie Standard Oil. Zasada ta stanowi, że tylko połączenia i umowy nieproporcjonalnie hamujące produkcję są podstawą do podjęcia działań antymonopolowych oraz że wielkość i posiadanie siły monopolistycznej same w sobie nie są nielegalne. W późniejszych sprawach zasada została zmodyfikowana; porozumienia cenowe, bojkot grupowy oraz geograficzne dzielenie rynków uznane zostały za nielegalne samo w sobie. Pod wpływem ekonomicznej analizy prawa przywrócono jednak zasadę proporcjonalności m.in. do porozumień o cenach maksymalnych w handlu hurtowym, cenach minimalnych w handlu detalicznym oraz powrócono do przekonania, że zasada proporcjonalności winna odnosić się do ekonomicznych, a nie społecznych konsekwencji ograniczeń.
Rozszerzając ustawę Shermana w 1914r Kongres przyjął ustawę Claytona, która zabraniała umów wiązanych, wyłączności handlowej, połączeń poziomych, połączeń dyrekcji oraz odwoływała się do obiektywnej teorii kosztów, zakazując dyskryminacyjnego różnicowania cen. Ustawa Claytona dała przedsiębiorcom prawo do wszczynania postępowania antytrustowego, w przypadku udowodnienia naruszenia prawa antytrustowego powód mógł otrzymać odszkodowanie w wysokości potrójnej wartości ustalonych szkód.
Połączenia pionowe i konglomeraty zakazane zostały w 1950r poprawką Cellera – Kefauvera. Kolejna poprawka Harta-Scotta-Rodino z 1976r narzuciła obowiązek informowania przez strony Federalnej Komisji Handlu oraz Departamentu Sprawiedliwości przed dokonaniem określonych fuzji i przejęć.
Znamienne jest porównanie wyżej przytoczonych procesów antymonopolowych do sytuacji kolei żelaznej w USA na przełomie XIX i XX wieku. Koleje były ogromnymi i niezwykle wpływowymi przedsiębiorstwami, coraz bliżej łączącymi się z polityką za sprawą protestów farmerów i populistycznych haseł polityków. Właściciele kolei dostrzegli jednak w protestach możliwość osiągania korzyści i uniezależnienia się od praw stanowych, poparli więc hasła rządowej regulacji kolei. Rezultatem było powstanie federalnej Międzystanowej Komisji Handlu (Interstate Commerce Commission) w 1887 roku, w której wkrótce zaczęły zasiadać osoby związane z transportem kolejowym. Jedną z pierwszych regulacji było rozstrzygnięcie problemu nierówności opłat za przewóz na krótkich i długich dystansach – poprzez podniesienie cen przewozu na większych odległościach. Kolejne regulacje i ograniczenia doprowadziły do jawnego i zalegalizowanego działania antykonkurencyjnego. W 1935 roku na mocy Motor Carrier Act Komisja uzyskała możliwość kontrolowania transportu drogowego. Przedsiębiorstwa przewozowe musiały ubiegać się o wydawany przez Komisję certyfikat uprawniający do transportu międzystanowego, spośród 89 000 podań zaakceptowanych zostało tylko 27 000. Przykład kolei i ICC jasno obrazuje regułę, że to regulacje prawne i nadawanie przywilejów prowadzi do ograniczenia konkurencji i przynosi szkodę całej gospodarce.
Przykład mechanizmu samoregulującego pokazuje historia U.S. Steel. Przedsiębiorstwo zostało utworzone w 1901 roku poprzez połączenie dziesięciu mniejszych firm, jego kapitalizacja wyniosła 1,4 miliarda ówczesnych dolarów, co czyniło U.S. Steel największą firmą na świecie i największym producentem stali. W 1911 roku rząd federalny wniósł akt oskarżenia na podstawie ustawy Shermana, jednak sąd ostatecznie oddalił zarzuty w 1915 roku. To co nie udało się ówczesnemu prawu antymonopolowemu wymusili bardziej innowacyjni konkurenci – udział U.S. Steel w produkcji stali stopniowo malał, w trakcie procesu spadł do 50% a w przeddzień Wielkiego Kryzysu do około 33%.
Niemożliwość powstania monopolu na wolnym rynku dobitnie pokazuje wolny handel i gospodarka globalna. Przy braku ceł i restrykcji handlowych oraz przy poszanowaniu własności prywatnej żaden podmiot ani żadne państwo nie jest w stanie osiągnąć i utrzymać monopolistycznej pozycji (w sensie osiągania ceny monopolowej w neoklasycznym rozumieniu) na światowym rynku. Jedynym wyjątkiem może być monopol gwarantowany przez prawo poszczególnych krajów w międzynarodowych porozumieniach (prawa patentowe i autorskie). Oskarżenia stawiane przez rządy niektórych państw innym państwom czy międzynarodowym korporacjom zazwyczaj są fragmentem polityki, a nie merytorycznej oceny. Przykładem jest rynek ropy naftowej i regulacje poszczególnych krajów dotyczące handlu tym surowcem. Jest faktem, że największe rozpoznane złoża roponośne znajdują się na obszarze Zatoki Perskiej, lecz jest zupełnie nieuprawnione aby twierdzić, że za wahania i zwyżki cen ropy odpowiedzialne są zmowy przedsiębiorstw naftowych czy porozumienia niektórych krajów oraz że handel ropą jest niedoskonałością rynku (market failure).
Warto prześledzić kształtowanie się cen ropy naftowej na światowych rynkach po drugiej wojnie światowej. W 1948 roku cena baryłki ropy wynosiła nominalnie 2,5$, wzrosła nominalnie do 3$ w 1957 i utrzymała się w tej wysokości aż do 1970 roku. W dolarach z 2007 roku ceny wyniosłyby około 23$ w 1948r, około 22$ w 1957r i poniżej 17$ w 1970r, licząc według indeksu CPI. Zatem ceny spadały podobnie jak działo się to na początku wieku podczas działalności trustów, różnica zachodziła jednak w systemie pieniężnym. Po 1948r światowy system pieniężny zbudowany był na zasadzie piramidy; waluty wszystkich krajów oparte były na amerykańskim dolarze, a dolar na złocie (ponad 20 tysięcy ton zgromadzonych w USA). Między 1948r a 1970r inflacja w austriackim rozumieniu jako wzrost podaży pieniądza wyniosła około 350% (ze 170 do 600 mld $ miary M2) i wykazywała tendencję do przyspieszania, podczas gdy światowe zasoby złota wzrosły jedynie o około 18%. Jednak złoto w tym czasie związane było sztywnym parytetem (35$ za uncję oz), co przy postępującej inflacji skutkowało roszczeniami państw posiadających dolary i odpływem kruszcu za granice Stanów Zjednoczonych.
Aby zapobiec utracie złota w 1970r w USA podniesione zostały limity importowe na ropę naftową w celu obniżki kosztów energii, jednak spowodowało to napływ dolarów z państw eksportujących ropę naftową (petrodolarów) i dalszy gwałtowny spadek rezerw złota. W 1970r w życie weszła ustawa o Ekonomicznej Stabilizacji (The Economic Stabilization Act), która upoważniała administrację do regulowania cen, płac, odsetek, dywidend i podobnych instrumentów pieniężnych, administracja zaczęła stosować te przywileje od 1971r. Mechanizm cenowy uległ zaburzeniu, wkrótce ceny importowanej ropy naftowej w USA były ponad 70% wyższe niż krajowej, stacje benzynowe upadały z powodu braku surowca, olej opałowy był racjonowany, a histeria kryzysu energetycznego przeniosła się na większość wysokorozwiniętych krajów. Od sierpnia 1971r prezydent Nixon ogłosił 90-dniowe zamrożenie płac i cen, 10% podatek importowy i co najważniejsze – zawieszenie wymienialności dolara na złoto (oprócz rynku giełdowego). Wojna Yom Kippur i groźba politycznego konfliktu stała się oficjalną przyczyną, dla jakiej założona w 1960r Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC, należą do niej głównie kraje arabskie) zdecydowała się ustanowić umowę kartelową i podnieść cenę z 3$ do 12$ w 1974r, przy czym obniżenie światowej produkcji wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu wyniosło zaledwie 7%.
Oczywiście do takich porozumień jak OPEC prawo antymonopolowe jakiegokolwiek kraju jest bezużyteczne, lecz mimo to nie można mówić o jakimkolwiek wykorzystywaniu siły monopolowej, dominacji na rynku, zmowie cenowej czy innym, nierynkowym zachowaniu. Arthur Laffer przypomniał klasyczną zasadę, że terms of trade nie mogą zmienić się pod wpływem monetarnym, lecz tylko w wyniku przeobrażeń technologicznych: cena ropy naftowej wyrażona w złocie po drugiej wojnie światowej nieznacznie spadła, a w latach siedemdziesiątych była stała. Korelacja cen ropy naftowej do złota w latach 1946 do 1994 wynosiła 0,92, zatem realna cena surowców, wyrażająca się w wartości wymiennej na inne, realne dobra, była względnie stała. Wahania rzędu kilkudziesięciu procent były odpowiedzią na niepewność sytuacji polityczno-gospodarczej i wyrażały normalne zachowania rynkowe wobec etatystycznych dążeń i prób kontroli wydobycia i cen ropy przez poszczególne państwa. Wzrost ceny z 3$ do 12$ za baryłkę ropy oznaczał nic więcej, jak nagłe uwidocznienie czterokrotnego spadku wartości dolara.
Odpowiedzią na przyczyny kryzysu naftowego z lat siedemdziesiątych był chaotyczny interwencjonizm, który przypadkowo wymusił zmiany technologiczne i większą oszczędność surowca. Prawdziwą przyczyną był – paradoksalnie – największy monopol gwarantowany prawnie, czyli pieniądz fiducjarny. Monopol walut i niepohamowana inflacja jest również przyczyną kryzysu 2007-2008 roku. Ustawodawstwa poszczególnych krajów gwarantują instytucjom utworzonym i kontrolowanym przez władze publiczne monopol na emisje legalnych znaków pieniężnych przymusowo obowiązujących na terenie tych państw, w systemie polskim taką gwarancją jest przepis art. 4 ustawy o NBP (z dnia 29 sierpnia 1997 r, Dz. U. Nr 140, poz. 938), który stanowi: „NBP przysługuje wyłączne prawo emitowania znaków pieniężnych Rzeczypospolitej Polskiej” oraz art. 32: „Znaki pieniężne emitowane przez NBP są prawnymi środkami płatniczymi na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej.”
Dolar jest walutą o tyle szczególną, że przeprowadzane są w nim rozliczenia w handlu międzynarodowym, a pomimo inflacji wciąż pozostaje „twardą walutą” (hard currency) znajdującą się w aktywach banków centralnych na świecie.
Wszystkie banki centralne osiągają cenę monopolową i przynoszą zyski zazwyczaj odprowadzane do budżetu państwa (choć np. amerykański Fed jest formalnie własnością prywatną), przykładowo wpłaty netto zysku z NBP do budżetu stanowiły w 2007 roku 1% ogólnych dochodów i 10% dochodów niepodatkowych, kwota ta wykazuje tendencje malejącą. Oczywiście osiąganie zysku przez emitenta środków płatniczych i dysponowanie tym zyskiem jest czynnikiem niezależności banku centralnego od władz administracyjnych, co zazwyczaj pozwala na utrzymanie rozsądnej polityki monetarnej (przykładem jest bank centralny Szwajcarii czy były bank centralny RFN). Jednak żaden bank centralny nie musi liczyć się z konkurencją, poza skrajnymi przypadkami totalnej utraty zaufania do danej waluty i przejścia do płacenia innymi walutami bądź towarami. Dlatego z punktu widzenia austriackiej ekonomicznej analizy prawa, to zmienna i nieprzewidywalna ilość monopolistycznego pieniądza szkodzi wolnemu rynkowi. W tych obszarach rynku, gdzie nie obowiązują regulacje prawne lub nie są one dotkliwe dla podmiotów gospodarczych, zatem przede wszystkim w handlu międzynarodowym, zachowania podmiotów gospodarczych są zachowaniami w pełni rynkowymi. Monopol powstaje tylko w obszarach dalekiej ingerencji prawnej w ludzkie działanie, tylko wówczas wystąpić mogą negatywne dla własności prywatnej konsekwencje.
Jednym z ciekawszych kazusów obrazujących obecne podejście do kwestii monopolu jest seria procesów wytoczonych firmie Microsoft w różnych krajach, szczególnie sprawa Komisja Europejska vs. Microsoft Corporation, w której nałożona została w 2004 roku najwyższa kara finansowa w historii europejskiego prawa antymonopolowego. Zarzuty dotyczyły m.in. sprzedaży wiązanej systemu operacyjnego Windows z programem Media Player. W podobnej sprawie toczącej się w USA dotyczącej m.in. sprzedaży wiązanej systemu operacyjnego Windows wraz z przeglądarką internetową Internet Explorer, sąd apelacyjny w 2001 roku poddał tę sprawę regule proporcjonalności i zażądał od powoda (Departamentu Sprawiedliwości oraz dziewięciu Stanów) dowodu na działanie przeciwko konkurencji, wskutek czego powództwo w tym zakresie zostało wycofane. Decyzja Komisji Europejskiej została oparta na o art. 82 Traktatu Ustanawiającego Wspólnotę Europejską, a sprzedaż wiązana sama w sobie uznana została jako naruszająca prawo[7].
Europejskie prawo konkurencji składa się z czterech obszarów dotyczących:
- Karteli, zmowy i praktyk antykonkurencyjnych, których dotyczy art. 81 TWE (zakazane porozumienia między przedsiębiorcami)
- Monopoli i nadużywania pozycji dominującej, których dotyczy art. 82 TWE (zakaz nadużycia pozycji dominującej)
- Pomocy państwowej – art. 87. Jest to regulacja charakterystyczna dla obszaru Wspólnoty Europejskiej, jako konfederacji składającej się z quasi suwerennych państw.
- Kontroli koncentracji, fuzji, przejęć i przedsięwzięć joint venture, które regulowane są rozporządzeniem Rady WE nr 139/2004.
Artykuł 82 TWE powołuje się na ideę wspólnego rynku i zakazuje nadużywania przez jedno lub większą liczbę przedsiębiorstw pozycji dominującej na wspólnym rynku lub znacznej jego części, w takim zakresie, w jakim mogłoby to niekorzystnie oddziaływać na handel między Państwami Członkowskimi. Zakaz ten nie przewiduje wyjątków, nadużywanie pozycji dominującej jest zawsze zabronione i przepis ten jest bezpośrednio skuteczny (może być bezpośrednio stosowany przez organy i sądy krajowe). Samo posiadanie pozycji dominującej jest jednak dozwolone, jeśli utrzymywana jest ona zwykłymi środkami konkurencji, tj. jakością, ceną, warunkami umów. Przepis art. 82 odnosi się do jednostronnych działań przedsiębiorstwa lub grupy przedsiębiorstw, nie zachodzi tu warunek działań uzgodnionych jak w art. 81.
Stwierdzenie pozycji dominującej wymaga wyznaczenia rynku właściwego, na którym działa przedsiębiorstwo. Definiowanie to opiera się o obwieszczenie Komisji Europejskiej z 9 grudnia 1997r, które określa rynek relewantny produktowo, geograficznie i w razie potrzeby rynek relewantny czasowo (np. w przypadku produktów rolnych). Rynek relewantny produktowo obejmuje wszystkie dobra, które konsumenci uznają za substytucyjne. Według kryterium asortymentowego, konieczne jest ustalenie stopnia substytucyjności po stronie popytu i podaży. Od strony popytu dane dobro jest przedmiotem rynku wyodrębnionego, jeśli jest zindywidualizowane poprzez swoje cechy szczególne, które czynią je zdolne do zaspokajania stałych potrzeb odbiorców produktów czy usług. Dalsze ustalenie substytucyjności wymaga przeprowadzenia dowodu substytucyjności w nieodległej przeszłości, statystycznego i ekonometrycznego testu ilościowego oraz zbadania preferencji konsumentów, barier i kosztów, jakich wymaga przeniesienie popytu na produkty substytucyjne[8]. Zamienność po stronie podaży oznacza, że dane dobra mogą być łatwo wytwarzane przez konkurentów, natomiast dobra nie stanowią elementów tego samego rynku, jeśli podjęcie działalności przez konkurentów wymaga znaczących nakładów i upływu czasu. Na podstawie tych reguł Trybunał Sprawiedliwości ustalił, że np. banany stanowią samodzielny, wyodrębniony rynek z rynku innych świeżych owoców[9]. Podobne badania substytucyjności odnosi się dla wyznaczania rynku relewantnego geograficznie.
Wyznaczenie pozycji dominującej dokonuje się poprzez analizę aspektu doktrynalnego i pragmatycznego. Pierwsza koncepcja podkreśla zdolność przedsiębiorstwa do uchylania się spod działania konkurencji i możliwość narzucania własnych praw na rynku (możliwość realizowania niezależnej strategii rynkowej w stosunku do partnerów rynkowych[10]). Drugi aspekt odnosi się do przyjęcia z góry ciągu przyczynowo-skutkowego i stanowi, iż dominująca pozycja jest skutkiem praktyk zakłócających efektywną konkurencję. Według ETS artykuł 82 odnosi się do działań podmiotów podjętych z ich własnej inicjatywy, nie znajduje zastosowania do monopoli prawnych i raczej nie stosuje się do monopoli naturalnych, szczególnie uznanych prawnie za dobra publiczne (kanalizacja, sieć energetyczna, mosty). Istnieją jednak sytuacje, kiedy podmiot może wykorzystać swoją dominacje na rynku i nadużyć pozycji, np. port naliczający wysokie ceny za usługi pracowników, wówczas wedle obowiązującej wykładni art. 82 znajduje zastosowanie[11].
Status praw wyłącznych własności przemysłowej odnosi się do dwóch odrębnych rynków: wykonywania praw ochrony i rynku produktów produkowanych przy użyciu danych praw ochronnych. Zwykłe wykonywanie praw własności przemysłowej przez przedsiębiorstwa o pozycji dominującej nie jest sprzeczne 82 TWE, o ile nie zajdą szczególne okoliczności. W praktyce określania pozycji dominującej przyjmuje się istnienie progów udziału w rynku: poniżej 25% wyklucza się możliwość uznania pozycji za dominującą, 25-40% pozwala na ewentualne uznanie, jeśli takiemu udziałowi towarzyszą inne okoliczności, np. rozdrobnienie pozostałych konkurentów. Udział powyżej 40% uznawany jest za pozycję dominującą. Dodatkowe okoliczności świadczące o dominacji wskazuje się w oparciu o kryteria barier dostępu do rynku, czasu posiadania określonego udziału, możliwości przywództwa cenowego, powiązania z konkurentami, przewagi technologicznej i inne.
Według ETS nadużyciem jest takie zachowanie przedsiębiorstwa dominującego na rynku, które może wpłynąć na strukturę rynku, na którym funkcjonowanie tego przedsiębiorstwa osłabiło konkurencję i które utrudnia zachowanie oraz rozwój istniejącej jeszcze na tym rynku konkurencji, poprzez stosowanie środków odbiegających od stosowanych w warunkach zwykłej konkurencji[12]. Czasem samo umocnienie pozycji dominującej na rynku w sposób pozwalający osiągnąć poziom dominacji naruszający istotnie konkurencję, może stanowić niedozwolone nadużycie. Możliwa jest dominacja na rynku relewantnym i transfer nadużycia tej pozycji na inne rynki, np. w sprawie Tetra Pak vs. Komisja Europejska firma produkująca maszyny do wytwarzania opakowań oddziaływała na rynek kartonu do wyrobu tych opakowań.
Nadużycie jest kryterium obiektywnym, nie bada się winy czy intencji podmiotu, nie ma również znaczenia osiągnięcie zamierzonego, antykonkurencyjnego celu. Artykuł 82 wymienia cztery przykładowe sytuacje nadużywania pozycji dominującej:
- Narzucanie niesłusznych cen albo warunków transakcji
- Ograniczanie produkcji, rynków, rozwoju ze szkodą dla konsumentów
- Stosowanie wobec partnerów nierównych warunków i stwarzanie niekorzystnych warunków konkurencji
- Uzależnianie zawarcia kontraktów od przyjęcia przez partnerów zobowiązań dodatkowych
Np. w sprawie konferencji żeglugowej CEWAL dla Trybunału Sprawiedliwości wystarczającą przesłanką był skrajnie wysoki udział w rynku (ponad 90%) i działanie przeciwko jedynemu konkurentowi.
Pociągnięcie do odpowiedzialności podmiotu gospodarczego na podstawie art. 82 TWE zawsze stanowić będzie ingerencję w jego suwerenność, niektóre reguły budzą dodatkowo poważne wątpliwości z punktu widzenia prawa własności. Na przykład dla wykazania nadmiernej ceny, pozostającej bez uzasadnionego związku z wartością gospodarczą świadczenia, dopuszczalna jest analiza struktury kosztów przedsiębiorstwa (samo istnienie znacznych różnic w cenach tego samego produktu stosowanych w różnych państwach członkowskich nie jest wystarczające).
Podobnie ustalenie stosowania cen drapieżnych wymaga zbadania kosztów zmiennych lub kosztów całkowitych. Sprzedaż dóbr poniżej marginalnego kosztu zmiennego traktowana jest jako dumping i zawsze zakazana, wedle popularnej wśród prawników tezy: „każdy wyprodukowany i sprzedany element powoduje straty po stronie przedsiębiorstwa, a następnie, po wyeliminowaniu konkurentów, pozwoli podnieść ceny, dzięki uzyskanej pozycji monopolistycznej”[13]. Sprzedaż poniżej marginalnych kosztów całkowitych będzie nadużyciem, jeśli ustalone ceny mogą wykluczyć z rynku inne, równie efektywne przedsiębiorstwa.
Analiza kosztów przez podmiot zewnętrzny (Komisję Europejską i ETS) może być dokonana jedynie w oparciu o aktualne i przeszłe koszty księgowe. Można postawić pytanie, czy jest uzasadniona jakakolwiek ingerencja w dyktowanie wysokich cen czy narzucanie niskich cen. Przedsiębiorca osiągający bardzo wysokie zyski daje sygnał innym przedsiębiorcom, że dany rynek jest niezwykle atrakcyjny dla inwestycji. Na wolnym rynku przedsiębiorca, który nie zaspakaja potrzeb konsumentów w sposób naturalny utraci własność (straci pozycję dominującą) poprzez proces konkurencyjny. Utrzymywanie niskich cen, które nie gwarantują przedsiębiorcy rozwoju jest gospodarczym samobójstwem, to cios dla konkurentów, ale nie dla samej konkurencji. Dopóki konsumenci cieszą się oni niskimi cenami, jest to dla nich prezent i trudno mówić o jakimkolwiek negatywnym oddziaływaniu społecznym. Drapieżne ceny są motywacją dla konkurentów dla poszukiwania tańszych, lepszych, bardziej zróżnicowanych sposobów zaspokajania potrzeb konsumentów. Ustalenie rynku relewantnego jest często niecelowe, ponieważ dla zaspokojenia danej potrzeby konsumentów, przedsiębiorcy mogą stworzyć całkowicie inny rynek. Na przykład długotrwały monopol Telekomunikacji Polskiej i wysokie koszty wejścia na rynek telefonii stacjonarnej doprowadziły do przejęcia rynku potrzeb komunikowania się przez koncesjonowany oligopol telefonii komórkowej oraz wolny rynek telefonii internetowej.
Zarzut istnienia wysokich barier wejścia jako przeszkody dla konkurencji wydaje się nietrafny. Jak argumentował F.von Hayek, przejście z prostych metod produkcji, nie wymagających wielu nakładów, do metod bardziej złożonych i zróżnicowanych jest naturalnym procesem rozwoju. Przedsiębiorca tworząc inwestycję musi kalkulować tym wyższy zwrot z inwestycji, im dłuższy jest proces i im większe ponosi nakłady. Konkurencja może pojawić się jedynie wówczas, jeśli inni przedsiębiorcy skalkulują, że będzie im opłacało się ponieść nakłady początkowe. Pozyskanie kapitału dla takich nakładów może odbyć się dwiema drogami: pierwsza to przeznaczenie własnych bądź cudzych (za dobrowolną zgodą właścicieli) oszczędności na inwestycję i przesunięcie na daną produkcję dostępnych środków. Drugi sposób jest metodą kreacyjno-inflacyjną, polega na wykreowaniu kredytów pieniężnych przez system bankowy z legalnym monopolem banku centralnego. Obie metody sprowadzają się jednak do działań faktycznych, polegających na przesunięciu dostępnych środków na dana działalność. Prawo antymonopolowe nie jest w stanie kontrolować procesu akumulacji kapitału, a mówienie o barierach wejścia de facto do tego się sprowadza. W szczególności prawo antymonopolowe nie jest w stanie rozstrzygnąć, czy brak konkurencji na danym rynku wynika z nadużywania pozycji dominującej przez podmiot który taką barierę już pokonał, czy też jest wynikiem innych ataków na własność potencjalnych konkurentów, którzy chcieliby pokonać barierę wejścia. Legalnym atakiem jest system podatkowy, który może utrudniać gromadzenie środków, z całą pewnością przeszkodami są państwowe koncesje, pozwolenia czy przewlekłe postępowania administracyjne.
Dalece idącą ingerencją w suwerenność decyzji przedsiębiorcy jest koncepcja essential facilities (niezbędnej infrastruktury, kluczowych urządzeń, termin powstał dla interpretacji ustawy Shermana i został przeniesiony na grunt europejski, nazywany jest również wąskim gardłem - „bottleneck”). Wedle tej teorii przedsiębiorstwo, które utrzymuje pozycję dominującą nad dostępem do kluczowych instalacji lub wyposażenia (bez którego nie jest możliwe świadczenie danego rodzaju usług), narusza zakaz z art. 82 Traktatu, jeśli samo użytkuje tę infrastrukturę i odmawia innym przedsiębiorcom dostępu do tych urządzeń bez obiektywnego uzasadnienia albo udziela dostępu na warunkach mniej korzystnych niż ustalone dla swoich własnych usług.
Przyjęta przez Komisję zasada oznacza, że przedsiębiorstwo, które jest jednocześnie właścicielem i użytkownikiem niezbędnej infrastruktury, nie powinno ustalać dla swoich konkurentów warunków mniej korzystnych, niż te, które dotyczą jego własnych usług. Jeśli nie istnieje żaden substytut realny lub potencjalny takiego produktu lub usługi, przedsiębiorstwo może być zobowiązane do udostępnienia swoich zasobów. ETS orzekł w sprawie Bronner, że odmowa dostępu do systemu kolportacji prasy codziennej nie jest naruszeniem art. 82, ponieważ po pierwsze nie prowadzi do eliminacji konkurencji oraz po drugie istnieją alternatywne metody sprzedaży prasy. Zestaw warunków ze sprawy Bronner (Bronner test) jest następujący:
- Odmowa dostępu do urządzeń prowadzi możliwie (likely to) do wyeliminowania całej konkurencji na właściwym rynku
- Odmowa nie może być obiektywnie usprawiedliwiona
- Infrastruktura jest niezbędna dla prowadzenia działalności gospodarczej, na tyle, że nie istnieje obecny lub potencjalny substytut w istniejącej infrastrukturze.
Odmowa dostępu do kluczowego urządzenia jest nadużyciem jedynie wówczas, gdy urządzenie takie jest niezbędne dla konkurenta i niemożliwe do skopiowania czy odtworzenia[14]. W sprawie Magill oraz IMS (w której decyzja zapadła miesiąc po sprawie Microsoftu) do trzech warunków ustalonych w sprawie Bronner dodano czwarty warunek, związany z własnością intelektualną: odmowa dostępu do urządzeń kluczowych ma blokować pojawianie się nowych produktów, dla których istnieje potencjalny popyt ze strony konsumentów.
W sprawie Komisja Europejska vs. Microsoft Corporation Komisja podnosiła, że Microsoft naruszył artykuł 82 TWE (art. 54 Porozumienia EOG ma zbieżną treść) poprzez:
- Odmowę udzielenia informacji dotyczących interoperacyjności i zezwolenia na ich wykorzystanie w celu opracowania i dystrybucji systemów operacyjnych dla serwerów grup roboczych (od października 1998 r do daty wydania decyzji 24 maja 2004r)
- Umożliwianie nabycia systemu operacyjnego klient Windows wyłącznie pod warunkiem jednoczesnego zakupu odtwarzacza multimediów Windows (Windows Media Player, WMP) (od maja 1999 r. do daty decyzji).
Nowością w orzecznictwie jest zastosowanie koncepcji kluczowych urządzeń do własności intelektualnej (pierwsze zastosowania na gruncie wspólnotowego prawa dotyczyły portów). Podstawowym celem prawa własności intelektualnej jest zapewnienie zachęt do innowacji i wyłączności dla twórcy, należy jednak podkreślić, że własność intelektualna jest tworem całkowicie odmiennym od własności rzeczy. Wytwór myśli ludzkiej nie podlega prakseologicznemu prawu rzadkości[15], oczywiście każdy nośnik, wysiłek i czas poświęcony na przekazanie informacji dotyczy świata realnego, jednak myśl ludzka dotyczy abstrakcyjnego bytu. Lecz już ustalanie wartości tej myśli odbywa się interpersonalnie, zgodnie z użytecznościami odbiorców tej myśli bądź odbiorców tej rzeczy w której dana myśl została ucieleśniona.
Trudno zatem wydedukować przedpaństwową i przedpolityczną regułę odnośnie prawa własności intelektualnej. Możliwa jest ona częściowo w przypadku praw osobistych – przejęcie cudzego wytworu myśli (utworu, wynalazku) i rozpowszechnianie go jako własnej pracy jest oczywiście zwyczajnym oszustwem. Ochrona praw osobistych dotyczy jedynie wąskiego fragmentu ludzkiego działania, posiadającego cechy arbitralnie definiowane w odpowiedniej gałęzi prawa (np. cecha innowacyjności). W sprawie Microsoftu teoria essential facilities zastosowana do własności intelektualnej, w której twórca sam wykreował rzadkość poprzez utajnienie kodu źródłowego. Zatem pomimo, że chodzi tu o własność intelektualną, zachowanie właściciela podobne jest do np. grodzenia nieruchomości, lecz własność intelektualna jest w całości wytworem pracy intelektualnej i nie zachodzi tu żadna prakseologiczna możliwość konfliktu o prawo własności. Konflikt tworzony jest jednak prawnie, poprzez ochronę praw autorskich i niemożliwość wykorzystania czy skopiowania cech oprogramowania.
W postępowaniu przeciwko Microsoftowi Komisja Europejska wydała w 2003 roku decyzję wstępną, wedle której Microsoft musiał udostępnić wersję Windows bez Windows Media Playera oraz udostępnić kod źródłowy dla oprogramowana serwerów (dla innych operatorów serwerów grup roboczych). W 2004 roku Komisja nałożyła na Microsoft karę w wysokości 497 mln euro za naruszenie art. 82 TWE. W grudniu 2005r Komisja zarzuciła Microsoftowi braki w udostępnieniu informacji o oprogramowaniu serwerów i zagroziła kolejnymi karami naliczanymi za każdy dzień zwłoki, które ostatecznie wyniosły 280 mln euro. 17 października 2007 wyrok ETS podtrzymał kary pieniężne oraz wymagania dotyczące produktu, dodatkowo Microsoft został zobowiązany do zapłaty 80% kosztów prawnych poniesionych przez Komisję. Sąd odrzucił żądanie Komisji, aby ustanowić niezależny nadzór nad Microsoftem mający nieograniczone prawo wglądu w wewnętrzne sprawy firmy.
27 lutego 2008 Komisja nałożyła kolejną karę w wysokości 899 mln euro za niedostosowanie się do decyzji z 2004 roku, mianowicie Microsoft żądał opłat licencyjnych w wysokości 3,87% przychodów za licencję patentową i 2,98% przychodów za licencję informacyjną (do marca 2007 roku), które Komisja uznała za wygórowane. Postępowanie w tej sprawie przed ETS po odwołaniu się Microsoftu nie zostało jeszcze zakończone (maj 2008)[16], Microsoft obniżył jednak opłaty ostatecznie do jednorazowej kwoty 10 tysięcy euro i 0,4% przychodu.[17]
Z punktu widzenia ekonomicznej analizy prawa zakaz sprzedaży wiązanej systemu operacyjnego i programu do multimediów (WMP) budzi poważne kontrowersje. Rynek oferował i oferuje dużą ilość całkowicie darmowych programów o podobnej funkcjonalności do Windows Media Playera, z powodzeniem konkurujących z programem Microsoftu. Używanie Windowsa z WMP w żaden sposób nie wyklucza używania konkurencyjnego oprogramowania, należy uznać zatem program WNP jako rodzaj prezentu dołączanego do systemu operacyjnego, a nawet jako konieczną przynależność (z możliwością deinstalacji) ze względu na przeznaczenie współczesnych komputerów (Komisja kategorycznie odrzuciła tę argumentację). Można wręcz odwrócić dokonaną w przez Komisję ocenę: dzięki sprzedaży wiązanej Microsoft wymusił powstanie konkurencyjnego oprogramowania, udostępnianego użytkownikom za darmo. Twórcy takiego oprogramowania dochody czerpią z reklam, dobrowolnych datków, z wynagrodzeń za zlecenia i usługi indywidualne. Nowy sposób działania wymuszony został przez rynek, epoka Internetu, globalnej sieci która stworzyła swoje własne, ponadpaństwowe i niepolityczne prawa przywróciła przedsiębiorczości i twórczości jej pierwotny wymiar. Każdy przedsiębiorca-twórca chce dotrzeć ze swoim produktem do jak najszerszej grupy odbiorców, ten kto nie liczy się z oczekiwaniami konsumentów po prostu przegrywa. Twórca (w potocznym tego słowa znaczeniu) który nie liczy się z odbiorcami może być geniuszem, lecz wówczas nie jest przedsiębiorcą, celem jego działalności jest tworzenie a nie zaspakajanie potrzeb konsumentów.
Sieci globalne i współczesne sposoby przekazywania informacji obnażyły słabość ochrony zapewnianej przez prawo własności intelektualnej. Produkty (oprogramowanie, muzyka, filmy, książki, projekty techniczne, zdjęcia, pomysły, wynalazki) udostępnianie są za darmo bądź po niskich cenach, ponieważ jest to opłacalne w wymiarze finansowym. Prawa własności intelektualnej nie są w stanie zapewnić wystarczająco skutecznej ochrony i same w sobie nie tworzą wartości; wartość tworzona jest inteligencją i umiejętnością zaspokajania pragnień konsumentów, dzięki pracy twórców i przedsiębiorców.
Drugim sposobem, który z powodzeniem zastąpił ochronę gwarantowaną przez prawa własności intelektualnej jest uniemożliwianie, utrudnianie bądź czynienie nieopłacalnym kopiowania i nieuprawnionego rozpowszechniania chronionych informacji. Tak właśnie postąpił Microsoft z kodem źródłowym oprogramowania serwerów, praktyka ta nie jest zakazana dopóki podmiot nie osiąga pozycji dominującej na rynku. Powstaje zatem pytanie, czy aby prawo nie hamuje postępu i dążenia przedsiębiorcy do zyskania jak najlepszej pozycji rynkowej oraz tworzenia standardów.
Problemem prawnym jaki ujawnił się m.in. przy sprawie Microsoftu są regulacje prawne powodujące ekonomiczną sprzeczność. Z jednej strony prawo własności intelektualnej chroni efekt twórczej pracy, z drugiej strony prawo antymonopolowe narusza własność intelektualną. W skrócie: prawo własności intelektualnej pozwala monopolizować, prawo antymonopolowe działa przeciwko. Rozwiązaniem jest złagodzenie rygorów prawa własności intelektualnej, w szczególności prawa patentowego. Prawo nie powinno działać przeciwko wolnemu rynkowi, nie jest również w stanie korygować wolnego rynku. Konsumenci na wolnym rynku decydują o właściwym ulokowaniu środków, to konsumenci, a nie prawo własności intelektualnej nadają wartość i wynagradzają twórców (myśl twórcy oczywiście przynależy zawsze i tylko jemu, zgodnie z prawem osobowym). Prawo stosowane w decyzjach administracyjnych i orzeczeniach sądowych nie jest w stanie naśladować procesu rynkowego, zadaniem prawa powinno być jasne zdefiniowanie bezsprzecznych praw własności i obrona tych praw, a nie tworzenie metod zarobku dla twórców, którym nie powiodło się na wolnym rynku. Gdy twórca ogranicza dostęp do swojego dzieła, prawo własności intelektualnej nie powinno stać na przeszkodzie tworzeniu bliskich, konkurencyjnych rozwiązań. Osiąganie przewagi rynkowej i zysku musi zatem następować wskutek błyskotliwości rozwiązań oraz dzięki pierwszeństwu w ich wdrażaniu i tworzeniu standardów. Rozsądny przedsiębiorca będzie zaś kalkulował cenę na takim poziomie, aby zyskać możliwie szeroką i stabilną pozycję na rynku, zatem cena musi balansować między maksymalizowaniem krótkookresowego zysku a kosztem jakie niesie wysyłanie informacji cenowej do konkurencji, zawsze gotowej dla stworzenia lepszych i tańszych rozwiązań. Wolny rynek zapewnia z jednej strony wystarczające bodźce dla twórców którzy najlepiej służą konsumentom i zapewnia szybki rozwój, z drugiej strony nie dopuszcza do monopolizacji i utrzymuje wysoką efektywność.
Prawdopodobnie nie pojawił się do tej pory komentarz w sprawie Microsoft dotyczący samych kar pieniężnych i ich istoty. Kara nałożona przez Komisję jest wysoka, jednak Microsoft był kilkakrotnie wcześniej zmuszony do wypłaty wielomilionowych kar za naruszenie praw własności intelektualnej konkurentów. Decyzja Komisji opisuje i uwzględnia także wielkość spółki i wypracowywane przez nią zyski (49mld USD rezerw pieniężnych i 13mld USD zysku w 2002r), jak należy sądzić zgodnie z zasadą „głębokich kieszeni”. Kara zasila budżet Wspólnot Europejskich, przy czym jak podaje Komisja wpływy z kar nie zwiększają budżetu, lecz zmniejszają obciążenia państw członkowskich. Z ekonomicznego punktu widzenia kara nałożona na Microsoft jest niczym więcej, jak podatkiem indywidualnym i konkretnym nałożonym w celu przymuszenia w drodze decyzji administracyjnej i utrzymanym w wyroku sądowym, zatem – atakiem na własność.
[1] DiLorenzo T. J., How Capitalism Saved America: The Untold History of Our Country, from the Pilgrims to the Present, Crown Forum/Random House, 2005, r. 7, edycja on-line: http://mises.org/story/2317
[2] The Sherman Antitrust Act (Sherman Act, July 2, 1890, ch. 647, 26 Stat. 209, 15 U.S.C. § 1–7)
[3] Armentano D. T., A Politically Incorrect Guide to Antitrust Policy, http://mises.org/story/2694
[4] www.justice.gov 148 F.2d 416 2ndCir.1945
[5] Za http://en.wikipedia.org/wiki/Sherman_Antitrust_Act
[6] Sowell T., Predatory prosecution, www.forbes.com/forbes/1999/0503/6309089a.html
[7] Departament sprawiedliwości USA, www.justice.gov/atr/public/speeches/210873.htm
[8] Bieliński J. Brodecki Z. (red.), Konkurencja, LexisNexis, Warszawa 2004 , r. VI
[9] Ibidem
18.09.2008, 11:05
Fragment większej całości, będę wdzięczny za uwagi.
Problem przekształcania i ochrony środowiska można rozłożyć na elementarne zagadnienia ekonomiczne regulowane prawnie: koszty zewnętrzne, dobra wspólne, użycie rzadkich zasobów oraz planowanie w czasie.
Szkoła austriacka, podobnie jak szkoła chicagowska, krytykuje podejście do środowiska naturalnego oparte na ekonomii Pigou, lecz wychodzi z innych założeń niż nurt neoklasyczny law and economics.
Po pierwsze efektywność musi być rozumiana prakseologicznie, czyli jako indywidualne poszukiwanie celu, a nie jako maksymalizowanie wartości. Z punktu polityki gospodarczo-prawnej, tzw. społeczna efektywność powinna być oceniania w zakresie, w jakim instytucje prawne ułatwiają spójność pomiędzy rezultatami jakie chcą osiągnąć podmioty gospodarcze a środkami, jakie dobierają sobie do wyznaczonych celów.
Po drugie koszt jest miarą subiektywną, dlatego koszt społeczny czy wartość społeczna nie mogą istnieć jako obiektywnie kwantyfikowalne teoretyczne koncepcje. Klasyczne podejście do ekonomiki środowiska bazuje na możliwości znalezienia sytuacji, w których indywidualna krańcowa korzyść z działania przekracza krańcowy koszt społeczny. To pociąga za sobą konieczność porównywania użyteczności między ludźmi oraz sumowania poszczególnych użyteczności różnych osób, według szkoły austriackiej jest to niemożliwe, a wszelkie próby są formą arbitralnej polityki i wiążą się z naruszeniem praw własności.
Po trzecie optimum Pareto, rozumiane jako ogólny stan równowagi modelu doskonałej konkurencji, jest niewłaściwym wzorem dla rzeczywistej gospodarki. W oparciu o koncepcję wiedzy rozproszonej Hayeka należy zauważyć, że ludzkie działanie rozciąga się w czasie i dostępny zasób wiedzy nieustannie ulega zmianie, a co za tym idzie nie ma stałego poziomu optimum rynkowego. Efektywność w sensie Pareto może być osiągnięta tylko na poziomie jednostkowym przy założeniu danej w określonym czasie wiedzy, zatem optimum Pareto jest miarą subiektywną, rozproszoną i najczęściej historyczną[1].
Współcześnie wyróżniane problemy dotyczące środowiska naturalnego można podzielić na dwie zachodzące na siebie kategorie: zanieczyszczenie oraz gospodarowanie zasobami.
Zanieczyszczenie w potocznym rozumieniu jest wprowadzeniem potencjalnie szkodliwych (wywołujących daleko idące zmiany) dla fauny i flory substancji do wód, ziemi i powietrza, czyli przykładowo emisja dymu, zrzut ścieków, składowanie śmieci etc.
W klasycznym podejściu do ekonomicznej analizy prawa zanieczyszczenie jest produktem ubocznym (kosztem zewnętrznym), który powoduje przewagę między krańcową korzyścią jednego podmiotu a krańcowym kosztem społecznym. Z drugiej strony, jeśli produkt uboczny nie wykazuje takiej przewagi, nie zostanie nazwany zanieczyszczeniem. Związki siarki wydobywające się z kominów fabrycznych będą uznane za zanieczyszczenia, natomiast para wodna zostanie potraktowana neutralnie. Zatem zanieczyszczenie jest niczym więcej, jak negatywnym efektem zewnętrznym do którego odnoszą się wszystkie wnioski wyciągane z teorematu Coase’a i jego austriackiej krytyki.
Koncepcja kosztów społecznych drastycznie odrywa koszt i kalkulację ekonomiczną od decyzji indywidualnych podmiotów. Ujęcie Coase’a i Posnera kładzie nacisk na unikanie strat i negatywnych następstw jak najmniejszym kosztem globalnym (społecznym), bez względu na to, kto wyrządził szkodę i kto został pokrzywdzony oraz zupełnie odrywając się od zjawiska samego zanieczyszczenia. Jest to utylitarystyczny szacunek zysków i strat, który doprowadził do powstania np. zbywalnych praw emisji zanieczyszczeń, które w zakresie planowania podmiotów gospodarczych są bodźcem nierynkowym, są obiektywnie istniejącym, nieokreślonym co do wysokości kosztem narzuconym w nieznanym czasie. Pod kalkulacją społeczną ofiara zanieczyszczenia nie jest w stanie uzyskać odszkodowania za przeszłe czy bieżące zanieczyszczenie tak długo, jak produkcja generująca produkty uboczne w postaci zanieczyszczeń jest w optimum Pareto ze społecznego punktu widzenia.
Dehumanizacja w podejściu do środowiska naturalnego posunęła się tak dalece, że zanieczyszczenie (i również tragedia wspólnot) nie są postrzegane jako problem z powodu krzywd i szkód jakie mogą wyrządzić określonym osobom, ale ponieważ szkodzą środowisku naturalnemu per se czy wręcz je krzywdzą. Choć nikt nie wpadł jeszcze na pomysł przyznania praw i możliwości skargi do sądu molekułom wody skrzywdzonym przez atomy rtęci, to czynione są w tym kierunku kroki polityczno-prawne[2]; absurd takiego przykładu pokazuje jedynie oderwane od rzeczywistości koncepcje źle pojętej ochrony środowiska. Z drugiej strony, analiza kosztu społecznego dopuszcza dalece idącą degradację środowiska powodowaną aktualnymi przekonaniami społecznymi, kolektywnymi wyborami czy arbitralnymi decyzjami politycznymi. Skrajnym przypadkiem rozumowania jest sowiecki komunizm, gdzie „urzędnicy i naukowcy podkreślali, że zanieczyszczenie jest kapitalistycznym, nie socjalistycznym problemem. Było nieuniknionym rezultatem działania prywatnych korporacji, przerzucających ich koszty działania na sektor publiczny (koszty zewnętrzne). Ponieważ w Związku Radzieckim nie było prywatnych firm, z definicji nie mogło być tam zanieczyszczenia”.[3] Dziś oczywiście nikt nie neguje faktu powstawania zanieczyszczeń wpływających na zdrowie i plany gospodarcze ludzi, jednak posługiwanie się społecznym optimum Pareto i funkcją kosztu społecznego kreuje szereg nierozwiązywalnych konfliktów natury politycznej.
Problem zanieczyszczenia środowiska w ujęciu prakseologicznym nie dotyczy maksymalizowania społecznej wartości czy szukania równowagi krańcowych kosztów, nacisk kładziony jest na efektywność planowania pojedynczych jednostek, tworzenia wspólnych planów przez te jednostki na zasadzie współpracy i wdrażania ich w życie. Zanieczyszczenie środowiska jest problemem ekonomiczno-prawnym, ponieważ rodzi konflikty między ludźmi dotyczące użycia zasobów i tylko z tego powodu zanieczyszczenie może w ogóle być dostrzeżone i zdefiniowane. Jednostki nie mogą wyrządzić krzywdy środowisku, mogą jedynie przekształcić je w taki sposób, który sprzeczny jest z planami zagospodarowania innych jednostek. Pod względem ostatecznej oceny co jest, a co nie jest zanieczyszczeniem analiza prakseologiczna może być zbieżna z ocenami wczesnokapitalistycznych fabrykantów jak i aktywistów ekologizmu, jednak z zasadniczo odrębnych przyczyn. Na przykład jeśli zakład przemysłowy zatruwa rzekę, swoim działaniem wchodzi w konflikt z właścicielami niżej położonych terenów, którzy używają rzeki dla połowu ryb czy właścicielami plaż u ujściu rzeki do morza, którzy używają tego terenu dla rekreacji. Jeśli natomiast ten sam zakład będzie używał zamkniętego i odseparowanego zbiornika wody położonego na swoim terenie, dopóki swoim działaniem nie naruszy ekosystemu wykraczającego poza jego własność, nie można mówić o istnieniu zanieczyszczenia. Bez wątpienia kopalnia metali jest miejscem niebezpiecznym dla zdrowia, lecz dopiero gdy zajdzie koniunkcja przedostania się szkodliwych związków na cudzy teren (czy do organizmów) i naruszone zostaną plany zagospodarowanie tego terenu (czy naruszone zdrowie), można mówić o powstaniu zanieczyszczenia. Dlatego z prakseologicznego punktu widzenia Robinson Crusoe nie może zanieczyszczać swojej wyspy, może co najwyżej okazać się samobójcą, który pozbawia się środków do życia zaburzając swoim nieracjonalnym działaniem delikatną strukturę ekosystemu. Bez uwzględniania planów szeroko pojętych właścicieli nie można jednoznacznie i obiektywnie określić czy dane działanie jest zanieczyszczaniem; np. wydobycie ropy z roponośnych piasków jest oczyszczaniem piasku zanieczyszczonego przez naturę, wybuch wulkanu jest ogromnym zanieczyszczeniem atmosfery, irygacja i nawożenie pól uprawnych w krajach borykających się z głodem jest zanieczyszczeniem gleby wodą oraz związkami azotu i fosforu.
Ponieważ środowisko naturalne wykazuje częstokroć daleko rozgałęzione, globalne połączenia, możliwa jest międzynarodowa ochrona środowiska ze względu na prawo własności. Ideologia polityczna u progu XXI wieku przybiera jednak rozmiary ekologicznej, pozaprawnej histerii, oderwanej od praw własności i ślepej na jakiekolwiek logiczne argumenty.
Podejście Pigou oraz rozwiązanie Coase’a i Posnera nie radzi sobie z samym faktem zanieczyszczenia, rozumianym prakseologicznie jako naruszenie czyjejś własności i planów gospodarowania tą własnością, ale również jako z obiektywnie istniejącym zjawiskiem występowania w przyrodzie określonych skutków działalności człowieka. Osiągnięcie optymalnego poziomu zanieczyszczenia według efektywności Kaldora-Hicksa w modelu Pigou, czy orzeczenie sądowe w modelu Coase’a zatwierdzające określony poziom emisji zanieczyszczeń ze względu na minimalizację kosztów społecznych nie rozwiązują konfliktu między ludźmi (w teoremacie Coase’a pierwszorzędne znaczenie ma działanie wolnorynkowe polegające na dobrowolnej umowie kompensującej między stronami, jest to oczywiste dla nurtu austriackiego).
W modelu wyrastającym z ekonomii dobrobytu i podatków Pigou konieczne jest użycie kosztownej biurokracji dla tworzenia norm, przepisów regulujących poziomy zanieczyszczenia, instytucji badających poziom emisji etc. Próby właściwej alokacji zasobów i określenie sposobów ich używania przez władzę implikuje szereg kosztów prywatnych (subiektywnie wyceniane damnum emergens i lucrum cessans), które nie są widoczne w statystykach, a podstawowym austriackim argumentem jest zarzut nieefektywności takich działań, które są niczym innym jak centralnym planowaniem. Zbywalne prawa emisji są pseudorynkowym rozwiązaniem, które cierpli na problem zcentralizowanej wiedzy i centralnego planowania. Podmiot emitujący zanieczyszczenia kalkuluje wedle takiej samej krańcowej krzywej kosztów, jaka powstałaby w wyniku zaprzestania emisji, dlatego jest mu obojętne czy będzie utrzymywał tę emisję czy jej zaprzestanie, stanowczo nie jest to jednak obojętne osobom dotkniętym zanieczyszczeniem. Jedyne co można uzyskać, to mniejszą zagregowaną emisję w danym momencie – część podmiotów rzeczywiście zaprzestanie emisji, globalnie odbędzie się to w sposób nieco efektywniejszy od arbitralnej decyzji prawno-administracyjnej. Problemy lokalne nie zostaną jednak rozwiązane zbywalnymi prawami emisji, mogą się nawet zaostrzyć.
W modelu Coase’a orzeczenie sądowe, które przyznaje prawo emitowania zanieczyszczeń podmiotowi, który we wcześniejszym rozdziale określony został agresorem, nie może uwzględniać bogactwa pierwszych właścicieli, ponieważ nie było dane stworzyć się temu bogactwu. Dopóki między stronami będą następowały dobrowolne umowy regulujące problem zanieczyszczeń-kosztów zewnętrznych, dopóty nie jest potrzebna ingerencja sądów czy władz państwowych. W przypadku wystąpienia konfliktu jednym efektywnym rozwiązaniem jest pełna internalizacja kosztów przez emitenta zanieczyszczeń, jeśli swoim działaniem narusza prawa własności innych podmiotów.
Dlatego absolutnie niezbędne jest ścisłe zdefiniowanie prawa własności, np. wolności od naruszeń uciążliwym hałasem, zapachem, dymem, promieniowaniem i falami elektromagnetycznymi mającymi istotny wpływ na ludzi, jeśli takie zanieczyszczenia nie istniały wcześniej. Widać wyraźnie, że problem zanieczyszczenia jest po prostu wycinkiem prawa sąsiedzkiego. Inne podmioty podejmując działalność uwzględnią te prawa w swoich planach i nie doprowadzą do konfliktu, raczej będą negocjować zakres wzajemnych praw niezależnie od kosztów transakcyjnych, ponieważ alternatywny koszt w postaci jasno zdefiniowanego prawa własności jest nieskończony w tym sensie, że prawo własności nie może zostać naruszone. Jeśli nawet taki konflikt co do wykorzystania ograniczonych zasobów wystąpi, musi być rozstrzygnięty wedle jasnej i jedynie obiektywnie istniejącej reguły praw własności.
Odstępstwa od zasady pierwszeństwa i zasady praw własności zaburzają proces rynkowy, są zachęta do powstawania konfliktów, osłabiają dobrowolne umowy i wymianę między podmiotami na rzecz sporów administracyjno-sądowych.
Istotna jest obserwacja, że problem zanieczyszczenia środowiska pojawia się tam, gdzie nie ma ustanowionej własności prywatnej. W szeregu państw rzeki, lasy, zbiorniki wodne, obszary pod największymi zakładami przemysłowym są własnością publiczną i własność prywatna nie jest dopuszczona, między innymi uzasadniając to ekologią. Co ciekawe, wszelkie protesty aktywistów rozgrywają się na własności publicznej nie z powodu, że zostali by oni z własności prywatnej wyrzuceni, ale ponieważ konflikty odnośnie użycia zasobów, w tym kwestia zanieczyszczeń, istnieją prawie wyłącznie na własności publicznej i są z tej przyczyny niemożliwe do rozwiązania. Pod względem ekonomicznym własność publiczna jest często zbliżona do niczyjej (choć formalnie jest współwłasnością wszystkich podatników), publicznego zarządcę w demokratycznym państwie nie będą interesowały ścieki spuszczane do rzek, dymy niszczące lasy, nie utylizowane śmieci, o ile brak stosownej regulacji administracyjnej lub jeśli stosowne przepisy dopuszczą zanieczyszczenia ze względów społecznych.
Przeciwko ścisłemu oznaczeniu praw własności podnosi się argument, że wszelka produkcja ulegnie zahamowaniu albo drastycznie podniesie koszty. Jest to twierdzenie fałszywe z kilku powodów. Po pierwsze respektowanie prawa własności wymaga ścisłego przestrzegania zasady lex retro non agit i w przypadku niesprecyzowanych praw własności - zasady pierwszeństwa. Oczywiście żaden z normatywnych postulatów prawnych austriackiej analizy nie zachęca do obalania praw nabytych i instrumentalnego ich traktowania, przeciwnie – podstawą jest koncepcja rządów prawa. Ponadto przy wystąpieniu konfliktu strony jak najbardziej mogą stosować metodę transakcyjną zgodnie z teorematem Coase’a, która prowadzi do optymalnej alokacji zasobów, a co za tym idzie jak najniższych kosztów produkcji. Jeśli zatem szukając lokalizacji dla nowej elektrowni przedsiębiorca będzie musiał ulokować ją z dala od miasta albo bliżej i wówczas zainwestować w wydajne filtry, ponieważ mieszkańcy realizując swoje prawo własności będą bardziej cenili sobie czyste powietrze niż tanią energię, cena energii może być względnie wyższa niż w innym przypadku. Pociąga to za sobą jednak dwa inne efekty: stan zieleni miejskiej, elewacji i dachów budynków oraz płuc mieszkańców miasta nie ulegnie pogorszeniu, oraz producent energii będzie zmuszony szukać jak najtańszego sposobu wytwarzania czystej elektryczności. To oznacza, że agregatowe koszty nie zwiększą się (w analizie kosztu społecznego stan płuc mieszkańców może w ogóle nie zostać uwzględniony, a zgodnie z teorematem Coase’a sąd może przyznać prawo emisji zanieczyszczeń właścicielowi elektrowni ze względu na „dobro” mieszkańców). Jednocześnie przedsiębiorca budujący elektrownię będzie zmuszony poszukiwać nowych, wydajnych technologii dla jak najefektywniejszego gospodarowania zasobami, co jak uczy historia rozwoju - ostatecznie prowadzi do zmniejszenia kosztów.
Po wtóre twierdzenie, że zakaz zanieczyszczania podniesie koszty produkcji przemysłowej zasługuje na takie samo potępienie z uwagi na etykę własności prywatnej, jak dawne argumenty przeciwko zniesieniu niewolnictwa[4]. Oznaczałoby to, że trucicielom wolno bezkarnie ingerować w życie, zdrowie i własność osób trzecich, przerzucając na niewinnych ludzi koszty zanieczyszczenia środowiska, zamiast w całości je internalizować i szukać efektywnych metod zaspokajania życzeń konsumentów. Zatem z ekonomicznego jak i etycznego punktu widzenia argument o zwiększeniu kosztów jest całkowicie nietrafny.
Istotnym zagadnieniem związanym ze środowiskiem są rzadkie zasoby, fakt rzadkości stanowi podstawę dla rozwoju szeregu gałęzi prawa łączących regulacje cywilne i administracyjne. Według ekonomii austriackiej zasobami naturalnymi jest cała materia tworząca Ziemię, od samego jej jądra aż po górne granice atmosfery. Rzadkość zasobów wynika, jak powszechnie się przyjmuje, z częstości ich występowania i dostępności dla człowieka. Jednak jest to twierdzenie tylko częściowo uzasadnione, rzadkość wynika wprost z ludzkiego działania, z pracy i pomysłowości człowieka. To człowiek nadając zasobom określoną wartość decyduje o ich użyciu i przeznaczeniu, np. rzadkość ropy naftowej jest stwierdzalnym faktem, jeśli zliczyć wszystkie złoża na świecie, ale rzadkość ropy naftowej w ujęciu prakseologicznym jako środka dla transportu czy przemysłu chemicznego wynika z ludzkich wysiłków zmierzających do zaspokojenia określonych potrzeb. W tym sensie zasoby natury dane człowiekowi są nieskończone, cały problem sprowadza się do ich użyteczności i dostępności dla danego nakładu pracy i technologii. W początkach XIX wieku ropa naftowa wydobywająca się z ziemi była przekleństwem rolników, niszczyła pola uprawne, psuła wodę do picia. Dziś człowiek nadaje jej wysoką wartość i jest prawdopodobne, że w przyszłości dzięki postępowi technologicznemu[5] oraz wskutek wyczerpywania się najłatwiej dostępnych (niskim nakładem środków) nieodnawialnych złóż surowców ludzkość znajdzie zastosowanie dla fragmentów przyrody, które obecnie traktuje się z pogardą.
Jedynie pracę można nazwać „najrzadszym ze wszystkich pierwotnych czynników produkcji, ponieważ w tym konkretnym znaczeniu jest niespecyficzna i w każdej dziedzinie produkcji potrzebny jest jej nakład. Rzadkość pozostałych pierwotnych czynników produkcji – to znaczy środków produkcji, które zapewnia przyroda – staje się więc dla działającego człowieka rzadkością tych materialnych środków produkcji, których użycie wymaga najmniejszego nakładu pracy.”[6]
Pomimo złowieszczych neomaltuzjańskich prognoz w rodzaju przepowiedni Klubu Rzymskiego z 1970r czy słowach zwątpienia „Musicie wiedzieć, że świat się postarzał i nie tryska młodzieńczą energią (...). Deszcz i ciepło słońca maleją, kruszce są nieomal wyczerpane (...)”, który to cytat pochodzi z III wieku n.e.[7], rozwój cywilizacji nigdy nie zatrzymał się w wyniku braku zasobów, podstawowym problemem gospodarowania był i jest brak bodźców ekonomicznych płynących z własności prywatnej.
M. Rothbard podaje prosty przykład uzasadniający prostą zależność między wolnym rynkiem i prawem własności prywatnej a ochroną i powiększaniem dostępnych zasobów naturalnych[8]. Górnicy w prywatnej kopalni gdy trafią na nową żyłę miedzi, nie wydobywają jej natychmiast lecz zabezpieczają, a wydobycie odbywa się stopniowo, rok po roku. Właściciele kopalni kalkulują, że gdyby trzykrotnie zwiększyli wydobycie, to zależnie od koniunktury może potroiliby zyski, ale z drugiej strony uszczupleniu uległyby złoża, co wpłynęłoby negatywnie na przyszłe profity z eksploatacji. Na wolnym rynku bieżąca wartość pieniężna całej kopalni opiera się na oczekiwanym zysku z produkcji miedzi w przyszłości. Eksploatacja powyżej rynkowego zapotrzebowania i wbrew oczekiwanym trendom obniży wartość kopalni, podniesie cenę wydobycia i spowoduje obniżenie cen surowca, co jest działaniem nieracjonalnym i grożącym bankructwem. W rozproszonym planowaniu tysięcy właścicieli na całym świecie decyzje zdeterminowane są przez oczekiwania przyszłych zysków, popytu i stóp procentowych. Jeśli właściciele będą przewidywać, że miedź zostanie zastąpiona przez inny produkt (np. dzięki ulepszonej technice światłowodów) zwiększą produkcję już teraz, zanim miedź straci na wartości. Odwrotnie – jeśli przewidują, że zapotrzebowanie na miedź wzrośnie, będą chronili zasoby teraz, aby używać ich w przyszłości, a zwiększona cena zmusi konsumentów do racjonalnego obchodzenia się z np. odpadkami zawierającymi miedź oraz zmusi producentów do poszukiwań wydajniejszych, oszczędniejszych technologii.
Powyższy mechanizm dotyczy absolutnie każdego z zasobów wyczerpywalnych i odnawialnych jakimi został obdarzony człowiek, od składników powietrza po najgłębsze złoża kopalń. Jest oczywiście możliwe, że prywatny właściciel zniszczy i wyczerpie swoje zasoby, ale w warunkach wolnego rynku i pełnego przestrzegania praw własności jest niemożliwe, że uczynią tak wszyscy w akcie zbiorowego samobójstwa. Lokalne wyczerpanie danego nieodnawialnego surowca (globalne wyczerpanie jeszcze nigdy nie wystąpiło) nie jest żadną katastrofą; jedna z najstarszych kopalni soli w Wieliczce jest dziś centrum turystycznym, miasto poszukiwaczy złota Bodie w Kalifornii zostało skansenem, inne miejsce zamyka się i rekultywuje dla nowej działalności. W epoce industrialnej w Anglii zwiększyło się wydobycie węgla ze względu na kurczenie się obszarów leśnych, wzrost cen drewna i groźbę degradacji gruntów, obecnie mimo posiadanych złóż bardziej opłaca się węgiel importować a zapotrzebowanie energetyczne pokrywać z elektrowni atomowych, które są relatywnie tanie (co najmniej dwukrotnie od węglowych czy wiatrowych w przeliczeniu za MWh) i czyste ekologicznie, a zasoby paliwa szacuje się na setki lat. Jednocześnie z Anglii nie zniknęły lasy ani nie zostały wyczerpane zasoby węgla.
Problem z wyczerpywaniem czy niszczeniem zasobów jest zatem problemem stwarzanym przez prawo, które zabrania pierwotnego zawłaszczenia, nie chroni prawa własności lub sankcjonuje prymat własności publicznej lub tworzy biurokrację i sprzyja interwencjonizmowi, wtrącając się w proces zaspokajania życzeń konsumentów.
Nie trudno zauważyć podobieństwa między zniszczeniem zasobów amerykańskich prerii pod koniec XIX wieku a degradacją pól Kazachstanu i Uzbekistanu w drugiej połowie XX wieku - odtworzenie ekonomicznej wartości tych zasobów jest co prawda możliwe, lecz niebywale kosztowne. Tak zwane tereny otwarte w Stanach Zjednoczonych dały początek legendzie o brutalnym dzikim zachodzie a były niczym więcej, jak błędna polityką rządu zezwalającą osadnikom na otrzymanie nie więcej jak 160 akrów ziemi. W warunkach suchego klimatu panującego na zachód od rzeki Mississippi nie było możliwości prowadzenia racjonalnej gospodarki rolnej, hodowcy przepędzali swoje stada na ziemię formalnie należącą do rządu, w rzeczywistości niezagospodarowaną, co spowodowało międzyludzkie konflikty i szybkie wyjałowienie się terenów[9]. Kolektywizacja rolnictwa i centralne planowanie w Związku Radzieckim sprowadziły prawdopodobnie największą degradację i marnotrawstwo zasobów w historii człowieka. Szaleńczy pomysł monokultur bawełny zamiast tradycyjnych upraw był po prostu ekonomicznie nieopłacalny, krańcowa korzyść z uprawy bawełny ponad gospodarczo racjonalną miarę okazała się mniejsza niż koszty powstrzymywania ekologicznej katastrofy (której rozprzestrzenianie oznaczałoby koniec wszelkiej działalności) i mniejsza niż straty z powodu upadku dotychczasowej gospodarki nad morze Aralskim; jest to szacunek czysto pieniężny. W obu wymienionych przypadkach brak było rozproszonej siatki bezpośrednich właścicieli, którzy w trosce o własne dobro mogliby egzekwować prawa własności. Jednak obecnie w podnoszonych protestach przeciwko eksploatacji lasów Amazonii nie słyszy się, że jedynie 10% tego terenu ma przypisane prawa własności[10].
Popularny argument opowiadający się za interwencja w prawa własności mówi, że właściciele z powodu biedy czy rozwarstwienia w dochodzie skłonni są rabunkowo eksploatować swoje zasoby i doprowadzić do wyczerpania zasobów i zanieczyszczenia środowiska na dużą skalę. Stwierdzenie to opiera się na przekonaniu, że człowiek jest rodzajem wirusa na Ziemi i celowym działaniem winno być powstrzymywanie rozwoju i kontrola ludzkiego życia[11]. Skrajni ekologiści zdają się nie dostrzegać, że wszędzie tam, gdzie prawo własności tradycyjnie ma bardzo silna ochronę ludzie rozwijają swoje bogactwo w pełnej harmonii z otoczeniem, dbając o następne pokolenia[12]. Można przywołać empiryczne przykłady, które nie są per se dowodem na przewagę własności prywatnej nad wszelkimi innymi formami władztwa nad wyodrębnionymi częściami przyrody, lecz stanowią ilustrację prakseologicznego twierdzenia. W 1974r opublikowane zostało zdjęcie satelitarne, które ogromnie poruszyło opinię publiczną. Obraz zawierał nieregularną siatkę ciemnych skrawków lądu w północnej Afryce na obszarze 390 mil kwadratowych. Po bezpośrednich oględzinach okazało się, że cześć terenów była ogrodzona i porośnięta trawą, a poza ogrodzeniami pastwiska były zdewastowane do gruntu. Ogrodzony obszar był prywatną własnością podzieloną na pięć części, każdego roku właściciele wypędzali swoje stada na jedną z tych części, pozwalając poprzedniej zregenerować się przez cztery kolejne lata. Można przypuszczać, że nic innego jak groźba biedy zmusiła tych niewykształconych i ubogich ludzi do wyznaczenia własności i racjonalnego gospodarowania.
[1] Cordato R., An Austrian Theory of Environmental Economics, Quarterly Journal of Austrian Economics, spring 2004, s. 3-36, edycja on-line: www.mises.org/story/1760
[2] Nie należy lekceważyć pomysłowości: w 2006r F. Garrido złożył w hiszpańskim parlamencie projekt o przyznaniu małpom człekokształtnym praw człowieka, na forum europejskim za tym pomysłem przekonywał D. Hammerstein. Sformułowanie „krzywda na środowisku” pojawiło się przy okazji orzeczenia w sprawie Erika (por. rozdział III)
[3] Pack A., Environmental Preservation: A Matter of Property, www.mises.org/story/2136
[4] Rothbard M. N., O nową wolność..., r. XIII
[5] Rozmiary postępu technologicznego pokazuje np. wynalazek tranzystora. Gdy pod koniec lat sześćdziesiątych udało się zbudować miniaturowy układ oparty o krzemowe tranzystory, ich cena do końca wieku spadła około miliona razy (!), miniaturyzacja i wydajność osiągnęła gigantyczne postępy, dzięki czemu zaawansowane urządzenia dostępne są dla każdego, a ich skokowy rozwój dopiero ma nastąpić.
[6] Mises L. von, Ludzkie Działanie..., s. 115
[7] Reisman G., Capitalism. A Treatise On Economics., Jameson Books, Illinolis 1990, s. 66 edycja on-line: www.capitalism.net
[8] Rothbard M. N., O nową wolność..., r. XIII
[9] Ibidem
[10] Soto H. de, The Mystery of Capital, Black Swan, Berkshire 2001, s. 88
[11] Gore A., Earth in the Balance: Ecology and the Human Spirit, Houghton Mifflin Books, 2000, s. 216.
Jest to tzw. Głęboki Ekologizm
[12] Według indeksu wolności gospodarczej Heritage Foundation (www.heritage.org) państwa zapewniające od dziesięcioleci najsilniejsza ochronę własności są zarazem najbogatszymi państwami, cieszące się równocześnie uznaniem za swoją proekologiczna politykę (np. kantony Szwajcarii czy Singapur).
11.06.2008, 03:12
(Rozdział z pracy o ekonomicznej analizie prawa, część pt. "Prawo własności a prawa człowieka") [Będę wdzięczny za krytykę]
Zdefiniowanie praw człowieka może nastręczać trudności, pomimo iż nowożytna koncepcja praw człowieka pochodzi z XVII wieku[1], to uległa ona redefinicji w drugiej połowie XX wieku i wciąż jest modyfikowana.
Według pierwotnych koncepcji prawa człowieka mają charakter przynależny wszystkim ludziom, niezbywalny i absolutny, zbieżny z prawami naturalnymi. Ich szczególna rola wynika z braku konieczności uzasadnienia, czyniąc z nich uprzywilejowaną kategorię praw moralnych wyrastających z koncepcji etycznych człowieczeństwa. Obecnie przyjmuje się, że prawa człowieka wynikają z przyrodzonej powszechnej, niezbywalnej i nienaruszalnej godności osobowej, która wyparła uzasadnienia prawnonaturalne. Uzupełnianie katalogu praw człowieka dokonuje się wraz z postępem moralnym i leży w powinności władz państwowych. Ogólnie prawami człowieka określa się doniosłe prawa, które służą jednostce według jakiejś koncepcji filozoficznej odnoszącej się do jej pozycji w państwie lub służą jej w świetle norm prawa międzynarodowego, wewnątrzkrajowego czy ponadpaństwowego[2].
Międzynarodowa encyklopedia prawa publicznego podaje, że prawami człowieka są „te wolności, środki ochrony oraz świadczenia, których respektowania właśnie jako praw, zgodnie ze współcześnie akceptowanymi wolnościami, wszyscy ludzie powinni móc domagać się od społeczeństwa, w którym żyją.”[3]
Zatem po pierwsze prawa człowieka dzielą się na prawa i wolności. Prawem jest gwarancja państwa do podjęcia czynnego działania na rzecz jednostki, wolność zaś to zakaz ingerencji w określone obszary ludzkiej aktywności. Po drugie prawa człowieka mają działanie wertykalne, to znaczy znajdują zastosowanie w stosunkach między państwem a jednostką. Jednostka może bronić się przed naruszeniem jej wolności przez państwo, domagać się stworzenia przez państwo możliwości realizacji swoich praw lub domagać się ochrony własnych praw i wolności przed naruszeniami ze strony innych jednostek.
W najnowszych kodyfikacjach praw człowieka i w komentarzach własność nie odgrywa decydującej roli[4], wydawać by się mogło, że ci którzy najbardziej potrzebują ochrony nie posiadają żadnej własności, dlatego jej ochrona byłaby pustą formułą. Co więcej, prawa człowieka są niezbywalne, a przedmiot własności (rzecz) jak najbardziej można przenieść, zniszczyć czy skonsumować.
Powszechna Deklaracja Praw Człowieka z 1948r stanowi jedno z najdonioślejszych kompendiów praw człowieka, pomimo że należy do soft law, była inspiracją do szeregu późniejszych umów międzynarodowych i uznawana jest za prawo zwyczajowe. Własność wymieniona jest wśród praw, które doktryna szereguje jako prawa i wolności osobiste (obok publicznych oraz ekonomicznych, socjalnych i kulturalnych). Zwięzły artykuł 17 wyraża prawo każdego człowieka do posiadania własności (indywidualnie bądź wspólnie) i zakazuje samowolnego pozbawiania własności.
Jest znamienne, ze w Paktach Praw Człowieka z 1966r stworzonych w ramach ONZ nie ma odniesień do własności prywatnej, jedynie w Międzynarodowym Pakcie Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych znajduje się przemycone w tekście prawo do własności intelektualnej (art. 15 in fine). Pakty te podpisane zostały (bez protokołu opcyjnego przewidującego skargę indywidualną przeciwko państwu) przez wszystkie ówczesne państwa bloku sowieckiego i socjalistyczne państwa trzeciego świata, które programowo odrzucały własność prywatną (np. konstytucja ZSRR z 1936r mówiła o własności osobistej, a podstawę stanowiła własność społeczna, według przepisu art. 131 „święta i nietykalna podstawa ustroju”, art. 131).
Wśród systemów regionalnych fundamentalne znaczenie ma Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (Europejska Konwencja Praw Człowieka) uchwalona w ramach Rady Europy w 1950r. Tekst konwencji nie wspomina o własności, czyni to pierwszy protokół dodatkowy z 1952r, który w przepisie art. 1 stwierdza: „Każda osoba fizyczna i prawna ma prawo do poszanowania swego mienia. Nikt nie może być pozbawiony swojej własności, chyba że w interesie publicznym i na warunkach przewidzianych przez ustawę oraz zgodnie z podstawowymi zasadami prawa międzynarodowego. Powyższe postanowienia nie będą jednak w żaden sposób naruszać prawa Państwa do wydawania takich ustaw, jakie uzna za konieczne dla uregulowania sposobu korzystania z własności zgodnie z interesem powszechnym lub w celu zapewnienia uiszczania podatków bądź innych należności lub kar pieniężnych.”
Amerykańska Deklaracja Praw i Obowiązków Człowieka, uchwalona na sześć miesięcy przed Powszechną Deklaracja (ONZ) stanowi w przepisie art. 23, że każda osoba ma prawo do posiadania własności prywatnej w takiej mierze, jaka zaspokaja podstawowe potrzeby godnego życia i wspomaga zachowanie godności człowieka i jego domu (tłum. własne). Późniejsza Amerykańska Konwencja Praw Człowieka (Pakt San Jose z 1969r, do którego nie przystąpiły USA) zapewnia każdemu prawo do używania i korzystania z jego własności, lecz dopuszcza możliwość podporządkowania takiego korzystania interesowi społecznemu.
Afrykańska Karta Praw Człowieka i Praw Ludów podpisana w Bandżulu w 1981r (weszła w życie w 1986r) gwarantuje w art. 14 prawo własności i zezwala na jego naruszenia tylko w interesie publicznym lub ogólnym interesie wspólnoty zgodnie z zastrzeżeniami odpowiedniego prawa.
Historyczny rozwój praw człowieka ściśle wiąże się z własnością, ponieważ pierwszą własnością jaką nabywa człowiek jest jego ciało, szacunek dla własności jest zatem związany z integralnością ciała człowieka oraz jego osobą jako żywą i świadomą istotą. Oczywiście nie należy zrównywać samoposiadania z rzeczami. Człowiek nie jest eteryczną abstrakcją, jeśli tylko uzna się prawo do samoposiadania i świadomego działania (a przynajmniej do świadomości co najmniej własnych procesów życiowych), wówczas utrzymanie się przy życiu wymaga interakcji ze światem materialnym, pracy, wymiany, zmagania się z przeciwnościami. Ponadto własność przysługuje wyłącznie ludziom, stąd prawna ochrona tej własności jest ochroną jednostek jako istot ludzkich[5] i musi być uznana za podstawowe prawo człowieka. Prawa wywodzone z prawa własności są bronią każdej jednostki przed agresją ze strony władz i innych jednostek, dlatego w swojej fundamentalnej formie prawo własności nie może być rozdzielone od prawa do życia, a precyzyjniej: wolność od naruszeń życia musi realizować się poprzez wolność od naruszeń własności i nie istnieją prawa człowieka, które można by oddzielić od prawa własności. Każde inne twierdzenie jest albo wewnętrznie sprzeczne (oznaczałoby oświadczenie woli świadomej osoby, która nie jest właścicielem swojego ciała jako przekaźnika woli), albo zakłada oddzielenie świata zewnętrznego, przedmiotów i przestrzeni od materialnego wymiaru osoby ludzkiej. Ten drugi pogląd odejmuje pozostałym prawom człowieka wymiar absolutny, może czynić je relatywnymi, co jest zaprzeczeniem ich istoty.
Prawo własności prywatnej jako prawo człowieka jest podstawą sprawiedliwości i efektywności prawa. Tylko ci ludzie, którzy nabyli własność poprzez własną pracę, zawłaszczenie pierwotne (ze względu na wątpliwości doktryny prawnej, należy wliczyć do pierwotnego nabycia również zasiedzenie i objęcie w posiadanie rzeczy porzuconej) oraz dobrowolną wymianę są chronieni prawem własności[6]. Prawo to nie gwarantuje komukolwiek przedmiotu własności ani nie reguluje jego zobowiązań, jest jednak najsilniejszą zachętą i motywacją do pracy i samorealizacji, jaką wymyślił człowiek. Żadne niewolnictwo, przymus czy kolektywizm nie osiągnęły takiej wydajności i tak dobrych warunków pracy, jak systemy respektujące prawa własności[7]. Prawo własności jest również najpowszechniejszym gwarantem szczęścia w tym sensie, że zapewnia najlepsze zaspokojenie podstawowych potrzeb ludzkich, bez których utrudnione jest osiągnięcie uznania, samorealizacji, rozwoju duchowego. To nie byt materialny kształtuje świadomość jak wciąż sądzą inżynierowie społeczni, prawo własności jest czymś więcej: jest uniwersalną normą „nie kradnij”, jest bezpośrednim hołdem dla pracy rąk i umysłu, a w końcu jest wyborem między stylem życia[8]. Prawo własności prywatnej stwarza poczucie godności osobowościowej, związanej z nabytymi indywidualnymi cechami oraz jest składnikiem godności osobowej, przynależnej każdemu człowiekowi z racji bycia istota ludzką i posiadania swojego ciała. Wartości moralne, takiej jak odpowiedzialność, szczodrość są ściśle związane z prawem własności: nie można być hojnym obdarowując kogoś rzeczami nie należącymi do nikogo albo należącymi do wszystkich. Oczywiście ekonomiczna analiza prawa w swojej deskryptywnej wersji nie jest uprawniona do promowania konkretnego systemu prawnego, jednak w oparciu o etykę własności prywatnej może w naukowy sposób określać metody działania dla celów formułowanych choćby przez politykę gospodarczą. Dla realizacji celów takich jak dobrobyt, brak drastycznych nierówności czy likwidacja biedy, ekonomiczna analiza prawa nie będzie zachęcała do redystrybucji, aby wszystkim zapewnić jak najwięcej przedmiotów prawa własności. Przeciwnie, według austriackiego nurtu rolą prawa ma być zapewnianie sfery wolności od naruszeń, tylko tak rozumiane prawo własności jest sprawiedliwe i ekonomicznie efektywne.
Niektóre z praw człowieka należące do najdawniejszego katalogu (jak prawo do życia, wolności osobistej) określa się jako niezbywalne, nie zaliczając obecnie do tej kategorii praw własności[9]. Skoro prawo do wolności osobistej jest niezbywalne z tego powodu, że jest wspólne wszystkim ludziom i nie można zawrzeć prawnie wiążącej umowy oddającej w niewolę[10] (relacja horyzontalna), to słowo niezbywalne należy rozumieć jako niemożliwe do unicestwienia wolą stron i występujące wbrew normom przedpaństwowym, stąd wyłącznie pomieszanie pojęć może wstrzymać uznanie praw własności za niezbywalne. Osoba która sprzedaje swoją rzecz nie porzuca prawa własności, ochrona zapewniania przez prawo własności jest ciągła, abstrakcyjna, potoczne „zbycie” dotyczy przedmiotu prawa własności, odnośnie samego prawa należy mówić o przeniesieniu (jest to rozróżnienie podkreślane w doktrynie i praktyce prawa cywilnego). Legalne wywłaszczenie za rynkowym odszkodowaniem również nie unicestwia całkowicie prawa własności, nadal może być ono rozpoznane (abstrahując od ekonomicznej zasadności) jako cząstka własności publicznej. Warto powtórzyć, że prawo własności (prywatnej) jest relacją między ludźmi odnośnie rzeczy w szerokim znaczeniu, co do powstania, zmiany i ustania oczywiście dzieli ono los danego dobra, lecz w cywilizacji która wykształciła pojęcie prawa własności jest ono niezbywalne, w tym sensie że nie może zostać unicestwione w powszechnej świadomości. Proces ten obrazuje np. prawo zasiedzenia. Przedmiotem posiadania, które prowadzi do zasiedzenia jest rzecz, a nie prawo własności (czy użytkowania wieczystego), prawo własności pozostaje przy poprzednim właścicielu aż do stwierdzenia zasiedzenia, kiedy to zostaje przeniesione na nowego właściciela[11].
Powyższe rozważania uzasadniają słabsza tezę, wedle której prawo własności prywatnej jest podstawowym prawem człowieka. Silniejsza teza mówi, że wszelkie prawa człowieka są pochodną prawa własności.
Podstawowe prawo do życia czy godnego życia opisuje materialne istnienie człowieka, zatem przedstawione wcześniej samoposiadanie, zajmowanie przestrzeni, używanie wytworów własnej pracy i przedmiotów wymiany, które są absolutnie konieczne dla przetrwania. Prawo nie może stanowić warunków życia dla duszy ludzkiej, są to zupełnie odmienne kategorie, dlatego prawo do życia musi być wolnością od naruszeń materialnego substratu gwarantującego życie od narodzin do śmierci. To samo rozumowanie musi odnosić się do zakazu tortur, prawa do wolności osobistej i prywatności, przy czym jak uczy historia, są to prawa gwarantujące obszar wolności głównie w relacjach wertykalnych, między jednostką a władzą państwową. Tylko własność prywatna może zapewnić realizację celów tych praw i wolności, nie można mówić o prawie do życia, jeśli nie będzie można wydzielić i obronić skrawka przestrzeni dla siebie. Nie może być żadnej wolności, jeśli każdy będzie uprawniony do posiadania cząstki kogoś innego. Prywatność będzie zwykłą ułudą, jeśli wszystkie dobra będą kolektywne. Prawo własności prywatnej jest podstawą przeżycia i rozwoju, tworzy się samorzutnie już na wyspie Crusoe i Piętaszka. Po powstaniu państwa i aparatu przemocy podstawową jego funkcją musi być ochrona własności prywatnej, stąd aparat przemocy musi zagwarantować, że nie naruszy własności prywatnej jednostek. Gdy prawo i przemoc wystąpią przeciw własności prywatnej, wówczas prawa do życia, wolności, bezpieczeństwa, prywatności będą istniały tylko na papierze, jak choćby w stalinowskiej konstytucji z 1936r.
Prymat prawa własności jest najbardziej jaskrawy w przypadku wolności słowa, sumienia i wyznania. Swoboda wypowiedzi jest wedle współczesnych praw człowieka „jedną z fundamentalnych podstaw demokratycznego społeczeństwa”[12], w przeciwieństwie do monopolu na prawdę państw o ustroju totalitarnym. Pomijanie prawa własności natychmiast rodzi pytanie o to, gdzie może być realizowana wolność słowa. Jak argumentował Rothbard, z pewnością wolność słowa nie może być realizowana na czyjejś posiadłości bez zgody właściciela[13]. Człowiek wygłaszający swoje poglądy może to robić tylko używając swojej własności bądź cudzej za zgodą jej właściciela. Wolność słowa musi zatem wynikać z prawa własności, pogwałcenie tej zasady rodzi problemy które zaczynają być rozwiązywane w sposób polityczny, a nie merytoryczny.
Konflikty wyrastające z odrębności poglądów i swobody ich głoszenia doprowadziły twórców współczesnych praw człowieka do zrelatywizowania tych praw, głównie ze względu na interes publiczny (np. Artykuł 19 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych czy Artykuł 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka który operuje pojęciami jak państwo demokratyczne, bezpieczeństwo publiczne i państwowe itd.).
Słynne orzeczenie w sprawie Schenk versus Stany Zjednoczone zawierało fragment, w którym sędzia O. Holmes podawał przykład, że nawet najściślej pojęta ochrona swobody wypowiedzi nie może zapewniać bezkarności komuś, kto w pełnym widzów teatrze fałszywie krzyczy „pożar!” i wywołuje niebezpieczną panikę. [Sprawa Schenk przeciwko Stanom Zjednoczonym dotyczyła Charlesa Schenka, wówczas konspiratora i sekretarza generalnego Socjalistycznej Partii USA, który po zaangażowaniu się USA w wojnę w 1917 r rozesłał do piętnastu tysięcy osób podlegających potencjalnie poborowi do wojska antymilitarystyczne ulotki[15]. W uzasadnieniu skazującego wyroku sędziowie uznali, że „w wielu miejscach i w normalnych czasach” takie działanie byłoby legalne, lecz w każdym przypadku pytaniem jest, czy słowa użyte są w takich okolicznościach i mające taką naturę, że mogą wywołać oczywiste i bieżące zagrożenie, które spowoduje zaistnienie zagrożeń (evils) do zapobiegania których uprawniony jest Kongres].
Osoba która wznieca panikę rzeczywiście nie może zasłaniać się wolnością słowa, aby uniknąć odpowiedzialności. Sytuacja takiej osoby jest jednak całkowicie inna niż przyjęli sędziowie w sprawie Schenka (gdzie w zakres interpretacji wchodziły motywy godzące w porządek społeczny). Jeśli weźmie się pod uwagę istnienie prawa własności, osoba która fałszywie krzyknie w teatrze „pożar” i wywoła panikę może być albo właścicielem (czy działać na jego zlecenia lub za jego wiedzą) albo kimś z publiczności albo nieproszonym gościem. Jeśli jest to właściciel, łamie on po prostu umowę jaka zawarł z widzami, wedle której będą mogli oni obejrzeć spektakl w zamian za określoną ilość pieniędzy. Sytuacja ta nie różni się od kradzieży, potencjalni widzowie stracili swoje pieniądze i czas wskutek świadomego i celowego działania, stąd zachowanie właściciela należy uznać jako naruszenie prawa własności[16]. Z drugiej strony, gdy panikę świadomie i celowo wywoła ktoś z publiczności, bez wątpienia narusza on umowę i właściciel ma prawo zakazać takiego działania (tym bardziej, jeśli panikę wywoła nieproszony gość) w obronie swojego prawa własności i prawa do rozporządzania tą własnością na określonych warunkach. Osoba która umyślnie zakłóca przedstawienie może być pociągnięta do odpowiedzialności nie z powodu pragmatycznego ograniczenia wolności słowa dla ochrony dobra publicznego, lecz z powodu pogwałcenia szeroko pojętego prawa własności innego człowieka.
Powyższy drobny przykład pokazuje, że nie ma potrzeby relatywizowania praw człowieka, jeśli tylko dostrzeże się istniejące prawo własności. Oczywiście sama sprawa Schenka jest dużo bardziej skomplikowana, ponieważ jego działanie (propagowanie socjalizmu) wymierzone było przeciwko podstawom amerykańskiej konstytucji i prawom własności.
Wolność słowa, wolność zrzeszania się, wolność sumienia i wyznania łącznie z wolnością kultu religijnego przestają być wolnościami bez prawa własności prywatnej. Jeśli państwo będzie właścicielem całego papieru i wszystkich drukarni, szanse na wolność prasy są znikome, ponieważ władze będą musiały rozdzielić w jakiś sposób ograniczone zasoby i nawet przy najszczerszych chęciach, będzie to arbitralna dystrybucja[17]. Gdy znacjonalizowane zostaną zasoby wina mszalnego, odprawianie mszy stanie pod znakiem zapytania. Gdy władze zagwarantują monopol jakiemuś zrzeszeniu (np. poprzez system jednolitych samorządów zawodowych), wolność zostanie zredukowana do prawa do przystąpienia bądź prawa do nie przystąpienia i zostania prawnie wykluczonym, co de facto nie jest żadną alternatywą.
Zakaz dyskryminacji, o ile dotyczy stanowienia (równość w prawie), stosowania i egzekwowania norm (równość wobec prawa) jest fundamentem współczesnych praw człowieka i szeregu regulacji, począwszy od przepisów konsumenckich przez prawo pracy aż po przepisy regulujące handel. Np. Międzynarodowa Konwencja w Sprawie Likwidacji Wszelkich Form Dyskryminacji Rasowej z 1966r poprzez dyskryminacje (art. 1 ust. 1) rozumie wszelkie zróżnicowania, ograniczenia bądź uprzywilejowania oparte na rasie, kolorze skóry, urodzeniu lub pochodzeniu narodowym albo etnicznym które naruszają możliwość korzystania na zasadzie równości z praw człowieka w dziedzinach życia publicznego. Ścisła interpretacja wskazuje, że norma ta adresowana jest do władz państwowych i zarazem nie godzi w niczyje prawo własności prywatnej. Podobnie wypowiada się Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w art. 7: „Wszyscy są równi wobec prawa i są uprawnieni bez jakiejkolwiek dyskryminacji do równej ochrony prawnej”. Najnowszy trend, wyrażony w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej przekracza granicę rozdziału władztwa publicznego od własności prywatnej, np. w rozdziale III zatytułowanym Równość w art. 21 wyrażony jest zakaz dyskryminacji ze względu na szeroko zarysowane kryteria, brak jednak zapisu czy zakaz ten odnosi się do sfery publicznej czy sfery wolności prywatnych. Przepis art. 23 KPP UE stanowi: „Należy zapewnić równość mężczyzn i kobiet we wszystkich dziedzinach, w tym w sprawach zatrudnienia, pracy i wynagrodzenia. Zasada równości nie stanowi przeszkody w utrzymywaniu lub przyjmowaniu środków zapewniających specyficzne korzyści dla osób płci niedostatecznie reprezentowanej.” Z kolei w rozdziale IV (Solidarność) w art. 30: „Każdy pracownik ma prawo do ochrony w przypadku nieuzasadnionego zwolnienia z pracy, zgodnie z prawem wspólnotowym oraz ustawodawstwami i praktykami krajowymi.” Są to regulacje skierowane do władz publicznych, aby w stosunkach stricte prywatnych urzeczywistniać zasadę materialnej równości. Jest to zatem bezpośrednia i możliwa do zindywidualizowania ingerencja w prawo własności prywatnej, w przeciwieństwie do opodatkowania, które jest powszechne i generalne. W austriackiej analizie prawa wszelka nierówność inna niż w prawie i wobec prawa jest zjawiskiem całkowicie naturalnym. Nierówność nie oznacza wyższości czy niższości, lecz zróżnicowanie. To właśnie różnorodność leży u podstaw podziału pracy i za pomocą mechanizmów rynkowych prowadzi do kooperacji. Każdy właściciel który realizuje swoje prawo własności może traktować ludzi w sposób dyskryminujący tak dalece, jak nie narusza prawa do życia i prawa własności innych, ponieważ to on sam ponosi odpowiedzialność. Właściciel drużyny koszykarskiej może być rasistą i zatrudniać wyłącznie białych zawodników, ale jego powodzenie w rozgrywkach światowych będzie żadne i bez jakiejkolwiek ingerencji władz rychło zbankrutuje, jeśli wcześnie organizacje antyrasistowskie nie uprzykrzą mu dostatecznie życia. Lecz inny przedsiębiorca, który nie będzie mógł swobodnie decydować o zatrudnieniu, nie wytrzyma konkurencji z produktami zagranicznych firm, gdzie nie obowiązują przepisy antydyskryminacyjne. W rezultacie albo zbankrutuje bądź ograniczy działalność, co pociągnie za sobą rozpad systemu ekonomicznego, albo ucieknie się do politycznej metody zdobywania zysku lobbując za cłami, ograniczeniami, monopolami, kwotami produkcyjnymi, koncesjami, regulacjami, dotacjami etc. Dlatego ogólny zakaz dyskryminacji wymierzony bezpośrednio w sferę własności prywatnej jest po pierwsze sam w sobie dyskryminacją niektórych właścicieli, a po drugie kreuje uprzywilejowania, wzbudza antagonizmy oraz dyskryminuje tych, których cechy nie zostały włączone do katalogu zakazującego dyskryminacji. Przymusowa integracja, promowana politycznie i urzeczywistniana poprzez przepisy prawne jest formą inżynierii społecznej, atakiem na ludzkie umysły i całkowitym zaprzeczeniem praw człowieka rozumianych jako gwarancja państwa, że nie użyje aparatu przemocy przeciwko pokojowo współegzystującym jednostkom. Jak pisze H. H. Hoppe: „Z faktu, że ktoś nie chce mieszkać ani obcować z czarnymi, Turkami, katolikami czy Hindusami itd., nie wynika wcale, że nie chce on również handlować z nimi na odległość. Wręcz przeciwnie, to właśnie dobrowolność obcowania i oddzielenia się – brak przymusowej integracji w jakiejkolwiek postaci – umożliwia pokojowe relacje – wolny handel – ludziom odmiennych kultur, ras, narodów czy religii”[18]. Ludzie współpracują ze sobą, ponieważ jest to dla nich korzystne dzięki wolnemu rynkowi (warto wspomnieć model kooperacji z rozdziału 2.3). Tolerancja, zrozumienie, życzliwość i miłosierdzie mogą zaistnieć tylko wówczas, gdy istnieje wolny wybór, natomiast zmuszanie do rozporządzania swoją własnością na rzecz osób arbitralnie narzuconych jest po prostu ekonomicznie nieefektywne oraz wedle niektórych badań – niemożliwe do bezkonfliktowego urzeczywistnienia z przyczyn genetycznych[19]. Dlatego mimo szczerych chęci twórców deklaracji i praw, narzucone wyrównywanie szans, zakazywanie krytyki innej niż akt agresji, przedkładanie niedyskryminacji i tolerancji (której nadano nowe znaczenie, bliższe słowu afirmacja) ponad prawo własności prowadzi do skutków odwrotnych niż zamierzone. Dlatego opierając się wyłącznie na deskryptywnym ujęciu ekonomicznej analizy prawa można stwierdzić, że najnowszy trend w rozwoju praw człowieka ucieleśniony w Karcie Praw Podstawowych nie doprowadzi do ziszczenia się pożądanych stanów faktycznych. Twórcy KPP dla realizacji wyrażonych expressis verbis celów obrali nieefektywne środki, które mogą przynieść wręcz odwrotny niż zakładany skutek.
[1] Pojęcie praw człowieka znalazło się Declaration of Rights Virginii z 1776r i oznaczało prawa pierwotne w stosunku do społeczeństwa i państwa. Punkt pierwszy deklaracji stanowił (tłumaczenie własne): „Wszyscy ludzie są z natury tak samo wolni i niezależni oraz mają określone nieodłączne prawa, których, gdy włączeni zostaną w stan społeczny, nie mogą żadnym porozumieniem odebrać ani pozbawić potomstwa; mianowicie praw życia i wolności, z możliwością nabywania i posiadania własności, oraz podążania i osiągania szczęścia i bezpieczeństwa. (June 12, 1776 Virginia Declaration of Rights).
[2] Hołda J. i Z., Ostrowska D., Rybczyńska J., Prawa Człowieka. Zarys wykładu., Zakamycze, Kraków 2004, s.11
[3] Rechenberg K., Encyclopedia of Public International Law, t. 8, Amsterdam-New York-Oxford 1985, s. 268. za OsiatyńskiW., Wprowadzenie do Praw Człowieka, edycja on-line: www.hfhrpol.waw.pl/pliki/Wosiatynski_HistIFilo.pdf
[4] Np. podręcznik J i Z. Hołdów nie omawia oddzielnie własności, wspomina tylko przy omawianiu aktów prawnych. Podobnie materiały Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Karta Praw Podstawowych z 2000r nie powołuje się na własność w preambule, własność wspomniana jest w art. 17 jako prawo gwarantowane publicznie z licznymi obostrzeniami.
[5] Rothbard M. N., Ethics of liberty, New York Uniwersity Press 1998, r. XV edycja on-line http://mises.org/rothbard/ethics.pdf
[6] Soto H. de, Cheneval F., Realizing Property Rights, Swiss Human Rights Books (Vol1) Rüffer&Rug, Bern 2006, edycja on-line: www.swisshumanrightsbook.com
[7] A. Gide, początkowo propagator komunizmu i zachowań amoralnych, podaje anegdotę: „Opowiadano mi, że grupa francuskich górników podróżując po Sowietach odwiedziła jedną z kopalń i zaproponowała po koleżeńsku zluzowanie górników sowieckich; natychmiast, bez żadnych szczególnych wysiłków, nie wiedząc o tym oczywiście, Francuzi osiągnęli rekordy stachanowskie...”.
Gide A. , Powrót z ZSRR, Warszawa 1937, s. 32-33 za http://free.of.pl/s/stalin/gide/gide.html
[8] Np. klasyczne badania A. Maslowa wskazują na konieczność zapewnienia między innymi podstawowych materialnych warunków przetrwania, by człowiek mógł zaspokajać potrzeby wyższego rzędu (w kolejności są to potrzeby fizjologiczne, pewności, przynależności, uznania i samorealizacji). Podobnie rozwój opisany przez proces ERG Alderfera opisuje rozwój człowieka przez fazy istnienia, związku i wzrostu, przy czym podstawą są warunki materialne.
[9] Nowicki M., Co to są prawa człowieka?, Helsińska Fundacja Praw Człoweka, http://www.hfhrpol.waw.pl/pliki/MNowicki_CoToSa.pdf, s. 3
[10] Ibidem
[11] Rudnicki S., Komentarz do Kodeksu Cywilnego, LexisNexis, Warszawa 2002, s. 185
[12] Hołda J. i Z., Ostrowska D., Rybczyńska J., Prawa Człowieka..., s. 141
[13] Rothbard M. N., Ethics of liberty..., r. XVI
[15] Treść ulotki można znaleźć: http://1stam.umn.edu/archive/primary/schenck.pdf . W sprawie przewijały się opinie świadków, że treść ulotki wywołała zmianę postaw u części osób.
[16] Rothbard M.N., Man, Economy, and State... r. XVI
[17] Rothbard M.N., O nową wolność..., r II
[18] Hoppe H. H., Demokracja... , s. 199
[19] Rushton J. P., Race, Evolution, and Behavior, Charles Darwin Research Institute 2000, wydanie skrócone w edycji on-line: www.charlesdarwinresearch.org/Race_Evolution_Behavior.pdf
11.03.2008, 12:04
- poprzednia
- 1
- następna
