Chciałbym nawiązać do poprzedniego wpisu i dyskusji o 100%GS i FRFB. Rozmawiałem kilka dni temu z kolegą, który podzielił się ze mną pewnym spostrzeżeniem dotyczącym argumentacji freebankerów. Miał je tu sam zamieścić, ale skoro jak widzę tego nie zrobił zrobię to za niego. Otóż zauważył, że freebankerzy popierają pomysł zwiększenia podaży środków fiducjarnych(inside money) jako odpowiedź na wzrost popytu na pieniądz. Jednak zdaniem Marcina Zielińskiego(bo tak się ów kolega nazywa - pozdro Marcin:), nie ma powodów aby taka sytuacja miała nastąpić. Jasne, że przy braku zaufania do banków i w momencie kryzysu może wzrosnąć popyt na outside money, czyli kruszec. Ale tego popytu nie da się zaspokoić emisją środków fiducjarnych. Muszę przyznać, że nie przychodzi mi do głowy scenariusz znacznego wrostu popytu na takie badziewie jak środki fiducjarne:) Może pomożecie Marcinowi i mnie??
30.01.2009, 11:07
Komentarze (13)
Dodaj komentarz
Aby dodać komentarz musisz się zalogować.
Nie masz konta? Zarejestruj się!

Patrząc od strony klienta/deponenta również dostrzegamy pewną analogię. Powierzając bankowi X (100%) swój kapitał otrzymuje sygnały z rynku (oferta banków, firmy typu due diligence, agencje ratingowe) informujące o braku zagrożenia w razie sytuacji runu na bank i podejmuje samodzielną decyzję o alokacji posiadanych środków. Ma jeszcze do wyboru bank Y (<100%), gdzie lokowanie środków jest bardziej niebezpieczne. Sytuacja ta jest zbliżona do wyboru inwestora pomiędzy junk bonds, a blue chips. Rynek wycenia instrumenty finansowe na zasadzie bilansu zysku i ryzyka, a więc dlaczego tak by nie mogło być w przypadku banków? Można przypuszczać, że klienci banków typu X płaciliby tejże instytucji za prowadzenie i ochronę środków (pomijam tutaj resztę produktów bankowych), natomiast w bankach typu Y transfer kapitału miałby odwrotny kierunek! Wtedy to bank płaciłby klientowi za możliwość korzystania z jego środków. Oczywiście możliwa jest też sytuacja pośrednia, która również mogłaby zostać wyceniona przez rynek. Słowem podsumowania, poruszenie tak złożonego problemu wymaga zadania właściwego pytania, a czy problem reakcji na zwiększenie się popytu na pieniądz jest takim pytaniem? Otóż nie. Dlatego ja się nie określam jako zwolennik 100%/<100% pokrycia depozytów, lecz jako zwolennik wolnego rynku. Opowiedzenie się po jednej ze stron jest impertynencją przejawiającą się w przeświadczeniu o możliwości przewidzenia rozwiązań jakie rynek wytworzy, a więc stwierdzenie jaki system pokrycia depozytów będzie "dobry" czy "zły" jest próbą zastąpienia rynku w wycenie pewnych instrumentów finansowych. Tak na marginesie uważam, że traktowanie popytu na pieniądz jako agregatu jest także błędem. Indywidualnego popytu na pieniądz nie można dodawać ani odejmować, ponieważ katalaktyczna płaszczyzna w której się poruszamy nie zezwala na ujęcie decyzji rynkowych jako "sumy" pomniejszych decyzji.
Pozdrawiam
Piotr Rutkowski
Żaden ze zwolenników 100% rezerw nie neguje, że rezerwy częściowe mogą się pojawić, neguje jedynie ich zgodność z prawem własności i prawidłowym funkcjonowaniem gospodarki.
Zacznę może od końca. Równie dobrze można by powiedzieć, że ?traktowanie popytu na pomidory jako agregatu jest błędem. Indywidualnego popytu na pomidory nie można dodawać, ani odejmować, ponieważ katalaktyczna płaszczyzna w której się poruszamy nie zezwala na ujęcie decyzji rynkowych jako >>sumy<< pomniejszych decyzji?. Tylko że w takiej sytuacji teoria ekonomii nie byłaby nam w stanie odpowiedzieć na pytanie o to, w jaki sposób kształtują się ceny rynkowe. Nie byłaby nawet w stanie wyjść poza prostą analizę wymiany dokonywanej przez dwie osoby.
Co do ładu społecznego i prawa własności, to można by Misesowi łatwo odpowiedzieć: ?Ludwiś, po coś ty się zajmował tym, czy socjalizm jest możliwy, czy nie? Wystarczyło napisać jedno zdanie: >>socjalizm gwałci ład społeczny, którego gwarantem jest prawo własności<. Problem jednak w tym, że trzeba coś do garnka włożyć, a samo wykazanie, że coś nie jest sprzeczne z ładem społecznym opartym na prawie własności, tego nie gwarantuje. Dlatego też obok analizy etycznej ważna jest analiza oparta na utylitaryzmie. Nie wystarczy wykazać, że kapitalizm gwarantuje poszanowanie prawa własności, a socjalizm nie, żeby stwierdzić, że to kapitalizm jest pożądanym ustrojem. Należy też wykazać, że kapitalizm w większym stopniu niż socjalizm zaspokoi potrzeby członków społeczeństwa.
I tu pojawia się problem. Jeśli stuprocentowy standard złota będzie prowadził do kryzysów, a system wolnej bankowości opartej na rezerwach cząstkowych nie ? nawet jeśli klienci nie byliby informowani o tym, że ich banknoty i depozyty nie mają pełnego pokrycia w złocie, a zatem byłyby łamane ich prawa własności ? to należy się zastanowić, co jest ważniejsze: prawa własności, czy dobrobyt i odpowiedź na to pytanie nie jest wcale prosta. Większość zwolenników wolnej bankowości opartej na rezerwach cząstkowych (White, Selgin, czy Horwitz) jest zdania, że to właśnie ten system jest bardziej efektywny od stuprocentowego standardu złota, gdyż będzie prowadził do równowagi pieniężnej, która zapewnia najbardziej optymalny rozwój gospodarczy. A równowaga pieniężna będzie zachowana wtedy, gdy zmianom w popycie (zwłaszcza wzrostowi tego popytu) na pieniądz będą towarzyszyć zmiany w jego podaży. I tutaj trzeba odpowiedzieć na dwa pytania: czy sama koncepcja równowagi pieniężnej ma sens i czy istnieją jakieś przyczyny, dla których miałby rosnąć popyt na pieniądz?
Mimo że nie jestem zwolennikiem koncepcji równowagi pieniężnej, to nie mogę się nie zgodzić, że nagły i nieoczekiwany wzrost na pieniądz może spowodować problemy dla wielu firm, o ile oczywiście nie zakładamy doskonale elastycznej podaży. Ceny są w pewnym stopniu ?lepkie?. I tutaj się pojawia drugie pytanie: dlaczego popyt na pieniądz miałby rosnąć?
Ludzie trzymają tyle gotówki (i pieniędzy na depozytach na żądanie), ile uważają, że będą potrzebować w najbliższym okresie (plus pieniądze na ewentualne nieoczekiwane wydatki). Nie ma większego sensu trzymanie większej ilości gotówki i depozytów, gdyż pieniądze te nie przynoszą korzyści w postaci procentu. Jedyną korzyścią z ich trzymania jest ich płynność ? możliwość wydania w każdej chwili. A więc zamiast trzymać nadmierne oszczędności w postaci gotówki i depozytów, ludzie wybiorą raczej lokaty terminowe, obligacje, itp. Jedyną sytuacją, w której mógłby nastąpić wzrost popytu na pieniądz jest krach systemu finansowego, kiedy to ludzie tracą zaufanie do banków i innych instytucji finansowych i zamiast trzymać oszczędności na (niepewny) procent, wolą trzymać gotówkę. Tylko że w takiej sytuacji nie wybraliby raczej banknotów i depozytów (inside money), tylko kruszec (outside money). A więc system bankowy niewiele mógłby w takiej sytuacji zrobić. Co więcej, jeśli to system bankowy spowodował kryzys, to nie tylko nie stanowiłby rozwiązania problemu wzrostu popytu na pieniądz, ale wręcz problem ten by powodował. Zatem wzrost popytu na pieniądz nie jest przyczyną kryzysu, ale jego skutkiem. Sami zwolennicy wolnej bankowości w ogóle nie zajmują się wzrostem popytu na outside money, zakładając, że w dojrzałym systemie wolnej bankowości w obiegu będzie znajdować się tylko inside money.
Nie chodzi tutaj o rozważanie wolnorynkowej sytuacji, tylko o to, czy równowaga pieniężna ma jakiekolwiek znaczenie dla gospodarki, co się stanie gdy popyt na pieniądz wzrośnie i dlaczego popyt na pieniądz w ogóle miałby się zmieniać.
Hiperinflacji towarzyszy nie wzrost, ale spadek popytu na pieniądz. Ludzie wydają pieniądz tak szybko, jak są tylko w stanie. Kiedy rośnie popyt na pieniądz, to jest presja na spadek cen, a nie na ich wzrost.
Nie obala to równania Fishera, które jest tautologią mówiąca, że ilość pieniędzy wydanych jest równa ilości pieniędzy przyjętych. Co najwyżej obala ilościową teorię pieniądza, która zakłada stałą szybkość obiegu pieniądza (odwrotność popytu na pieniądz), ale też nie do końca, gdyż ta teoria dotyczy normalnej sytuacji gospodarczej.
Hiperinflacji towarzyszy nie wzrost, ale spadek popytu na pieniądz. Ludzie wydają pieniądz tak szybko, jak są tylko w stanie. Kiedy rośnie popyt na pieniądz, to jest presja na spadek cen, a nie na ich wzrost.
Nie obala to równania Fishera, które jest tautologią mówiąca, że ilość pieniędzy wydanych jest równa ilości pieniędzy przyjętych. Co najwyżej obala ilościową teorię pieniądza, która zakłada stałą szybkość obiegu pieniądza (odwrotność popytu na pieniądz), ale też nie do końca, gdyż ta teoria dotyczy normalnej sytuacji gospodarczej.
W sferze definicji wolnego rynku jesteśmy absolutnie zgodni. Wskazywałem jedynie na to, iż na wolnym rynku system rezerwy cząstkowej nie pogwałca prawa własności. Klient powierzając bankowi swoje oszczędności wie na co się decyduje na takiej samej zasadzie, na jakiej kupuje obligacje o różnej stopie zwrotu i poziomie bezpieczeństwa.
Co do odrzucenia stanowiska 100% standardu złota, uznałem to za "impertynencję w przewidywaniu" na takiej samej zasadzie, jak potencjalny zakaz emisji ryzykownych papierów wartościowych.
marcin:
Jak mnie teraz zacytowałeś, to się musiałem chwilę zastanowić co właściwie chciałem przekazać ;) I też nie do końca rozumiem;P Zdaje mi się, że miało być to jakieś odniesienie do niemożliwości wzrostu popytu na środki fiducjarne, ale powiem szczerze, nie pamiętam co miałem wtedy na myśli, więc najlepiej jak o tym po prostu zapomnimy...
czyżby?
powierzając przedsiębiorcy moje pieniądze biorę pod uwagę, że dając mu 10 000 mogę stracić część z nich, albo całość. on bierze te 10 000 i stara się je wykorzystać do takiej produktywnej działalności, która przyniesie najwyższy zysk.
Co robi bank w systemie częściowej rezerwy?
Bierze moje 10 000 i robi z nich np. 50 000, pożyczając pięciu ludziom. Czyli nagle moje 10 000 zł znajduje się jednocześnie w rękach 5 innych osób. Z punktu widzenia prawa własności nie jest to sytuacja analogiczna jak ta, że powierzam przedsiębiorcy kapitał wykorzystywany do produktywnej działalności.
Nawet jeśli te 5 osób swoje sklonowane 10 000 wykorzysta do wyprodukowania dóbr i usług, to przecież bank nie stworzył kapitału o wartości dodatkowych 40 000, tylko je po prostu UKRADŁ właścicielom realnego kapitału, którzy dostali te wirtualne pieniądze w zamian za swoje dobra kapitałowe.
Jeśli to nie jest skrajnie rażące pogwałcenie praw własności, to ja nie chcę mieć nic wspólnego z takimi liberałami jak wy :D
zasada się nie zmienia - wydrukowanie większej ilości tytułów własności do kapitału oznacza, że jest on KRADZIONY.
i nie ma znaczenia, jakie instrumenty pochodne sobie koledzy wymyślą, fundamentalnie pozycja rezerwy częściowej na wolnym rynku jest nie do utrzymania.
Zastanówmy się czy naprawdę mamy tu do czynienia z "dodrukowaniem" tytułów własności kapitału. Co się dzieje w tym systemie z naszymi pieniędzmi? Załóżmy, że wkładam jakąś kwotę do banku. Potem cały ten "kartel" operując na moim kapitale tworzy całą sieć powiązań na zasadzie wzajemnych zobowiązań i pożyczek pomiędzy bankiem i podmiotami fizycznymi. Czy rzeczywiście nastąpiło tu "dodrukowanie" praw własności? Wpłacając pieniądze do banku dokonałem dobrowolnej zamiany mojego kapitału na:
a)przychód z tytułu dyspozycji kapitałem
b)zobowiązanie banku do zwrotu kwoty wymienionej w umowie na żądanie/w zadanym terminie
Umowa ta ma charakter dobrowolny i w momencie zawarcia kontraktu z bankiem udzielającym kredytów ze zdeponowanego kapitału mam świadomość tego, że istnieje prawdopodobieństwo niewypłacalności banku (tutaj dałem wcześniej analogię do rynku obligacji). Tutaj nie są tworzone czy przenoszone jakiekolwiek prawa własności tylko (albo aż) sieć powiązań dłużniczych, której ryzyko operowania ponosi bank i co za tym idzie jego depozytariusze. Zauważ, że nawet w momencie run-u na banki prawa własności jako takie pozostają bez zmian. Wciąż posiadam zobowiązanie banku do wypłacenia mi kwoty należnej. Problemem jest tutaj płynność banku, który w momencie run-u posiada wiele należności długoterminowych, ale też wiele zobowiązań krótkoterminowych (rachunki a vista, lokaty krótkoterminowe). Co więcej z samej konstrukcji systemu, sumaryczne należności banku zawsze przewyższają sumaryczne zobowiązania, lecz znów także z konstrukcji tegoż systemu, ponosi on wielkie ryzyko płynności. Odnosząc się do Twojego ostatniego zdania, możliwe, że masz rację, bo tego nie można przewidzieć. Rynek jednak zweryfikowałby takie inicjatywy, a jak już pisałem wcześniej system rezerwy cząstkowej nie pogwałca w żaden sposób prawa własności jako takiego.
Pozdrawiam
Piotr Rutkowski