Jakub Woziński, autor skądinąd ciekawej pracy o hayekowskiej zradzie prakseologii udostępnionej niedawno na mises.pl
na swym blogu krytykuje również innych zdrajców, tym razem wśród libertarian. Nie jest w tym osamotniony. Jest trochę radykałów
nawołujących do niepobierania pieniędzy od lewiatana. Jeśli ktoś chce, może szukać sobie sponsora, albo jeśli ma szczęście, to przebije się
przez gąszcz biurokracji i założy firmę albo znajdzie pracę. Tylko czy aby wtedy będzie miał czas i możliwości pracy naukowej? Albo czy
jego głos będzie brany pod uwagę w dyskusjach na uczelniach? Jasnę, że możemy machnąć ręką na "masy" na wyższych uczelniach ekonomicznych
i apelować do elity, tylko do czego doprowadziło w polityce takie podejście Korwina? Poza tym argumenty radykałów o "kolaboracji" można
poprowadzić dalej. Na przykład - libertarianinem hipokrytą jest każdy kto płaci podatki - bo umożliwia lewiatanowi działanie. Albo "l-h" jest każdy,
kto zakłada działalność gospodarczą zgodnie z prawem, bo to prawo niesprawiedliwego państwa, no i jak wyżej - legalność oznacza płacenie PIT,
CIT, VAT itd. No kolaboracja jak nic :)... Mało tego - zdrajcą libertarianizmu jest każdy kto kupuje większość towarów w legalnych sklepach!!!
A VAT w towarach?? No zdrada... Prawdziwy libertarianin powinien nie tylko produkować w szarej strefie, ale i w niej kupować!!
Dobrze, dość sarkastycznej krytyki konsekwencji radykalnego stanowiska. Co do korzystania z państwowych posad - to chyba lepiej dla sprawy
wolności, aby libertarianie, świadomi ułomności i moralnej wadliwości ustroju dostawali pieniądze na państwowych uczelniach i uczyli o tym studentów,
chyba lepiej, żeby o pieniądze depozytariuszy w bankach dbali "austriacy" niż beztroscy keynesiści itp. Chyba lepiej, żeby biznesman starający się
o koncesję spotkał w urzędzie sympatyka przedsiębiorczości niż socjalistę... Jasne, że istnieje zagrożenie, że libertarianie mogą zmienić zdanie siedząc
na państwowej posadzie, ale czy przymierając głodem na prywatnej nie mogą zmienić zdania?? Zagrożenie jest, owszem, ale uważam, że nie powinniśmy
przesadzać - Rothbard też popierał Buchanana a nie kandydata libertarian, z przyczyn taktycznych. Podobnie moim zdaniem powinniśmy podchodzić
do "współpracy" z lewiatanem. Pobierajmy odeń pieniądze i wykorzystujmy przeciw niemu. Nie zapominajmy kim jesteśmy i o co walczymy. Jednak
dopóki od naszej jednostkowej decyzji nie zależy dalszy interwencjonizm, nie powinniśmy rzucać sobie dodatkowych kłód pod nogi. I innym też, bo
nie łudźmy się, socjalistów na nasze miejsca na państwowych posadach nie brakuje...
28.12.2009, 19:55
Komentarze (4)
Dodaj komentarz
Aby dodać komentarz musisz się zalogować.
Nie masz konta? Zarejestruj się!

W pierwszej chwili zacząłem podejrzewać, że to może jakiś nowy pomysł rządu na rozwiązanie problemu dziury budżetowej.
Ale pokazywanie tego tekstu szerszemu gronu pracowników państwowych uczelni mogłoby faktycznie skończyć się tym, że by się obrazili i z nich odeszli. Nie wiem bowiem na jakich "naukowców" natknął się pan Woziński ale zdanie:
"Bezpsornym faktem pozostaje bowiem, że każdy etat stworzony przez państwo jest w sposób konieczny finansowany z cudzej pracy. "
sugeruje, że praca tych naukowców nie przynosi nikomu żadnego pożytku, jest bezowocna i musi być finansowana z pracy innych ludzi. Może w przypadku pana Wozińskiego to prawda. Ale żeby zaraz tak generalizować?
większość "pracy naukowej", jak i dydaktycznej na kierunkach humanistycznych natomiast jest zupełnie nieprzydatna i zbędna, nie oszukujmy się. Zwłaszcza w reżymie państwowego szkolnictwa nadprodukcja półtępych humanistów jest przerażająca, a sterta makulatury, generowana przez pracowników naukowych tych kierunków, to niepowetowana strata zasobów i pieniędzy podatników właśnie.
Być może tak jest. Ale przecież problemem nie jest istnienie kierunków humanistycznych a jedynie finansowanie ich z budżetu państwa.
Bo w podatkach najważniejszą sprawą jest jak się je wydaje. To komu się je zabiera też jest ważne ale jednak w drugiej kolejności.