Ideą powołania do życia ogólnopolskiej sieci Klubów ASE

jest zachęcenie wszystkich zainteresowanych do samokształcenia

w tematyce dotyczącej austriackiej szkoły ekonomii (...)

więcej...

login:

hasło:

Idąc śladami jednego z moich ulubionych ekonomistów Boba(Roberta P.) Murphy'ego w poniższym wpisie poznęcam się trochę nad noblistą Paulem Krugmanem. Swoją drogą, jeśli ktoś nie zna przypadków znęcania się nad Paulem przez Boba, to zachęcam do przejrzenia archiwum mises.org daily - bardzo ciekawa lektura.A wracając do mojego wpisu - http://biznes.interia.pl/news/europa-nie-byla-gotowa-na-euro,1439793 w tym artykule przytoczona jest wypowiedź Krugmana, iż za kryzys w Grecji odpowiedzialna nie jest rozrzutna polityka fiskalna ale euro... Dlaczego? Dlatego, że gdyby nie ono, to możnaby się "wydrukować" narodową walutą z kłopotów. Byłoby można ją zdewaluować i byłoby cool. Poza tym Krugman zwraca uwagę, że kraje UE nie były (zgodnie z teorią ekonomii) gotowe na unię monetarną. Jako remedium na to rzekome niedopasowanie podaje dalszą integrację polityczną.Wszystkie powyższe  argumenty są na poziomie kolokwium na I roku studiów. To jeszcze nie zarzut, z kolokwium mogło być 5. Niestety jedynie jeśli uznalibyśmy, że to koło z „hydraulicznego keynesizmu” i „elementów teorii optymalnych obszarów walutowych”. Teraz krytyka. Przede wszystkim euro nie spowodowało kryzysu. Kraje bez euro też go przeżywają. Dewaluacja narodowej waluty doprowadziłaby do wzrostu eksportu, ale tylko jeśli podzespoły do eksportowanych towarów nie byłyby sprowadzane z zagranicy. W takim bowiem wypadku koszty poszłyby w górę, ceny dóbr eksportowanych takoż i pomysł Krugmana by nie wypalił. Inną kwestią, której Krugman jakoś nie widzi, jest to, że Grecja ma ogromne wydatki budżetowe. Wydatki. Jeśli ktoś nie zauważył – koncepcja wyjścia z kryzysu u Krugmana opiera się na stymulowaniu przychodów w gospodarce – w wyniku dewaluacji mają przyjść z zagranicy. Ale zaraz… Przecież ogromnie wydatki rządowe oznaczają właśnie przychody podmiotów gospodarczych. Dlaczego to nie pomogło? Dlaczego więc wzrost przychodów z eksportu wynikający z dewaluacji ma pomóc?Co więcej. Waluta narodowa i dewaluacja = oszukanie eksporterów, bowiem wyższe dochody nominalne w walucie narodowej równałyby się niższym realnym dochodom. Byłaby to więc inna forma deflacji, o której sam Krugman wspomina. Czy bardzo inna? Oj, bardzo. W przypadku zachowania przez Grecję waluty narodowej sposobem na jej dewaluację byłoby zwiększenie podaży greckiej waluty na rynku międzynarodowym. Jak to zrobić? Wyssać z gospodarki – mało prawdopodobny scenariusz – wzrost podatków i spadek wydatków = jeszcze większy kryzys. Sam Krugman by ten pomysł zbeształ. Jest inna droga. Emisja nowego pieniądza. Nowy pieniądz mógłby wywołać dodatkowe zaburzenia w strukturze produkcji a już na pewno spowodowałby redystrybucję dochodu.I na koniec. Pytanie 1 – skąd Grecja wzięła pieniądze, które teraz stanowią jej zadłużenie? Ano z  euro obligacji denominowanych w euro, które w dodatku były przez rynki finansowe postrzegane jako równie wiarygodne jak np. niemieckie. Poskutkowało to niższym oprocentowaniem tych obligacji i większymi wpływami z ich emisji. Czy Grecy te pieniądze schowali w skarpecie? Bynajmniej – wydali je. I pomogło? Cóż, skoro dotychczasowe wydatki nie pomogły, to dlaczego mają pomóc nowe? Tego Krugman nie wyjaśnia… Nie wyjaśnia też jak na gruncie jego własnego modelu mieliby sobie radzić Grecy bez możliwości takiej skali wydatków jaką otrzymali DZIĘKI przyjęciu euro?...Dość komentarza o hydraulicznym keynesizmie. Teraz pora na optymalne obszary walutowe. Teoria ta głosi, że kraje które asymetrycznie przechodzą cykle nie powinny mieć jednej waluty. So far so good. Problem Krugmana polega na tym, że kraje UE przechodzą kryzys niemal doskonale symetrycznie… W związku z czym zgodnie z jego własną, keynesowską teorią antykryzysowa polityka EBC stosowana do wszystkich krajów strefy euro MUSI być korzystna dla Grecji. Chyba, że chodzi mu o to, że EBC drukuje i wydaje za mało nowych eurasów. Ale, ale, przecież kilka linijek wcześniej zauważyłem, że dzięki euro Grecy już dużo publicznych pieniędzy wydali… i nic…

 

18.02.2010, 08:09

Niedawno na portalu Przeznaczeni.pl natknąłem się na forum, na którym autor - Pan Tomasz, ostro krytykował kapitalizm. Poniższy post jest odpowiedzią na Jego zarzuty po moim wpisie.

Przede wszystkim chciałbym zaznaczyć, że w Polsce nie ma gospodarki “wolnorynkowej” tylko mieszana “społeczna gospodarka rynkowa” co wymaga głębszej analizy rzeczywistości niż tylko - “widzimy, że jest kapitalizm i jest źle - ergo kapitalizm jest zły”. Trzeba najpierw przeanalizować czy kłopoty w Polsce wynikają z rynku, czy z jego braku.

Pan Tomasz pisze:

A czy ci obecni właściciele wybudowali te przedsiębiorstwa ???
Zabrano je społeczeństwu.”

Tu wydaje się, iż problemem nie jest kapitalizm, ale zła prywatyzacja. Z krytyką prywatyzacji się zgadzam. Należało rozdać udziały we własności fabryki jej pracownikom, którzy ją wybudowali w czasach socjalizmu. Co to „zabrania społeczeństwu” to zabrano je co najwyżej partyjnym decydentom.

„To co wybudowali ludzie, co wybudowało społeczeństwo. Wmawiało się ludziom, że przedsiębiorstwa są nierentowne i że muszą zostać sprywatyzowane, a to były zwykłe kłamstwa.

Bo ci, co byli wysoko u władzy w r. 89 chcieli się bardzo szybko wzbogacić.
Z wysokopostawionych komuchów nagle stali się beeznesmenami.
Co za nagła zmiana ideałów.”

Nie społeczeństwo wybudowało tylko robotnicy z tych fabryk i tylko im należałoby dać ich własność, a nie nowej partyjnej klice, którą Pan Tomasz słusznie opisuje, pod płaszczykiem „społeczeństwa”.

„Mało tego - w socjliżmie za pieniądze społeczne budowało się szkoły, szpitale, zakłady pracy, MNÓSTWO osiedli z mieszkaniami, na które mógł sobie pozwolić każdy (a nie jak dziś - tylko ci bogaci), domy kultury.
A dziś co ? Kto wybuduje ?
Kapitalista ???
Nie dość, że nic nie wybudują, to jeszcze w dodatku tylko NISZCZĄ i RUJNUJĄ to, co wybudowano za socjalizmu.”

Niektórzy rujnują inni budują. Pytanie do wszystkich obiektywnych czytelników - kiedy polskie miasta były ładniej budowane - przed wojną, za komuny czy dziś?…

Co więcej Pan Tomasz raczy się plątać w zeznaniach - z jednej strony ci sami partyjniacy cudownie służyli Polakom za komuny a tu nagle w ‘89 z niewiadomych przyczyn przedzierzgnęli się w kapitalistyczne potwory. Otóż Panie Tomaszu - NIGDY nie służyli Polsce tylko PRALI mózgi takim jak Pan, widać skutecznie.

„Zamyka się szpitale (nie potrafią ich nawet utrzymać, a cóż dopiero, gyby mieli wybudować nowe i utrzymywać), stocznie, kopalnie, PKP upada, zamyka się domy kultury, DOMY DZIECKA nawet (komornik wyrzucił personel i dzieci, bo placówki nie było stać na opłaty).
Jedyne, co wybudują, to galerie handlowe. Po co ? Po to, by czerpać JESZCZE WIĘKSZE zyski.
Czy socjalizm wyczyniał by takie rzeczy ?
Czy wyrzucał by dzieci na bruk ?
Ludzi z domów na ulcę ?
Odbierał im pracę i zeszmacał ich zmuszając do spania pod mostem, grzebania w śmietnikach,i do do śmierci na mrozie ???”

Zakłady, które Pan wymienia są w większości PAŃSTWOWE. Szpitale i NFZ to bastion socjalizmu - są przecież PAŃSTWOWĄ własnością. NFZ to organizacja NIERYNKOWA ale PRZYMUSOWA. Nie można nie płacić składki na NFZ chcąc legalnie pracować. PKP to przewoźnik PAŃSTWOWY, który nie martwi się o służenie klientom, bo i tak dostanie DOTACJE. To czysty socjalizm, na wolnym rynku TAKIE PKP jak dzisiaj musiałoby upaść - Z WINY ICH KIEROWNIKÓW a nie rynku. A co do galerii, to wolałby Pan pewnie stare GieeSy tylko z octem na półkach? Socjalizm tylko internował opozycje i zamykał usta wszystkim, którzy chcieli o głodzie i biedzie informować. Pytanie za 100 punktów - skoro było tak dobrze, to skąd strajki w latach 56, 70, 76, 80.…. NUDZIŁO SIĘ ROBOTNIKOM??

W latach 50-tych był taki smutny dowcip o strajkach w Poznaniu, że był to pierwszy w historii strajk WŁAŚCICIELI fabryk…. Tak proszę Pana, taka to jest w socjalizmie WŁASNOŚĆ SPOŁECZEŃSTWA.

„Ludzi, którzy CHCĄ pracować, a nie mogą, bo kapitalizm im pracować NIE POZWALA.”

Nie kapitalizm, tylko państwowe regulacje przeszkadzające w zatrudnianiu za nieco niższe pensje, nakładające koszty na zatrudnianie albo regulacje utrudniające podejmowanie działalności gospodarczej. Polska powtarzam, to NIE WOLNY RYNEK ALE SPOŁECZNA GOSPODARKA RYNKOWA z dużą interwencją państwa, jeśli ktoś nie wierzy polecam sprawdzić ile procent dochodu Polaków dostaje i wydaje państwo a nie prywaciarze(ok. 45%), a także polecam się zaznajomić z międzynarodowymi rankingami wolności gospodarczej, Polska jest w nich daleko…

„co ważniejsze Panie Tomaszu - kto by zabierał? Pan?
---------
Na tak postawione pytanie odpowiem Panu w sposób równie kuriozalny i złośliwy :
A czy ja jestem podobny do Pana, drogi rozmówco, BYM JA JE MIAŁ ODBIERAĆ ???”

Otóż pytanie nie jest ani kuriozalne ani złośliwe tylko BARDZO POWAŻNE I ISTOTNE. Otóż wolnorynkowy kapitalizm jako ustrój poszanowania prywatnej własności i swobody umów wyklucza zabieranie ludziom czegoś, czego sami nie chcą dać(chyba, że to ukradli). Socjalizm zaś to system, w którym wszystkim zabiera się owoce ich pracy i dzieli po równo. ZABIERA się SIŁĄ. A więc KTOŚ to musi robić. Jeśli Pan Tomasz nie chce, to znaczy, że chce, aby czarną robotę odwalił ktoś inny. Wygodne.

„Nie. Sklepiki niech pozostaną.
Drobna inicjatywa prywatna nie jest zła.…Tak. Bo czy praca takiego właściciela lub zasiadającego w zarządxzie jest ADEKWATNA do jego zarobków ???
Zwykły pracownik (albo nawet administracyjny) TRACI ZDROWIE, za groszową pensję. A całe rzesze ludzi nie mają W OGÓLE pracy, i mieszkania. A wszystko po to, by taki właściciel i członkowie zarządu mogli zarabiać ZŁOTE GÓRY.”

Jest Pan niekonsekwentnym socjalistą. Chce Pan zostawiać małych wyzyskiwaczy, bo są mali, a dużych okraść. Czy w ogóle nie interesuje Pana jak właściciel dużej firmy doszedł do swych pieniędzy???? Może wcześniej skutecznie harował w pocie czoła! Jeśli kogoś okradł to proszę udowodnić konkretnie kogo, poprę odebranie złodziejowi co nie jego, jak każdy zwolennik wolnego rynku. Poza tym, pracuje Pan w korporacji i widzi ile pracuje zarząd i właściciele?? Bo ja na przykład nie, ale wcale bym się nie zdziwił, jeśli ostro pracują UMYSŁOWO.

Inną rzeczą jest mylenie ZARZĄDU, który jest organem wynajętych INTELEKTUALNYCH ROBOTNIKÓW z WŁAŚCICIELAMI, którymi na przykład przy rozproszonym akcjonariacie mogą być ROBOTNICY FIZYCZNI, których fundusze emerytalne inwestują w akcje korporacji.

„Że jednych zeszmacono, a inni pławią sie w złocie, marnotrawią dobra, które mogły by służyć innym ludziom, bo w głowie im się z bogadztwa poprzewracało ?
To właśnie popierasz ???
Co z tego, ze jesteś ekonomistą. A gdzie Twoje serce ???
Gdzie moralność ???
Piszesz to samo, co mówią ekonomiści w mediach (tylko że oni mówią to, co im się każe, w zamian za pieniądze).
Co oni wiedzą o życiu ?
Byli kiedyś na bezrobociu ? Byli w ubóstwie ?”

Nie popieram zeszmacania, tylko szukam jego prawdziwych przyczyn. Moje serce i moralność sprawiają, że zjawiam się na forach dotyczących pomocy innym, a NIE PRZESZKADZAJĄ MI MYŚLEĆ. Co do wiedzy o życiu i ubóstwie - nie trzeba być narkomanem, żeby wiedzieć co to i jak się przed tym bronić.

„W socjaliźmie dostęp do bezpłatnej edukacji mieli wszyscy.
Więc także pod tym względem była sprawiedliwość.
Ludzie zdolni i z talentami zostaną zepcnięci na bok tylko dlatego, że nie mają pieniędzy.
Skończy studia ten, kogo na to stac finansowo. „

CZŁOWIEKU teraz to żeś pojechał po bandzie!!!!! Przecież w Polsce prawo gwarantuje BEZPŁATNĄ edukację - i wszyscy widzimy efekty!!!! To jest właśnie socjalizm!!! NIE DA SIĘ TEGO ZROBIĆ. EDUKACJA KOSZTUJE!! Chce Pan zrobić z nauczycieli NIEWOLNIKÓW harujących za darmo???? Bo edukacja się NALEŻY??? W Polsce owszem są prywatne i płatne szkoły, ale nie wszystkie. A prawo jest takie jak wyżej napisałem.

„Nie. Równość na NORMALNYM poziomie życia.
A to co teraz napisałeś powyżej jest zwykła PROPAGANDĄ kapitalistów, którzy boją się utraty swoich majątków i którzy za pomocą mediów (będących na ich usługach) wmawiają ludziom, że socjalizm jest zły.
W PRL-u puste półki były dlatego, ze wszystko szło do ZSRR-u.”

I vice versa - NORMALNY poziom życia w socjalizmie to jest PROPAGANDA komunistów. Bez żadnych merytorycznych uzasadnień. Co do ZSRR, to mam rozumieć, że w ZSRR ludzie żyli na normalnym, wysokim poziomie, dzięki okradaniu Polaków a ZSRR rozpadł się pod ciężarem własnego bogactwa???? I uprzedzę odpowiedź - nie proszę Pana, ZSRR nie rozpadł się gdyż zbyt dużo wydawał na zbrojenia zamiast na chleb. USA w tych samych czasach wydawało na zbrojenia tyle samo, a może dziś wydaje więcej i jakoś się nie rozpadło….

„------
Wiec należało by to zorganizować tak, by wynagrodzenie było adekwatne do wykonywanej pracy. Są ku temu różne narzędzia”

Tak, tak, Marks też pisał, że za komuny „jakoś to będzie”… A wynagrodzenie nie powinno być adekwatne do pracy tylko do POŻYTKU, JAKI TA PRACA PRZYNOSI INNYM LUDZIOM. Jeśli ja będę harował godzinami robiąc coś, co nikomu nie jest potrzebne, to nie zasługuję na wynagrodzenie.

„A poza tym porównaj proszę bogactwo krajów socjalizmu i kapitalizmu,
Gdzie ludziom żyje się lepiej ?
-----------
NO WŁAŚNIE - porównaj sobie w skali makro n.p. Chiny i Indie.
A w skali mikro Szanghaj i Calkutę.
A cała Ameryka Łacińska ???
A chćby nasz kraj ? KIEDY żyło się wszystkim lepiej ?
Porozmawiaj ze starszymi ludźmi, ktorzy mają NAJLEPSZE porównanie.
A to, że Tobie żyje się teraz dobrze (i mnie też ) nie oznacza, że innym żyje się dobrze.”

Trochę nie rozumiem porównania.Chiny i Indie???? Chiny i Hong-Kong lub Korea Południowa vs Północna to byłyby porównania, ale Chiny - wychodzące dzięki masowej produkcji tanich towarów z biedy i Indie zarabiające od niedawna na globalizacji usług informatycznych?? Nie rozumiem sensu tego zestawienia.

„gdzie jest więcej dóbr do podziału, a więc więcej i dla ubogich.
----------
I AKURAT tym biednym coś się dostaje. NIE ROZŚMIESZAJ mnie proszę.”

Jako odpowiedź podam przykład. Dinesh de Souza, Hindus w swojej książce „Listy do młodego konserwatysty” opisuje rozmowę ze swoim znajomym spoza USA, który chce do USA pojechać. Gdy de Souza pyta dlaczego, słyszy odpowiedź: „bo chcę żyć w kraju, gdzie ludzie biedni są GRUBI….”

„Widać jednak, ze jesteś ekonomistą, który o życiu nie wien NIC.
Większość ludzi jeśli mają stałą pracę, trzyma sie jej rękami i nogami. Bo gdyby ją porzucili - TRUDNO byłoby im znaleść nową.”

Otóż wiem co nieco. Niedawno szukałem pracy i ledwo znalazłem staż. Ale nie przestaję przez to myśleć. Wiem, że przyczyną jest ZBYT MAŁA aktywność przedsiębiorców-kapitalistów, którzy nie tworzą miejsc pracy, bo ze względu na podatki i regulacje NIE OPŁACA IM SIĘ TO, bo prawo polskie im przeszkadza!!

Raz jeszcze zaznaczam - NIE BRONIĘ POLSKIEGO MODELU GOSPODARKI ale WOLNORYNKOWYCH ELEMENTÓW, które skądinąd występują.

„Nie tylko chciwi.
Może Ty (bez obrazy) byłbyś skłonny coś wynaleść TYLKO z chciwości.
Ale są ludzie, którzy potreafia to robić nie z chciwości.
Skoro taka jest Twoja moralność, i takie masz zdanie o ludziach, to przestaję się dziewić WSZYSTKIEMU co tu powypisywałeś.”

Nie obrażam się, ale widzę, że Pan Tomasz nie rozumie. Jak każdy socjalista. Ludzie BYWAJĄ ŹLI I LENIWI i TRZEBA SIĘ Z TYM LICZYĆ!!! Nie wolno budować swojej teorii na myśleniu - „damy władzę dobrym i pracowitym i będzie ok.” NIE BĘDZIE!!! Bo trzeba wziąć pod uwagę, że ludzie bywają źli. Wolnorynkowy kapitalizm nikomu nie zabrania wynalazczości i pracy z altruizmu a jedynie LICZY SIĘ Z TYM, że nie wszyscy są tacy. Ale nawet chciwców za pomocą zysku goni do pracy na korzyść społeczeństwa - jeśli bowiem zakładamy poszanowanie własności prywatnej w wolnorynkowym kapitalizmie nie można się dorobić inaczej jak dostarczając klientom coś co sami, z własnej woli będą chcieli kupić.

„Są też tacy, którzy nie są leniami.
Myślisz kategoriami wyłącznie KAPITALISTYCZNYMI - zrobię coś, jak mi dacie kasę. Wstydziłbyś się.”

Oooo widzę, że konsekwentnie przeszliśmy na Ty??? Ja sobie nie przypominam, jeśli uchybiłem, przepraszam, ale na Ty z Panem nie przejdę. Póki co. Otóż nie wstydzę się, gdyż nigdzie nie napisałem, że robię wszystko tylko dla zysku pieniężnego. A Pańskie odczytanie mojego stanowiska to typowy efekt lat komunistycznej propagandy uprawianej i z trybun i z katedr na uniwersytetach…

„OOOO nie, NIE ŚLEPE tylko SPRAWIEDLIWE.”

Dobrze, nie ślepe, ale i nie sprawiedliwe. ARBITRALNE. Kim Pan jest by oceniać, że po równo to sprawiedliwie???? A może właśnie nierówność jest sprawiedliwa?? Nie mówię, że tak jest, ja po prostu nie czuję się taki mądry by szermować tak wielkimi słowami. Ale czy na pewno sprawiedliwie jest zabrać temu, kto całe życie ciężko na sukces finansowy pracował i dać komuś kogo jedyną zasługą dla społeczeństwa jest to, że jest BIEDNY???? Otóż biednym NALEŻY POMAGAĆ, ale nie należy nikogo do tego ZMUSZAĆ.

„Kapitalizm nastał po feudaliźmie, gdzie bogaci wzbogacali się dzieki uciskowi poddanych chłopów.
Później - wraz z postępem technologii stać było WŁAŚNIE TYCH, którzy chłopów krzywdzili na to, by wybudować fabryki, lub je kupować. DZIĘKI CZEMU było ich stać ??????
Dzięki teu, że przez setki lat ich rodziny wyzyskiwały poddanych jak niewolników - pańszczyzna, etc.
Co na to powiesz ?????
KTO tutaj jest złodziejem ????????
Kto kradł ??????
Farbrykanci i inni właściciele stali sie bogaci dzieki swojej krwawicy ?????
Dzięki własnej pracy w pocie czoła ??
Czy dzieki BESTIALSKIEMU wyzyskowi poddanych ????????????
I oni mają prawo być właścicielami ???? I decydować w dodatku jeszcze o losie całych rzesz ??? (zwolnię albo nie zwolnię, bo mi się nie opłaca trzymać dalej tylu pracowników).”

I tu wychodzi kilka problemów. Otóż jak wcześniej napisałem, nie popieram polskiej metody prywatyzacji i w takiej jej krytyce może być sporo racji. Jednak w powyższej krytyce kapitalizmu w XIX wiecznej Anglii są SAME BZDURY.

Po pierwsze w Anglii przedsiębiorcy-kapitaliści byli NOWĄ klasą. Znienawidzoną przez starą arystokrację, która NIE CHCIAŁA się babrać przedsiębiorczością tylko chciała dalej czerpać dochody z ziemi. Ponadto chłopi byli wyzyskiwani w feudalizmie i fabryki były dla nich SZANSĄ NA LEPSZE ŻYCIE. Fabryki produkowały TANIE MASWE TOWARY DLA BIEDNYCH!!! Proszę tylko popatrzeć na przyrost ludności w krajach kapitalistycznych. Dziwne?? Otóż dzięki fabrykom robotnicze dzieci NIE UMIERAŁY Z GŁODU do MOGŁY PRACOWAĆ i wytworzyć dobra dla siebie. TAK, TO SMUTNE, ale NIE ŻYJEMY W RAJU I MUSIMY TO ZROZUMIEĆ.

„Niech bogaci oddadzą to, co ZABRALI.”

Jak pisałem wyżej, jeśli udowodni się KOMU KONKRETNIE zabrali - POPIERAM.

„Ale mamy prawo odebrać to, co było nasze.”

Gratuluje Panu BEZPODSTAWNEGO DOBREGO SAMOPOCZUCIA. Otóż ja NIE ŚMIEM twierdzić, że mam JAKIEKOLWIEK prawo do fabryk powstałych za PRL. Prawo mają do nich TYLKO ich ROBOTNICY. Jeśli nie jest Pan jednym z tych robotników, to obawiam się, że jest Pan TAKI SAM JAK Ci, co ich Pan krytykuje, że rozkradli. Oni też mówili i mówią, że pewne zakłady MUSZĄ BYĆ SPOŁECZNE - po czym wstawiają na stołki dyrektorów swoich ludzi i zamiast PRYWATYZOWAĆ ZAKŁADy PRYWATYZUJĄ ZYSKI!!! To szczyt hipokryzji!!!

Gwoli wytłumaczenia - z innych wypowiedzi Pana Tomasza wnioskuję, że nie zdaje sobie sprawy z powyższych konsekwencji swego stanowiska, i nie jest taki jak TAMCI, jednak dobre chęci Panie Tomaszu nie zwalniają z badania konsekwencji swoich poglądów.

„I teraz jeszcze wżniejsze pytanie będzie.
Wiesz na pewno jak brzmi 5 te przykazanie Boże : Nie zabijaj.
Ludzie z powodu kapitalizmu UMIERAJĄ :
- bezdomni na mrozie
- ojcowie rodzin odbierają sobie życie, bo sprawił to system kapitalistyczny
- ludzie w oczekiwaniu na karetkę (bo pan Buzek wprowadził tak "wspaniałą" reformę, oraz dlatego, że nie ma pieniędzy w kapitaliźmie na służbę zdrowia. Pogotowia ratunkowe utzrymują, ze nie przyjadą, bo nie mają pieniędzy a dany obszar to nie ivh rewir. A tam umiera człowiek. Chorego, który sam zgłosi się na pogotowie odsyła się do innych placówek i do lekarza ogólnego po skierowanie - w środku nocy - aż w końcu taki człowiek UMIERA bo mu nie udzielono pomocy. Czy za socjalizmu było coś takiego ?)”

Otóż po pierwsze nie z powodu kapitalizmu, tylko z powodu braku pomocy ze strony ludzi. Ja nie piszę, że „socjalizm kradnie”, tylko, że socjalizm to system, gdzie ludzie legalnie kradną. Co do bezdomnych na mrozie to są noclegownie i mogą tam iść, często sami nie chcą - czy to wina bogatych????

Co do ojców rodzin - przyczyn może być wiele, ale główną może być BRAK PRACY a więc ZA MAŁO PRZEDSIĘBIORCÓW i ZA MAŁO KAPITALISTÓW!!! A nie za dużo.

Co do SŁUŻBY ZDROWIA to dziękuję za przyznanie mi racji. Jak pisałem wcześniej NFZ jest PAŃSTWOWY a nie prywatny. Większość szpitali to samorządowe lub państwowe. A karetki należą do PAŃSTWOWEGO POGOTOWIA. I nie jest tu winny RYNEK, którego w tym sektorze NIE MA, ale ludzka chciwość, o której NIGDY NIE PISAŁEM, że jest DOBRA. Pisałem jedynie, że trzeba ją BRAĆ POD UWAGĘ. A co do „reformy pana Buzka” to nie był wolnorynkowy kapitalizm, gdyż kasy chorych były PAŃSTWOWE.

Więc jak to jest Panie Tomaszu??? Na niedomagania państwa proponuje Pan WIĘCEJ PAŃSTWA!!!! Czy to aby rozsądne?? Tak na zdrowy rozum???

A co do czy za PRL było coś takiego - to nawet jeśli BYŁO, to i tak nikt by o tym nie wiedział, bo nie było wolnej prasy - być nie może, bo z definicji nie ma prywatnej własności, także drukarni. W związku z czym w socjalizmie NIKT NIKOGO nie poinformuje o takim „sukcesie”… Czy to znaczy, ze go nie było?? Pragnę przypomnieć, że za komuny nawet jak ktoś miał forsę na rachunki to kaloryfery były zimne, w domu ciemno bo 20-ty stopień zasilania, a w sklepach ocet… Wypas….

„Wyobraź sobie, że jesteś w gronie kilkorga ludzi rozbitkiem na szalupie na pełnym morzu.
Jeden z Was jest ciężko chory. Jeśli natychmiast nie dostanie odpowiedniego leku - umrze.
Inny jeden tylko z was posiada ten lek. Ma go nawet w nadmiarze.
Nie chce go podać choremu (mimo, że sam nie jest chory), bo twierdzi, że to JEGO lek i jego włsność.
Patrzyłbyś na to z założonymi rękami, czy wraz z innymi rozbitkami zmusił byś tego skąpca, by ów lek dał choremu, który jest umierający ???
Jeśli tego nie zrobisz - można powiedzieć, ze zabijesz człowieka, bo przyczynisz się do jego śmierci.
Ale wg. Ciebie temu, któremu odebrano by jakąś ilość tego leku stała by się "krzywda".
CO jest większym złem ???
Zastanów się.”

Już w poprzednim poście pisałem, że w konkretnej sytuacji popieram kradzież dla ratowania życia. Trzeba było uważnie przeczytać mój poprzedni post.

„Możemy jedynie pomagać ludziom w potrzebie z własnych środków,
----------
Ilu to czyni ?
I czy to zwalcza ubóstwo i zeszmacenie i upodlenie ludzi, jakiego dokonał kapitalizm ???”

A ilu nie ma na to pieniędzy, bo państwo zabiera POŁOWĘ DOCHODU?????

Pan, Panie Tomaszu chce, by zabrało 90%, czy to aby rozsądne? A co do charytatywności - no właśnie - ilu?? Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Caritas i inne fundacje - jest ich trochę.

Ale problem jest inny - jeśli teraz w Polsce z TAKIMI PODATKAMI wciąż NIE MA PIENIĘDZY NA NAJBIEDNIEJSZYCH. To JAKIM CUDEM będzie lepiej gdy zabrniemy w to bagno??? Jeśli już teraz urzędnicy z MOPSÓW POWOŁANI do walki z biedą nie wygrywają, a są pieniądze, bo w mojej okolicy niedawno wybudowano BLOK SOCJALNY, a więc są środki. Jeśli teraz jest źle, to danie większej ilości kasy TYM SAMYM urzędnikom ma pomóc???? Proszę….

?

„Bo prawo ustanowiło by sie tak, by im nie służył. Tylko ZARÓWNO im jak i pozostałym.
Poza tym - ja osobiście jestem jak najbardziej za czymś takim, jak połączenie chrześcijaństwa z socjalizmem, tylko czy inni się na to zgodzą (choćby Ci obrzydliwie bogaci, których tak bronisz. Ilu z nich jest wierzącymi ?) ?”

W XIX wieku przedsiębiorcy często byli wierzącymi protestantami (w Anglii i USA, bo przedsiębiorcy w Niemczech byli pupilkami władz państwowych i tego kapitalizmu wcale nie popieram). A co do bogatych, to bronię nie tylko ich, ale WSZYSTKICH WŁAŚCICIELI, którym nie udowodniono jakiemu INNEMU WŁAŚCICIELOWI KONKRETNIE zabrali.

Tak, prawo by ustanowiło… SAMO BY SIĘ USTANOWIŁO????

Co do połączenia chrześcijaństwa z socjalizmem - proszę poczytać co encykliki papieskie o tym piszą. Jak ktoś nie chce się zagłębiać, bo dużo, to polecam książkę Bp Reinharda Marxa „Kapitał” (nie, nie KarolaJ ).

To właściwie tyle. Panie Tomaszu, jeśli poczuł się Pan urażony, to przepraszam, ale po prostu zależy mi podobnie jak Panu aby w Polsce i na świecie było lepiej. Różnimy się jednak diametralnie w ocenie prawidłowych środków do osiągnięcia tego celu. Tyle. Pozdrawiam.

31.01.2010, 14:29

W literaturze krytykującej „odrzucenie” prawa rynków Saya przez J.M. Keynesa można spotkać argument, że dla jego zobrazowania Keynes w „Ogólnej teorii…” użył dość niefortunnego cytatu z J.S. Milla. Śmiem nie zgodzić się z tym podejściem. Cytat z „Zasad ekonomii politycznej” Milla dość dobrze oddaje istotę prawa rynków. Mill argumentuje w nim, że środkami zapłaty za towary są inne towary, oraz, że podwojenie podaży dostarczanej na rynek przez producentów zwiększyłoby dwukrotnie ich siłę nabywczą. O ile należałoby dodać założenie o niezmienności preferencji w miarę wzrostu dochodu, to argumentacja Milla wydaje się być poprawna. Prawdziwy problem u Keynesa pojawia się nieco niżej, na tej samej, 19. stronie polskiego wydania „Ogólnej teorii…”. Otóż jest tam cytat z A. Marshalla, w którym angielski neoklasyk twierdzi, że każdy człowiek nabywa pracę tak samo, wydając pieniądze na konsumpcję, jak i je oszczędzając. Keynes uważa to za oczywistą kontynuację stanowiska Milla. Nic bardziej błędnego! Nie dość, że drugi cytat wcale nie wynika z pierwszego, to jeszcze Mill w innej części swego dzieła pisze coś wprost sprzecznego z tezami Marshalla:

Tym, co utrzymuje i zatrudnia siłę roboczą jest kapitał udostępniony jej do pracy,  a nie popyt nabywców dóbr przez powyższą pracę i kapitał wytworzonych. Popyt na dobra nie jest popytem na siłę roboczą. Popyt na dobra określa, w której gałęzi produkcji praca i kapitał zostaną użyte, określa kierunek pracy, ale nie samą pracę czy utrzymanie(płacę) tej pracy. Powyższa kwestia jest uzależniona od zasobu kapitału, lub innych funduszy bezpośrednio przeznaczonych na utrzymanie  siły roboczej.

Tak więc głównym problemem Keynesa nie wydaje się być to, iż czytał Milla a nie Saya, ale to, że nawet Milla czytał niedokładnie… Jak mawiał o Cambrigde’czyku Hayek – „Keynes to bardzo oczytany człowiek, wydaje się jednak, iż najmniej oczytany jest w ekonomii…”

06.01.2010, 19:20

Jakub Woziński, autor skądinąd ciekawej pracy o hayekowskiej zradzie prakseologii udostępnionej niedawno na mises.pl
na swym blogu krytykuje również innych zdrajców, tym razem wśród libertarian. Nie jest w tym osamotniony. Jest trochę radykałów
nawołujących do niepobierania pieniędzy od lewiatana. Jeśli ktoś chce, może szukać sobie sponsora, albo jeśli ma szczęście, to przebije się
przez gąszcz biurokracji i założy firmę albo znajdzie pracę. Tylko czy aby wtedy będzie miał czas i możliwości pracy naukowej? Albo czy
jego głos będzie brany pod uwagę w dyskusjach na uczelniach? Jasnę, że możemy machnąć ręką na "masy" na wyższych uczelniach ekonomicznych
i apelować do elity, tylko do czego doprowadziło w polityce takie podejście Korwina? Poza tym argumenty radykałów o "kolaboracji" można
poprowadzić dalej. Na przykład - libertarianinem hipokrytą jest każdy kto płaci podatki - bo umożliwia lewiatanowi działanie. Albo "l-h" jest każdy,
kto zakłada działalność gospodarczą zgodnie z prawem, bo to prawo niesprawiedliwego państwa, no i jak wyżej - legalność oznacza płacenie PIT,
CIT, VAT itd. No kolaboracja jak nic :)... Mało tego - zdrajcą libertarianizmu jest każdy kto kupuje większość towarów w legalnych sklepach!!!
A VAT w towarach?? No zdrada... Prawdziwy libertarianin powinien nie tylko produkować w szarej strefie, ale i w niej kupować!!
Dobrze, dość sarkastycznej krytyki konsekwencji radykalnego stanowiska. Co do korzystania z państwowych posad - to chyba lepiej dla sprawy
wolności, aby libertarianie, świadomi ułomności i moralnej wadliwości ustroju dostawali pieniądze na państwowych uczelniach i uczyli o tym studentów,
chyba lepiej, żeby o pieniądze depozytariuszy w bankach dbali "austriacy" niż beztroscy keynesiści itp. Chyba lepiej, żeby biznesman starający się
o koncesję spotkał w urzędzie sympatyka przedsiębiorczości niż socjalistę... Jasne, że istnieje zagrożenie, że libertarianie mogą zmienić zdanie siedząc
na państwowej posadzie, ale czy przymierając głodem na prywatnej nie mogą zmienić zdania?? Zagrożenie jest, owszem, ale uważam, że nie powinniśmy
przesadzać - Rothbard też popierał Buchanana a nie kandydata libertarian, z przyczyn taktycznych. Podobnie moim zdaniem powinniśmy podchodzić
do "współpracy" z lewiatanem. Pobierajmy odeń pieniądze i wykorzystujmy przeciw niemu. Nie zapominajmy kim jesteśmy i o co walczymy. Jednak
dopóki od naszej jednostkowej decyzji nie zależy dalszy interwencjonizm, nie powinniśmy rzucać sobie dodatkowych kłód pod nogi. I innym też, bo
nie łudźmy się, socjalistów na nasze miejsca na państwowych posadach nie brakuje... 

28.12.2009, 19:55

Artykuły Krzysztofa Śledzińskiego i Wiktora Wojtylaka, dostępne pod linkami:

http://liberalis.pl/2009/02/18/krzysztof-sledzinski-wlasnosc-intelektualna-to-kradziez/

oraz 

http://liberalis.pl/2009/03/06/wiktor-wojtylak-wlasnosc-intelektualna-to-kradziez-czy-aby-na-pewno/

to dość ciekawa lektura. Sam temat własności intelektualnej nie bardzo mi „leży” niemniej jednak chciałbym w tym wpisie podzielić się krytycznymi uwagami wobec obu tekstów.

Krzysztof Śledziński we fragmencie „Inni ludzie  pisze, iż prawa własności intelektualnej podważają prawa do dóbr materialnych poprzez danie roszczenia do własności innych dóbr. O ile obserwacja ta jest właściwie trafna, to nie wydaje mi się, żeby stanowiła argument przeciw własności intelektualnej. Dlaczego? Dlatego, że jest to cecha każdego prawa własności. Weźmy moje prawo samoposiadania – ogranicza ono prawo każdego innego człowieka do posiadania i używania jego broni – nie może przecież użyć jej by mnie zamordować. Albo moje prawo do gruntu ogranicza cudzą własność samochodu – nie może ot tak wjechać na moje podwórko. Tak więc argument o podważaniu praw własności może być bronią obosieczną, użytą przez „wolnościowców” przeciw każdej formie własności, jako do pewnego stopnia ograniczającej wolność(własność) innych. Uprzedzając ewentualną odpowiedź, zdaję sobie sprawę z różnicy pomiędzy przedmiotami praw własności – dobra rzadkie vs nierzadkie(w. intelektualna). Uważam jedynie, iż argument o naruszaniu własności „stanowiącej prawne podstawy” może być użyty przeciw każdej formie własności, co więcej, zawiera błąd petitio principii, gdyż zakłada „gorszość” własności intelektualnej, co wywód ma dopiero wykazać.

Wiktor Wojtylak we fragmencie „Ekskluzywność i rzadkość ekonomiczna dóbrrozważa przesłanki ochrony własności. Wyciąga wniosek, że ziemia jest chroniona prawem własnościtylko ze względu na ewentualną utratę innych dóbr materialnych, a nie ze względu na rzadkość samej ziemi”. Obawiam się, że to tylko teza. Argumenty użyte w cytowanym przeze mnie akapicie są utylitarystyczne, więc zwolennicy naturalności praw własności raczej by się na nie nie powołali(ewentualnie pełniłyby rolę pomocniczą) – wciąż bowiem ziemia jest rzadka w tym sensie, że jednego kawałka ziemi nie mogą używać dwaj właściciele na dwa sposoby naraz. Ziemi samej przez deptanie nie ubywa, ale może właściciel nie życzy sobie, żeby obcy w ogóle chodzili po jego ziemi, gdyż zamarzył sobie jej użytkowanie jako ugoru. Takie rozważania wydają się być tylko psychologicznymi implikacjami już istniejących praw własności, nie mogą jej uzasadniać (mogą ewentualnie wskazywać dodatkowe korzyści z niej płynące).

Zdaniem Wiktora „prawa do własności intelektualnej można bronić w zupełnie analogiczny sposób”. Może i można, ale moim zdaniem nieskutecznie. W ten sam sposób można bowiem argumentować za ograniczeniem konkurencji i przymusową monopolizacją. Przypuśćmy, że piekarz (którego sam Wiktor wspomina) ma piekarnie w dzielnicy, gdzie właśnie wybudowano osiedle. Cieszy się, bo zyski wzrosną. Tymczasem ktoś otwiera obok piekarnię. I mamy problem – stary piekarz domaga się zamknięcia nowej piekarni, bo pozbawia go ona zysków od nowych klientów. Na gruncie argumentacji Wiktora ma on rację i sprawa jest w impasie (może spytajmy Coase’a co zrobić?:) ). Można ją rozstrzygnąć tylko odwołując się do elementarnego prawa własności do obecnych dóbr rzadkich, a nie do ewentualnych zysków jakie mogą zaistnieć w przyszłości.

 

13.12.2009, 15:50

Na długie jesienno-zimowe wieczory postanowiłem drogim gościom austriaków.pl polecić książki o wydźwięku ekonomiczno-libertariańskim. Pierwsze dwie zagranicznych autorów i o nieco mylących okładkach. "Mafia sycylijska" Diego Gambetty i "Mafia rosyjska" Federico Varese po wyglądzie okładek mogą być uznane za zbiór dowcipów - odpowiednio palermiańskich i moskiewskich. Nic bardziej błędnego. To naukowe i rozbudowane analizy funkcjonowania prywatnych agencji ochrony w ramach kiepsko skonstruowanego i egzekwowanego państwowego systemu prawnego. Analiza ciekawa i posiadająca obszerną literaturę(u Gambetty jest Rothbard :) ). Z kolei trzecia książka to dzieło rodzimego autora Szczepana Twardocha "Zabawy z bronią". Świetna odtrutka na film pewnego Amerykanina o tym samym tytule. Zawiera ciekawe przemyślenia autora dotyczące nie tylko polityczno prawnych kwestii dotyczących broni ale także rozważania kulturowe i praktyczne. Tak żem sobie pomyślał, że zrobię tym książkom reklamę. Warte są tego (moim zdaniem).

20.11.2009, 16:18

Nieodmiennie denerwuje mnie reklama Pepsi, w której znani piłkarze kradną ludziom różne rzeczy, między innymi Pepsi, a na sugestię, żeby je zwrócili, bodajże Lampard odpowiada "zagrajmy o nie". Ten motyw bardzo mi przypomina podejście Ronalda Coase'a do kwestii negatywnych efektów zewnętrznych. Gdy osoba A emituje takie efekty wobec własności osoby B i tradycyjne podejście radzi powstrzymać bądź ukarać A, Coase mówi "nie, niech się licytują"... Zamiast kary dla winnego naruszenia cudzej własności, Coase proponuje rachunek kosztów, bo być może krzywdzicielowi powstrzymanie go wyrządzi większą szkodę niż wyrządziłby on osobie B. Pomijając już kwestie niemożliwości kalkulowania subiektywnych użyteczności razi odrzucenie już na początku tradycyjnych zasad odpowiedzialności jako na pewno nieefektywnych. Richard Posner idzie w ślady Coase'a, ale świadom trudności w kalkulacji subiektywnych kosztów proponuje liczenie jedynie strat pieniężnych. Powoduje to (moim zdaniem słuszne) oskarżenia ze strony prawników o postulowanie "prawa dla bogatych". W swoich wywodach Posner powołuje się na sędziego Learneda Handa i jego formułe, która wyłącza odpowiedzialność za szkodę, jeśli koszty jej uniknięcia były "zbyt" duże względem prawdopodnego jej nastąpienia. Czy to nie dziwne, że właśnie sędzia Hand wystąpił kiedyś przeciw rynkowemu  monopoliścię - Alcoa, za rzekome praktyki monopolistyczne? Jaki ten świat mały:)

17.05.2009, 19:45

Jakiś czas temu miała miejsce na tym portalu dyskusja na temat teorii procentu. Chciałbym wrócić do tego tematu, choć niekoniecznie do tamego przedmiotu dyskusji jakim była krytyka i teoria Guido Hulsmanna. Tym razem chciałbym poruszyć nieco inny problem. Otóż moim zdaniem (i prosiłbym o komentarze tych, którzy mają inne zdanie, bo mogę się mylić:) w austriackiej literaturze dotyczącej preferencji czasowej i procentu jest trochę sformułowań, które mogą wprowadzić w błąd i ze względu na sposób formułowania zaciemniają problem. Mises pisał, że procent, to "price ratio"(stosunek cen?) dóbr teraźniejszych do dóbr przyszłych. Jest to wynik wartościowania dóbr teraźniejszych wyżej niż przyszłych, którego dowodem zdaniem Misesa jest samo działanie człowieka, którym człowiek udowadnia, że chce coś zrobić/miec szybciej niż później(do krytyki tego podejścia odsyłam do artykułu Hulsmanna o teorii procentu). Co więcej - często, choć nie zawsze teorię procentu przedstawia się tak, jakby ludzie wartościowali dobra przyszłe jako agregat porównując je ze zagregowanymi dobrami teraźniejszymi. Tymczasem(co podkreślił w swoim wykłądzie J. Salerno) ludzie dokonując wyborów mieszają w swej hierarchii dóbr dobra teraźniejsze z przyszłymi. I czy można z faktu, że chcę pewną książkę kupić teraz i nie zamienię pieniędzy na nią przeznaczonych nawet na lokatę o 30% zysku, wyciągać wniosek, że mam wysoką jakąś ogólną preferencję czasową? Jest jeszcze jedna kwestia u Misesa, z którą się nie zgadzam. Otóż w Ludzkim Działaniu jest napisane, że w przypadku deflacji ażio cenowe może być ujemne do tego stopnia, że cała pożyczka będzie ujemnie oprocentowana. Nie  zgadzam się z tym stanowiskiem i za chwilę o tym dlaczego. Teraz trochę kwestii, z którymi się zgadzam. Bob Murphy w swoim wykładzie stwierdził, że procent jest zjawiskiem przede wszystkim pieniężnym. Jest to stosunek dzisiejszych cen dóbr przyszłych do "jutrzejszych" cen 

dóbr przyszłych. Kluczową kwestią są tu ceny, zjawisko pieniężne. Następnie Bohm-Bawerk pisał, że dobra dzisiejsze mają inny zakres zastosowań niż dobra przyszłe. 

Niestety nie poszedł tym  tropem w swej koncepcji preferencji czasowej. Tymczasem 

łącząc oba stanowiska można zauważyć,  że  100 j.p. dzisiaj ma wyższą wartość niż 

100 j.p. jutro. Dlaczego? Dlatego, że dzisiejsze 100 jp ma wszystkie zastosowania jutrzejszych 100 plus te, które ma dzisiaj. "Moc zbioru" 

zastosowań dzisiejszych 100 jp jest większa od jutrzejszych 100 jp. To właśnie ta różnica

jest źródłem procentu. Ludzie wartościują możliwości, które pojawiają się w czasie. 

Te możliwości można realizować przy pomocy pieniądza. To właśnie możliwości zastosowania

pieniędzy w czasie są przedmiotem transferu a ich ceną jest procent. Tak mi się wydaje:) 

Dlatego ujemne ażio cenowe nigdy nie "zbije" procentu brutto do wartości ujemnej. Jedyne 

co może to zrobić, to koszty trzymania pieniądza, ale specyficzne - np częste kradzieże 

w danej okolicy - czyli nie koszt alternatyny, ale realny koszt w postaci ryzyka utraty.

To tyle na razie, w najbliższej przyszłości postaram się napisać więcej. Zapraszam do komentowania:)

 

12.05.2009, 09:41

Chciałbym nawiązać do poprzedniego wpisu i dyskusji o 100%GS i FRFB. Rozmawiałem kilka dni temu z kolegą, który podzielił się ze mną pewnym spostrzeżeniem dotyczącym argumentacji freebankerów. Miał je tu sam zamieścić, ale skoro jak widzę tego nie zrobił zrobię to za niego. Otóż zauważył, że freebankerzy popierają pomysł zwiększenia podaży środków fiducjarnych(inside money) jako odpowiedź na wzrost popytu na pieniądz. Jednak zdaniem Marcina Zielińskiego(bo tak się ów kolega nazywa - pozdro Marcin:), nie ma powodów aby taka sytuacja miała nastąpić. Jasne, że przy braku zaufania do banków i w momencie kryzysu może wzrosnąć popyt na outside money, czyli kruszec. Ale tego popytu nie da się zaspokoić emisją środków fiducjarnych. Muszę przyznać, że nie przychodzi mi do głowy scenariusz znacznego wrostu popytu na takie badziewie jak środki fiducjarne:) Może pomożecie Marcinowi i mnie??

30.01.2009, 11:07

Drodzy Austriacy. Chciałbym podzielić się z Wami pewnymi przemyśleniami i poznać Waszą opinię na temat dość poważnego sporu w ramach szkoły austriackiej, pomiędzy zwolennikami wolnej bankowości z rezerwami częściowymi(fractional reserve freebanking - FRFB) a zwolennikami 100% standardu złota.

1. Bliska mi jest idea pełnego pokrycia depozytów, jako sytuacji nie budzącej wątpliwości natury etycznej, jednak uważam za słuszny argument zwolenników FRFB, że na wolnym rynku mogą się pojawić transakcje o charakterze zobowiązań do wypłaty określonej sumy na żądanie i wtedy 100% rezerwa nie będzie konieczna. Nie będzie to bowiem kontrakt polegający na przechowaniu cudzej własności, tylko kontrakt obciążający własność banku, który będzie musiał wypełnić to zobowiązanie w chwili wezwania od uprawnionego podmiotu. Ryzykiem banku będzie, jakie rezerwy przeznaczy na pokrycie tego długu. Moim zdaniem ta konstrukcja jest słuszna i niezbyt przekonuje mnie argumentacja Hoppego z "Against fiduciary media", że zakłada ona dwóch właścicieli jednej rzeczy. Moim zdaniem włąścicielem pieniędzy w takim kontrakcie jest bank, a klienci są jedynie uprawnieni do uzyskania na żądanie od banku pewnej sumy pieniędzy - nie określonego depozytu, ale sumy płaconej obojętnie jaką np.sztabką złota, byle nominalnie odpowiadała wartości zobowiązania banku.

2. Nie przekonuje mnie jednak argumentacj zwolenników FRFB dotycząca pożyteczności środków fiducjarnych jako "sił szybkiego reagowania" na wzrost popytu na pieniądz. Zwolennicy FRFB twierdzą, że system 100% standardu nie będzie w stanie szybko odpowiedzieć na wzrost popytu na pieniądz, lub jego późniejszy spadek, podczas gdy banki w ramach FRFB będą w stanie "szybko" wyemitować pieniądz fiducjarny i zaspokoić tym samym rosnący popyt. Moim zdaniem to nieco błędne podejście. Popyt na pieniądz nie jest zjawiskiem takiej samej natury jak popyt na inne dobra. Popyt na środek wymiany kształtuje się w ramach pewnej sytuacji rynkowej, określonej struktury cen. Jeśli wzrośnie, to dlatego, że ludzie w ramach obserwowanej i antycypowanej struktury cen podjęli decyzję o zwiększeniu sald gotówkowych. Jeśli banki szybko wyemitują więcej pieniądza fiducjarnego, to po pierwsze zmienią dane rynkowe, w ramach których ludzie podjęli decyzję o zwiększeniu popytu na środek wymiany, a po drugie może to spowodować dodatkowy wzrost popytu na pieniądz, w odpowiedzi na wzrost ilości pieniądza. Tak więc nie jestem przekonany do tego argumentu zwolenników FRFB.

06.01.2009, 15:08

Autor:

pseudonim:Sebastian
imię i nazwisko:Ryszard Jacek Kubisz
pozycja w rankingu:1
punkty:154
średni wynik z testów:87.25%
dodanych linków:1

O blogu:

Olej Rzepakowy SMACZNY I ZDROWY!

Polecam:

© 2008; kontakt: kliknij, by zobaczyć e-mail