Hardkorowi korwiniści oraz ekonomiści-amatorzy w rozmowach na temat podatków zawsze podkreślają, iż "ostatecznie wszystkie podatki płaci konsument", jakoby wszelkie nałożone przez państwo daniny ci podstępni i chciwi kapitaliści w magiczny sposób przerzucali na Bogu ducha winnego konsumenta. A ten, nieświadomy, bez zastanowienia, płaci te podatki zawarte w wyższych cenach dóbr i usług. Niestety, z punktu widzenia ekonomisty jest to kompletna bzdura. Jako, że rząd dobrodzieja Tuska już zapowiedział podniesienie stawek VAT, co natychmiast odbiło się echem w postaci wysypu artykułów nt. tego Ile drożej będziemy płacić w sklepach?, musimy skrobnąć parę słów o tak egzotycznych terminach jak krzywa popytu, elastyczność popytu, rentowność i suwerenność konsumenta.
Otóż pierwsza rzecz - jeśli producentowi jest tak łatwo podnieść cenę towaru, że podnosi ją z automatu gdy wzrośnie podatek VAT - to dlaczego nie zrobił tego wcześniej? przecież mógłby zarobić większe pieniądze. Skoro konsument jest (w opinii korwinistów i ekonomistów-amatorów) tak głupi, że będzie kupował po wyższej cenie, płacąc ten "przerzucony na niego" podatek - to przecież równie dobrze może kupować po wyższej cenie, gdy wyższego podatku jeszcze nie było. ALE TAK SIĘ NIE STANIE. Ceny nie zależą od stawek podatków, ani od kosztów (jak chcieliby tego marksiści i inni wyznawcy laborystycznej teorii wartości). Ceny zależą od podaży i popytu. Konsument jest całkowicie suwerenny w swojej decyzji. Stąd też kupuje po takiej cenie, jaką uważa za słuszną i zgodną ze swoim wartościowaniem. Producent to wie, i tak ustala cenę swoich dóbr i usług, by zmaksymalizować przychód. Jeśli zażąda ceny wyższej, niż rynkowa - wielkość sprzedaży spadnie, pomniejszając przychód. Stąd też nie może manipulować sobie wysokością ceny, nie biorąc pod uwagę zachowania konsumentów!
Stąd też VAT pozornie doliczany do ceny towaru sprzedawanego konsumentowi nie jest płacony przez tego ostatniego, lecz przez producenta, dla którego jest to podatek od dochodu! Po prostu, jeśli rynek ustala cenę na 2 zł (prosta, okrągła kwota, wygodna do uiszczenia przez klienta), to producent płaci od każdej sprzedanej jednostki dobra 44 gr. podatku - jest to jego dodatkowy koszt, poza kosztami wyprodukowania dobra. Teraz, jeśli VAT wzrośnie o 1 pkt. proc., nie oznacza to, że automatycznie producent będzie żądał 2 zł 2 gr ! Jeśli popyt na dane dobro jest wysoce elastyczny powyżej 2 zł, to podniesienie ceny spowoduje spadek sprzedaży do tego stopnia, że przychód będzie niższy niż poprzednio! A gdyby popyt nie był elastyczny, to producent już dawno zażądałby wyższej ceny, a nie czekał aż rząd podniesie podatek. Nowy VAT w kwocie 23% oznacza, że producent od kwoty 2 zł jaką otrzyma za dane dobro zapłaci już nie 44 gr a 46 gr podatku. Jego koszty wzrosną. Jeśli już były wysokie - taka podwyżka VATu może go zmusić do zamknięcia interesu. Nie zdoła przerzucić podwyżki na konsumenta w postaci wyższej ceny za towar! Przerzucalność w przód to wyjątkowo bzdurny mit. Wyższy podatek oznacza konieczność redukcji pozostałych kosztów - czyli głównie płac pracowników. "Przerzucalność" podatku idzie wstecz! Obciąża czynniki produkcji - pracę. Oznacza niższą siłę nabywczą, którą od tego momentu będą dysponować pracownicy. Do tego niektóre, krańcowe firmy, po podniesieniu VATu, zostaną zamknięte - zmniejszy się podaż dóbr i usług na rynku, a więc po pewnym czasie wzrosną ceny. Trudno to jednak nazwać "przerzuceniem VATu na konsumenta". Traci producent, traci pracownik. Konsument pozostaje suwerenny, obniża się natomiast jego standard życia w wyniku zmniejszenia się wolumenu całości produkcji w gospodarce po upadku firm, których nie było stać na płacenie wyższych stawek VAT.
Nie przeczytacie tego w żadnej gazecie, ani w żadnym serwisie finansowym czy o podatkach. Wiedza na ten temat wśród domorosłych "ekspertów", zarówno z głównego nurtu, jak i reprezentujących środowiska wolnorynkowe, jest mocno wątpliwa - opiera się na zupełnym niezrozumieniu procesu decyzyjnego konsumenta i kształtowaniu się cen. Rozpowszechnione jest przekonanie, że producent sobie ustala cenę "koszt i podatki plus", a konsument bezmyślnie płaci każdą stawkę, jaką podsunie mu wszechmocny wyzyskiwacz.
A właśnie, że nie.
Bibliografia:
- Murray N. Rothbard "Ekonomia wolnego rynku"
- Murray N. Rothbard "Interwencjonizm, czyli władza a rynek"
- Ludwig von Mises "Ludzkie działanie"
01.08.2010, 09:37

W wydanej dwa lata temu znakomitej biografii Ludwiga von Misesa, pióra Jorga Guido Hulsmanna, "The Last Knight of Liberalism" (darmowa lektura możliwa na www.mises.org ), oprócz niezwykle szczegółowego opisu losów (nierzadko dramatycznych) genialnego ekonomisty i analizy jego życiowego dorobku w dziedzinie nauk społecznych, autor prezentuje również historię Szkoły Austriackiej w ekonomii od momentu wydania przez Carla Mengera "Zasad ekonomii" w 1871 r., co, jak wszyscy świetnie wiemy z historii myśli ekonomicznej, wywołało tzw. rewolucję marginalistyczną, do której w tym samym czasie dołożyli się jeszcze Brytyjczyk W. S. Jevons i Francuz Leon Walras. Wykładana na uczelniach historia myśli praktycznie nie akcentuje, czym wyróżniała się rewolucyjna koncepcja Mengera, skupiając się na matematycznych koncepcjach dwóch pozostałych ekonomistów. Jorg Guido Hulsmann klarownie wykazuje, jak bardzo Jevons i Walras zbłądzili, i dlaczego to Menger miał rację.
Problem tkwił w tym, iż Jevons i Walras oparli się na koncepcji UŻYTECZNOŚCI, a więc kategorii czysto psychologicznej, stanowiącej "poziom satysfakcji" dostarczanej przez dane dobro. Im więcej dobra skonsumujemy, tym coraz mniej "użyteczności" czerpiemy z każdej następnej jego jednostki. Zakłada to istnienie jakiejś policzalnej puli bądź poziomu potrzeb, gdzie każde skonsumowane dobro wywołuje ich zmniejszenie. Nie daleko stąd już do paranoi matematycznego wyliczania ogólnego poziomu równowagi użyteczności, mimo iż nijak tej użyteczności nie można zmierzyć.
Tymczasem podejście Mengera nie było psychologiczne, lecz PRAKSEOLOGICZNE, i opierało się na koncepcji WARTOŚCI. Człowiek wybiera między dostępnymi dobrami, opierając się na subiektywnej wartości każdego z nich, jako ŚRODKA do osiągnięcia danego subiektywnego celu. Nie ma tu miejsca na zaspokajanie jakiegoś poziomu satysfakcji - człowiek DZIAŁA poprzez wybór spośród dostępnych środków, by osiągnąć cel - ekonomisty nie interesuje psychologiczny aspekt "zaspokajania" potrzeby. Ekonomistę interesuje tylko homo agens, jednostka działająca. W takim wypadku nie ma miejsca na wykresy funkcji użyteczności i równania równowagi. Dobra są konkretne, w konkretnych ilościach, więc wszelkie wybory oparte są na dyskretnych wartościach (pomijam już niedopuszczalność stosowania przez ekonomistów neoklasycznych funkcji matematycznych do opisu przyczynowo-skutkowego działania człowieka), i dyktowane konkretnym w danym czasie i miejscu celem działania konkretnego człowieka. Oznacza to, że nie istnieje wspólny mianownik wartości poszczególnych dóbr. Nie można porównywać wartości np. jabłek i samochodu, każde wartościowanie jest unikalne i subiektywne. Nie ma tu miejsca dla matematycznych inżynierów społecznych pokroju Jevonsa, Walrasa i Pareto.
Co ma z tym wspólnego Hayek z tytułu? Za chwilę do tego dojdziemy.
Bystry czytelnik z pewnością zauważył już, że koncepcja Mengera nie była psychologiczna, tylko prakseologiczna. Zapyta, dlaczego więc w historii myśli ekonomicznej, Szkoła Austriacka, jeśli się ją w ogóle wspomina, ma przydomek "szkoła psychologiczna", mimo, iż to raczej koncepcje Jevonsa i Walrasa były psychologiczne. Kolejne pytanie - dlaczego historia myśli ekonomicznej wymienia jako głównych przedstawicieli Szkoły Austriackiej Mengera i... Wiesera, pomijając niewytłumaczalnie Eugena von Bohm-Bawerka, autora znaczącego dzieła "Kapitał i zysk z kapitału", oraz jego ucznia, Ludwiga von Misesa? Autor "The Last Knight" odpowiada na to pytanie.
Otóż Friedrich von Wieser, mimo iż był uczniem Mengera, w swej pisaninie (tak można ogólnie określić dorobek tego pana) opierał się głównie na pracach Jevonsa i Walrasa, z biegiem lat mocno odsuwając się od linii Mengera. Jako człowiek charyzmatyczny, ze znajomościami w austriackim świecie akademickim i naukowym, szybko wyrobił sobie pozycję jako "główny przedstawiciel Szkoły Austriackiej" w Europie, mimo, iż pisał w duchu Jevonsa-Walrasa, i praktycznie poza teorią imputacji, nie wniósł niczego sensownego do Szkoły Austriackiej sensu stricte. Jorg Guido Hulsmann jednakże słusznie przypisuje Wieserowi zsyntezowanie wczesnej szkoły austriackiej do szerokiego nurtu neoklasyki - i to właśnie dzięki temu na wykładach historii myśli ekonomicznej słyszymy tylko "Menger, Wieser", gdyż już w latach 20. XX wieku dynamicznie rozwijająca się ekonomia głównego nurtu po prostu zaabsorbowała, dzięki Wieserowi, część teorii Mengera, odrzucając to, co nie było kompatybilne z jej matematyczno-modelowym, statycznym podejściem. Sam Wieser, co świetnie pokazuje autor, błądził w każdym temacie, jaki podejmował, nie różniąc się od ekonomistów neoklasycznych tego okresu.
Niestety, jako szef katedry ekonomii na Uniwersytecie w Wiedniu (zastąpił zmarłego Bohm-Bawerka, prawdziwego kontynuatora tradycji Mengera), Wieser skupił pod swymi skrzydłami wszystkich młodych i aspirujących ekonomistów Wiednia tamtej epoki, w tym właśnie Fryderyka von Hayeka, który pod Wieserem doktoryzował się.
Hulsmann przekonuje, że wpływ Wiesera na dopiero kształtującego swoje rozumienie ekonomii Hayeka był tak wielki, że nawet późniejsza wieloletnia nauka na seminarium Misesa i zażyła, dozgonna przyjaźń z wielkim Ludwigiem, nie mogły już zmienić tego, iż Hayek nie był w swym pojmowaniu ekonomii Austriakiem-mengerystą, jak Mises. Widać to choćby w słynnej debacie kalkulacyjnej odnośnie możliwości racjonalnego gospodarowania w socjalizmie. Podczas gdy Mises opierał swoją tezę o niemożliwości socjalistycznego planowania na bazie mengerowsko-dedukcyjnej:
brak własności prywatnej czynników produkcji oznacza brak rynku; to oznacza brak możliwości kształtowania się cen poprzez działania przedsiębiorców i właścicieli czynników; brak cen oznacza brak obiektywnej prakseologicznie miary wykorzystania zasobów, a więc chaos kalkulacyjny.
Natomiast Hayek wykoncypował, iż problemem jest brak dostatecznej wiedzy u centralnego planisty, by ustalać wszelkie parametry produkcji. Kwestia własności w ogóle nie jest podejmowana. Ale to właśnie własność prywatna jest warunkiem sine qua non, by w ogóle pojawił się rynek i ceny - nośniki informacji dla planowania. Poza tym, brak dostatecznej wiedzy doskwiera również na wolnym rynku u każdego przedsiębiorcy - wszak nie są to istoty wszechwiedzące. Ale rynek, oparty o własność prywatną i działanie ludzi, synchronizuje i harmonizuje wymianę informacji, zwłaszcza informacji "biernej" (ang. tacit), niejawnej, pozwalającej przedsiębiorcom dostosowywać plany produkcji do zmieniających się warunków. Centralny planista, nawet gdyby posiadał CAŁĄ wiedzę o danym stanie gospodarki, nie mógłby racjonalnie planować, ponieważ nie istniałby mechanizm synchronizacji informacji przy ZMIENIAJĄCYM SIĘ nieustannie stanie gospodarki.
Ta właśnie, typowo jevonowsko-walrasowska, statyczna wizja gospodarki, z myśleniem o której Wieser również się utożsamiał, i przekazał Hayekowi, stoi u podstaw nieaustriackiego podejścia Hayeka zarówno do kwestii debaty kalkulacyjnej, jak i wielu innych rzeczy.
Podsumowując:
Mises zrobił z Hayeka liberała. Ale nie udało się mu zrobić z Hayeka ekonomisty.
Dopiero w USA Mises tak naprawdę znalazł ludzi, którzy mogli kontynuować tradycję Szkoły Austriackiej, tradycję Menger-Bohm-Bawerk-Mises. Dzięki osobie Murraya N. Rothbarda, niewyobrażalny ich wkład w nauki społeczne nie został zapomniany, i przeżywa wreszcie należny renesans!
05.01.2010, 20:10
Co się stanie, gdy naturalny instynkt samozachowawczy, manifestujący się w przekazywaniu swojego geno- i memotypu potomstwu, zostanie zachwiany? Człowiek nie jest biomechanizmem, jak zwierzę. Jest autonomicznym organizmem, wyposażonym w cechę szczególną – rozum. Ipso facto – wolną wolę. Siłą rozumu jest w stanie powstrzymać presję genetyczną na posiadanie potomstwa. I co jeśli zostanie zainfekowany „złymi” memami, które będą go utrzymywać w przekonaniu, że dzieci to tylko niepotrzebny balast, że trzeba się samorealizować, że trzeba się bawić i hulać aż do śmierci, przepultawszy ostatniego grosza? Wówczas momentalnym skutkiem będzie podwyższenie się jego preferencji czasowej, i zwiększenie poziomu bieżącej konsumpcji a zmniejszenie zainteresowania dalszą przyszłością. Jeśli wiele osób w ten sposób zacznie myśleć, poziom oszczędności w społeczeństwie spadnie, pójdzie w górę rynkowa stopa procentowa – tym samym proces kapitalistyczny ulegnie spowolnieniu. Jeśli większość społeczeństwa będzie myśleć w sposób, jaki dyktują mu te samobójcze memy, proces kapitalistyczny zatrzyma się, a nawet cofnie – co wywoła spadek poziomu życia, a w rezultacie zużycie kapitału i degenerację cywilizacyjną.
Przez cały okres istnienia ludzkości, te samobójcze memy pojawiały się i próbowały zagnieździć się w świadomości społeczeństw. Zresztą to samo miało miejsce w świecie genów – ale selekcja naturalna przez 90% historii cywilizacji skutecznie eliminowała genetyczne odpady, przynajmniej na tyle, by nie stanowiły balastu dla zdrowej części ludzkości. Jednak memy są znacznie bardziej efemerycznym elementem. Infekując umysły, pozostają w dużej mierze niezauważone, a zakażony nie jest eliminowany od razu przez selekcję naturalną. Może prześlizgnąć się przez życie bez uszczerbku, tym łatwiej, im bogatsze (bardziej kapitalistyczne, o niższej preferencji czasowej) jest społeczeństwo. Spłodzi potomstwo i przekaże mu swój uszkodzony memotyp, i duchowa zaraza będzie się rozszerzać. Z pewnością najbardziej spektakularną epidemią tego typu było powstanie chrześcijaństwa w pierwszych wiekach naszej ery. Memetyka chrześcijaństwa była całkowicie samobójcza – szalenie podwyższała preferencję czasową. I istotnie, masowe skażenie społeczeństwa, jak i elit Cesarstwa Rzymskiego w krótkim czasie doprowadziło do upadku tej perły cywilizacji – wysoka preferencja czasowa zatriumfowała, proces kapitalistyczny został zatrzymany.
W innych rejonach świata samobójcze memy też dokonały spustoszenia – buddyzm sparaliżował niegdyś dynamiczną cywilizację aryjskich Indii oraz Chin, przy czym można powiedzieć, iż zredukował on preferencję czasową do nieskończoności – opętany memem buddyzmu zakonnik wypierał się całkowicie bieżącej konsumpcji, podczas gdy jego horyzont czasowy przekraczał jego obecne życie i życie nawet przyszłych pokoleń. Oczywiście nie tylko preferencja czasowa ulegała tutaj zmianie na gorsze, ale to temat na inne rozważania.[1]
Wróćmy do czasów współczesnych. Nasza cywilizacja wytworzyła najlepsze warunki kulturowe do utrzymania procesu kapitalistycznego – europejską myśl liberalną oraz ekonomię klasyczną. Memy liberalizmu opanowały na krótko świat XIX w., przyczyniając się do gigantycznego wzrostu bogactwa i ekspansji cywilizacji białego człowieka europejskiego na cały świat. I to niestety okazało się gwoździem do trumny.
Wzrost poziomu życia spowodował, że selekcja naturalna straciła swoją siłę przy eliminacji osobników z genetycznymi zaburzeniami. Osobnicy tacy mogli nie tylko przeżyć, ale również się rozmnażać. Pozbawieni jednak umysłowych zdolności ludzi, nie dysponowali niską preferencją czasową, lecz wysoką – nie byli w stanie zapewnić potomstwu warunków przetrwania. Jak napisał Herbert Spencer: „Nie ma większej klątwy dla potomków, niż zapisanie im w testamencie powiększającej się populacji imbecyli.” Co więcej, potomstwo odziedziczyło nie tylko upośledzone geny, ale również memy – gdyż trudno podejrzewać, by imbecyl mógł przekazać wartości mające przełożenie na pozytywne zachowanie w gospodarce. Tym samym, populacja osób o wysokiej preferencji czasowej drastycznie się powiększyła. Zbyt duże bogactwo zachodniego społeczeństwa uśpiło jego czujność, postęp (i proces kapitalistyczny) zostały przyjęte jako dane – jako coś, o co nie trzeba się starać ani walczyć. Na tak żyznym gruncie natychmiast wyrosła współczesna memetyczna zaraza. Idea lewicowa.
Samobójcze memy lewicowe postępują bardzo rozważnie i konsekwentnie. Biorą na cel najważniejsze fundamenty cywilizacji, i atakując je, z roku na rok powodują wzrost preferencji czasowej coraz większej ilości członków społeczeństwa. Tym samym proces kapitalistyczny zwalnia, ale nie zatrzymuje się drastycznie – co byłoby nie po myśli tej memetycznej jaźni, gdyż wówczas nastąpiłaby silna reakcja. Stąd podmywanie fundamentów jest stopniowe. Zniszczeniu musi ulec mechanizm utrzymywania i obniżania preferencji czasowej poprzez potomstwo. Dlatego lewica od momentu powstania atakuje rodzinę na wszelkie możliwe sposoby. Współcześnie poprzez promocję hedonizmu i mitu „samorealizacji”, w myśli którego dzieci są zbędnym balastem, i najważniejsze jest uzyskać szczęście dla siebie – poprzez niczym nieograniczoną konsumpcję. Oszczędności mają służyć tylko zaspokojeniu własnych potrzeb w nieodległej przyszłości. Planowanie na kilkadziesiąt lat jest zbędne. „Ciułanie” to relikt poprzedniej epoki. Pogardzany jest tzw. pęd za pieniądzem, „wyścig szczurów”, chciwość. Lewica szermuje hasłami „kapitalistycznego wyzysku” itp., by zainfekować memami nienawiści do kapitalizmu całe masy ludzi. Tak skażony człowiek, dla którego pieniądz to większe lub mniejsze zło, traci kompletnie rozeznanie w istocie rzeczy. Albo rzuca się w wir konsumpcji, zaciąga kredyty, przyczynia się do redukcji kapitału i przejedzenia oszczędności; albo w akcie pseudobuntu, zaczyna żyć jak szczur, ograniczając swoje relacje z gospodarką i redukując zarówno teraźniejszą, jak i przyszłą konsumpcję (głównie przez stanie się klientem opieki społecznej). W jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z zaburzeniem preferencji czasowej – nadmiernym wzrostem; lub przesunięciem do nieskończoności. Rezultatem jest spowolnienie procesu kapitalistycznego przez odpływ oszczędności i brak napływu nowych inwestycji.
Człowiek, który nie chce mieć dziecka, jednocześnie nie ma motywacji do gromadzenia majątku, gdyż komu niby go przekaże? Jego preferencja czasowa wzrasta. Nawet, jeśli istnieje możliwość, że mógłby dać go w spadku któremuś z członków rodziny, albo przekazać na cele charytatywne, to z reguły jest to znacznie słabsza motywacja, niż możliwość odziedziczenia go przez swoje własne genetyczne i memetyczne JA w postaci potomka. Co więcej, zaburzony zostaje wówczas naturalny proces ekspansji genetyczno-memetycznej, oszczędności przekazane komu innemu alokowane są mniej optymalnie (ktoś, kto dostaje coś za darmo, nie szanuje tego w równym stopniu, co rzecz na którą zapracował). A jest wszak w interesie rodzica, by potomek, który odziedziczy majątek, był do tego jak najlepiej przygotowany – pod kątem preferencji czasowej! Nikt nie chciałby, by ukochany synuś roztrwonił dorobek pokoleń. W przypadku przekazania majątku innej, mniej lub niespokrewnionej osobie, nie ma możliwości skutecznego wpłynięcia na jej decyzje, tym samym zagwarantowania utrzymania niskiej preferencji czasowej.
Lewica, oprócz promowania hedonizmu i bezdzietności, również promuje homoseksualizm. Homoseksualiści nie posiadają popędu płciowego nakierowanego na rozmnażanie, są pod tym względem upośledzeni, stąd nie mają też naturalnej presji na posiadanie dzieci. Dlatego też jest to grupa społeczna o najwyższej preferencji czasowej, dla której hedonistyczne zachowania i nieliczenie się z konsekwencjami swoich czynów, są endemiczne. Przyjmując paradygmat homoseksualistów dzięki lewicowej propagandzie, całe społeczeństwo ulega pokusie nie tyle przejścia na homoseksualny tryb życia (choć tego typu „rekrutacja” się zdarza), co uznania jego równorzędności. Preferencja czasowa natychmiast wzrasta.
Istnieją całe odmiany w gatunku ludzkim, które posiadają wyższą preferencję czasową, niż średnia dla cywilizacji zachodniej.[2] Nader wyraziście to widać, gdy taki osobnik znajdzie się pośród ludzi o normalnej, niskiej preferencji. Jako ilustracją, można się posłużyć tu przykładem murzynów w Wlk. Brytanii. Osobniki te cechują się bardzo wysoką preferencją czasową, głównie z powodów genetycznych, czego skutkiem jest bardzo duża przestępczość wśród czarnych w tym kraju. Nieliczenie się z konsekwencjami, brak poczucia przyszłości, nieumiejętność abstrakcyjnego planowania – to wszystko skutki wysokiej preferencji czasowej. Stąd murzyn nie ma żadnych skrupułów przed popełnianiem całej masy przestępstw pospolitych, jest całkowicie nieobliczalny. Niestety, wskutek działalności propagandy lewicowej i zwiększenia się ogólnego poziomu preferencji czasowej, całe społeczeństwa Europy są znacznie mniej nastawione na przyszłość, niż wcześniej. Dlatego ma miejsce tak daleko posunięta tolerancja wobec wybryków osobników o wysokiej preferencji. Proces ostracyzmu społecznego nie występuje. Ba, instytucjonalny zakaz dyskryminacji czarnych powoduje, że tym bardziej rośnie społeczny poziom preferencji czasowej – ludzie z roku na rok dziczeją. Proces kapitalistyczny zatrzymuje się. Nawet faszystowskie metody walki policyjnej z falą przestępczości: zakaz noszenia noży, 20-osobowe patrole z psami w miejscach publicznych, bramki antymetalowe itp. nie mogą powstrzymać czegoś, co wynika z istnienia znaczących różnic w preferencji czasowej – a skutkują tylko bezbronnością obywateli wobec nie pojmujących przyszłości osobników, którym raczej bliżej do zwierząt.
Do tego właśnie chcą doprowadzić lewicowe memy. By rozwinięte społeczeństwo kapitalistyczne wyeliminowało samo z siebie niezbędne do jego przetrwania instytucje społeczne: rodzinę, macierzyństwo, oszczędność i zaradność, prawo do samoobrony i prawo do dyskryminacji (wynikające z prawa własności). Wówczas preferencja czasowa społeczeństwa wzrośnie tak drastycznie, że proces kapitalistyczny ustanie, kapitał zostanie przejedzony, cywilizacja upadnie. Osiągniemy ideał lewicowy – stan pierwotnej natury. Cykl zacznie się od początku.
26.09.2009, 21:11
Preferencja czasowa a powstanie cywilizacji. Potomstwo drogą do kapitalizmu.
Jednym z głównych elementów, decydujących o innowacyjności Szkoły Austriackiej w ekonomii na tle pozostałych nurtów, było zagadnienie preferencji czasowej. Wpierw Eugen Bőhm-Bawerk, potem jego uczeń, największy ekonomista wszechczasów, Ludwig von Mises, sformułowali na czym polega rola czasu w ekonomii – w ludzkim działaniu – i jaki ma wpływ czas i jego postrzeganie przez działających ludzi na procesy gospodarcze.
Jest aprioryczną oczywistością, iż ludzie wolą dobra teraźniejsze od dóbr przyszłych – zaspokojenie bieżących potrzeb zawsze jest ważniejsze dla nich, niż jakaś odległa czasowo potrzeba, o której mogą mieć tylko większe lub mniejsze wyobrażenie. Stąd też każdy człowiek ceni wyżej dobro, które może otrzymać od zaraz – od dobra, na które musi poczekać. Ta różnica w subiektywnej wycenie odległych czasowo od siebie dóbr, to właśnie preferencja czasowa[1].
Jednakże ludzkość nigdy nie podniosłaby się z poziomu prymitywnego zbieractwa, gdyby cenione były jedynie dobra bieżące, a nawet bliska przyszłość pozostawała okryta mgłą niezrozumienia. Ludzie dosyć szybko – a może w momencie, gdy stali się ludźmi! – uzyskali zdolność planowania z wyprzedzeniem, czyli w sposób abstrakcyjny wyceniania przyszłych dóbr względem teraźniejszych. Z początku była to tylko najbliższa przyszłość, kwestia: „nie zbierajmy cały dzień jagód, tylko skonstruujmy narzędzie, dzięki któremu będzie można zbierać szybciej i więcej, tym samym oszczędzając pracę”. Powoli, po tysiącach lat, dzięki takim małym krokom, grupy ludzi miały już na tyle obniżoną preferencję czasową – a więc obniżony stosunek wyceny dóbr dzisiejszych względem przyszłych – że mogły planować z wyprzedzeniem kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat. Wtedy dopiero można powiedzieć, iż narodziła się cywilizacja.
Człowiek przestał żyć z dnia na dzień, konsumując wszystko, co popadło. Zaczynał oszczędzać, powstrzymując się od nadmiernej konsumpcji bieżącej. Robił to, gdyż w swoim szerszym horyzoncie czasowym widział korzyści ze zwiększonej, ale odroczonej w czasie konsumpcji, którą zrealizować miał przez bieżące nakłady czasu i pracy. Dzięki niższej preferencji czasowej, wyceniał już przyszłe dobro i zysk z jego konsumpcji wyżej niż skonsumowanie dostępnych mu w chwili bieżącej dóbr. W ten sposób rozpoczynał się na dobre proces kapitalistyczny[2].
W jego wyniku setki, tysiące poszczególnych ludzi, o różnej preferencji czasowej, ale z roku na rok obniżającej się, uczestniczyło w procesie powstrzymywania się od konsumpcji – oszczędzaniu. A oszczędzanie prowadzi do inwestycji, czyli procesu, mającego na celu zwiększenie przyszłej konsumpcji. Można to zrobić tylko w jeden sposób – doprowadzając do zwiększenia efektywności krańcowej pracy: by w danym czasie, wykonując pracę o tym samym nakładzie sił i środków – uzyskać wyższy produkt tej pracy. Lub też, by uzyskując ten sam produkt z pracy, dokonać tego przy użyciu mniejszych nakładów pracy i środków. Inwestując w proces produkcji, właściciel kieruje się wyłącznie zyskiem – przyszłą wizją zwiększonej konsumpcji. By zrealizować tę wizję, musi powstać proces produkcji, charakteryzujący się większą czasochłonnością (liczbą etapów) – do tego potrzeba jest, by przez pewien czas powstrzymywać się od konsumpcji w celu sfinansowania nakładów. Nie można jednakże zredukować jej do zera, czy też poniżej minimum egzystencji, stąd taki proces nie może zaistnieć od razu – podział pracy w gospodarce musi zapewnić przynajmniej ten minimalny do przeżycia poziom podaży dóbr konsumpcyjnych. A to wymaga, by przedtem poczynione były inwestycje w tym kierunku. Jak widać, wszystko musi wcześniej istnieć w odpowiednich proporcjach, by proces kapitalistyczny odbywać się mógł bez przeszkód. Żaden dekret nie wytworzy nagle odpowiedniego poziomu dóbr konsumpcyjnych, by zwiększyć poziom oszczędności i nakładów na inwestycje. Wszystko wymaga czasu, cierpliwości i ciągłego obniżania preferencji czasowej wśród społeczeństwa.
Pojawia się wobec tego pytanie: dlaczego w ogóle ludzie uzyskali taki bodziec, by powstrzymywać się od konsumpcji i oszczędzać? Skąd u diaska pojawiła się zdolność abstrakcyjnego pojmowania przyszłości i przyszłej konsumpcji? Co oddzieliło ludzi od zwierzęcych form egzystencji? Na to pytanie odpowiedzi może udzielić poniższy wywód.
Potomstwo. Od samego początku człowiek stawał w obliczu potrzeby spłodzenia i wychowania potomstwa. Za to pierwsze odpowiadał naturalny popęd płciowy, ale po akcie zapłodnienia rodzice pozostawali skazani na pastwę losu. Pozbawieni typowo zwierzęcego instynktu, wcześni homo sapiens musieli z miejsca wytworzyć mechanizmy, mogące zapewnić przetrwanie gatunku, rasy, rodu (presja biologiczna) oraz kultury i tradycji, jakkolwiek prymitywne one z początku nie byłyby (presja kulturowa). To, że tak faktycznie było – że istniała taka presja, zarówno ze strony genów, jak i memów[3] – dowodzi sam fakt przetrwania ludzkości, jej ekspansji liczebnej, oraz wielowiekowej ciągłości kulturowej a nawet prób kulturowej ekspansji (udanej głównie w przypadku Indoeuropejczyków i następców w postaci globalnej kolonizacji anglosaskiej i iberyjskiej; oraz kultury islamu).
Presja na posiadanie potomstwa wymuszała od najwcześniejszych lat obniżanie preferencji czasowej u ludzi. Tylko człowiek o preferencji znacznie niższej, niż jego przodek bujający się na drzewie, mógł zapewnić przetrwanie większej ilości swoich potomków, tym samym przyczyniając się do ekspansji genetycznej i memetycznej. Co więcej, tylko niższa preferencja czasowa umożliwiała kolejnym pokoleniom korzystanie z większego zasobu dóbr kapitałowych, by ekspansja następowała coraz skuteczniej. Strona memetyczna wymuszała jednocześnie, by wychowanie potomka czyniło z niego człowieka odpowiedzialnego i w rezultacie o niższej preferencji czasowej, niż rodzic. Powstawały całe paradygmaty kulturowe, mające utrzymać ciągłość ekspansji genetyczno-memetycznej, w skład których wchodziły np.: eutanazja-eugenika niemowląt; system kastowy; srogie kary za przestępstwa; militaryzacja społeczeństwa, itp. Część z nich była kompletnie nieefektywna, stanowiła ślepą próbę przetrwania. Inne wynalazki kulturowe sprawdziły się, choćby społeczny ostracyzm osobników uważanych przez społeczeństwo za „pasożytów” (a więc za osoby o zbyt wysokiej preferencji czasowej). Innymi słowy, wytworzenie liberalnego gospodarczo, a konserwatywnego obyczajowo ustroju relacji międzyludzkich stanowiło niejako naturalną ewolucję tego genetyczno-memetycznego parcia na obniżenie preferencji czasowej wśród ludzi i zwiększenia poziomu ich ekspansji liczebnej i kulturowej. Jednocześnie wytworzyły się dzięki temu stabilne warunki istnienia i toczenia się procesu kapitalistycznego.
Podkreślam jeszcze raz. Natura, obdarzając człowieka popędem płciowym, tym samym chęcią unieśmiertelnienia się poprzez potomstwo, wytworzyła zatem mechanizm stałego obniżania preferencji czasowej u przedstawicieli gatunku, by proces przekazywania genów i memów w dalsze pokolenia był bardziej efektywny. Skutkiem „ubocznym” było powstanie procesu kapitalistycznego, czyli akumulacja kapitału i wzrost poziomu życia całych, coraz liczniejszych, społeczeństw. Kulturowo – powstanie i rozwój cywilizacji. Wszystko za sprawą naturalnej chęci posiadania potomstwa. Należy dodać – czysto egoistycznej. Niniejszym zostało udowodnione, iż kapitalizm jest logiczną konsekwencją praw Natury.
[1] L. von Mises “Ludzkie Działanie”, rozdz. XVIII, Warszawa 2007
[2] H.H.Hoppe „The Economics and Ethics of Private Property”, rozdz. V, Auburn, Ala. USA 1993
[3] Pojęcie memu sformułował Richard Dawkins w książce „Samolubny gen” (1976), potem rozwinęła się z tego cała gałąź nauki, zwanej memetyką.
25.09.2009, 14:31
Ostatnio stronę Kelthuzzara (http://kelthuzzar.mp3.wp.pl) nawiedził komunista z Nacjonalistycznego Stowarzyszenia "Zadruga", i jął wykpiwać kapitalistyczne przekonania autora, argumentując, iż kapitalizm jest całkowicie sprzeczny z "ultralewicowym NS" Jana Stachniuka, założyciela i lidera przedwojennej Zadrugi, do której bezpodstawnie nawiązują dzisiejsi troglodyci z NS-Zadrugi.
Wpierw należałoby ustalić, jakie zasadnicze założenia miała ideologia
Stachniuka. Otóż, przede wszystkim była to afirmacja postępu i rozwoju cywilizacji ludzkiej, potęgowania jej władztwa nad naturą, podporządkowywania coraz to większych obszarów świata ludzkiemu geniuszowi (Rozumowi) i jego wytworom. Był to w 100% humanizm heroiczny. Nie było to coś absolutnie nowego, podobne wątki poruszał Nietzsche, geniusz ludzki sławiony był w Oświeceniu i Renesansie. Jednakże Stachniuk celnie wskazał tu na cywilizację przemysłową-techniczną, jako owoc ludzkiej woli mocy, i jasno dał do zrozumienia, iż to jedyna ścieżka ku wzrostowi potęgi cywilizacji ludzkiej - co nie było oczywiste w pismach wcześniejszych filozofów, zbyt sceptycznie nastawionych chyba do "materializmu" epoki industrialnej.
Bystry czytelnik z pewnością dostrzeże, iż identyczną afirmację ludzkiego geniuszu i cywiliz
acji przemysłowo-technicznej zawierają powieści i publikacje Ayn Rand. Strony powieści Źródło, a przede wszystkim Atlas Zbuntowany, pełne są patetycznych opisów cudów technicznych i dokonań gospodarczych twórczych jednostek, sławiony jest ich geniusz (racjonalizm), niezłomność woli i trud kreatywnego wysiłku. Jednocześnie potępiane są postawy antyprzemysłowe, antytwórcze, antyrozumowe, antyżyciowe.
Stachniuk tego typu negatywne postawy wobec świata i życia nazwał zbiorczo wspakulturą. Jego diagnoza upadku dziejowego narodów (szczególnie Polski) jest niezwykle trafna, opiera się na analizie dominujących prądów kulturowych i metapolitycznych w danej społeczności, i przełożeniu tego na postawy jednostek wobec życia. Jak nietrudno domyślić się, katolicyzm z całą fasadą intelektualną, narosłą w epoce reformacji, wg Stachniuka był główną przyczyną upadku duchowego Polaków i innych narodów, które wpadły w sita kontrreformacyjnego zelotyzmu. Negacja świata doczesnego, bogactwa, twórczego wysiłku, i skupienie się na kontemplacyjnym błogoistnieniu dla samego istnienia, bez żadnych napięć woli - oto ideał poreformacyjnego katolika, ideał wpajany przez wieki jezuickiego prania mózgów w polskich szkołach, właściwie po dziś dzień.
Uderzająco podobne elementy znajdujemy u Rand. Jej koncepcja "mistyka ducha" w postaci kapłana zinstytucjonalizowanej religii, wpajającego nienawiść do rozumu, świata materialnej rzeczywistości, i pobudek władztwa u człowieka, aspirującego do wyższych poziomów, niż kontemplującego warzywa - przypomina koncepcję wspakultury u Stachniuka nader wyraziście. Jak widać, zarówno Rand jak i Stachniuk w ten sam sposób dostrzegali i odczuwali istnienie ludzkiego geniuszu o nieograniczonym potencjale twórczym, rozumieli iż to cywilizacja przemysłowa jest naturalnym owocem tegoż, a przeciw Człowiekowi stoją siły sprzymierzone pod sztandarem Marności nad Marnościami, a główną z nich jest antyludzka religia.
Rand była bezkompromisowym "apostołem" kapitalizmu - systemu prywatnej własności, prywatnych umów między egoistycznie działającymi jednostkami, kierującymi się racjonalną korzyścią. To właśnie w egoizmie Rand słusznie wskazała najwłaściwszą postawę pobudzającą ludzki wysiłek, jak i podkreślała wagę wolności od wszelkiego przymusu, by wysiłek ten zmaterializował się w postaci wzrostu bogactwa wypracowywujących je dla siebie jednostek. Zauważyć należy, iż jest to wykładnia MORALNA kapitalizmu, nie ma tu słowa o ekonomicznej stronie tego ustroju - ta ostatnia jest aż nazbyt oczywista, a o przewadze własności prywatnej i wolnego rynku napisano liczne dzieła, przy czym dla nas najważniejszy będzie "Socjalizm" Ludwiga von Misesa i tzw. debata kalkulacyjna w gospodarce planowej.
Stachniuk w większości swych dzieł, choć chyba najdobitniej w "Człowieczeństwie i kulturze", słusznie dostrzegł heroiczny splendor XIX-wiecznego kapitalizmu, nieposkromiony wysiłek "kapitanów przemysłu" (randowskich Atlasów), potrafiących w ciągu kilku lat dorobić się fortun, zaczynając od zera, przez przekształcanie natury i tworzenie bogactwa dla konsumpcji mas. Popędem prywatnego przedsiębiorcy, co też celnie zauważył, był jego własny zysk, chęć wzbogacenia się, poszerzenia swojej władzy ekonomicznej. Była to czysta emanacja woli mocy, która w gospodarce kapitalistycznej przejawiała się we wzroście dobrobytu, akumulacji kapitału, kolejnym inwestycjom poszerzającym obszar władztwa nad naturą, powiększeniem wolumenu produkcji, dalszym wzrostem dobrobytu, itd. Stachniuka apoteoza heroicznego kapitalizmu wydaje się być bezkrytyczna, często przyrównywał obraz prywatnego przedsiębiorcy zachwyconego swoją nową fabryką, jako tożsamy z małym chłopcem zachwyconym nową zabawką - to samo uczucie fascynacji życiem i światem gdzie idea wielkości materializuje się w postaci wielkiego wytworu ludzkiej techniki. Te opisy przeżyć wewnętrznych znajdujemy również raz po raz w powieściach Rand. Ale... Stachniuk zestawiał również jako tożsame, przeżycia przedsiębiorcy i... przodownika pracy w państwie komunistycznym! Tutaj właśnie podobieństwa między nim a Rand się gwałtownie kończą.
Po pierwsze, to Stachniuk popełnia znaczne nadużycie, uzurpując sobie znajomość przeżyć wewnętrznych komunistycznego stachanowca, mającego być rzekomo zachwyconym wielkimi budowami socjalizmu. A już na pewno nie ma żadnych dowodów, iż jest to ten sam zachwyt, ta sama egzaltacja, którą odczuwa wolny przedsiębiorczy człowiek w wolnym społeczeństwie, realizujący SWÓJ plan i SWÓJ cel. Komunistyczny niewolnik nie pracuje dla siebie, jest trybem w kolektywnej machinie, i może czuć zachwyt co najwyżej z powodu kolejnej cegiełki wmurowanej w gmach "chwały wielkiego narodu sowieckiego". Uczucia przedsiębiorcy i komunisty są zgoła odmienne, mają inne źródło i inny wymiar. Egoizm jednostki, duma z jej własnych unikalnych dokonań - to coś zupełnie innego, niż altruistyczne poczucie służby suwerenowi, jako jeden z milionów takich samych biorobotów, którym nawet nie pozwala się myśleć inaczej, niż rozkazuje władza.
Stachniuk pod tym względem był niepoprawnym idealistą, i niestety był to jego gigantyczny błąd, skazujący większość jego dorobku na pominięcie. Wydaje się, że w swych zachwytach nad społeczeństwem planowym, gdzie prywatny zysk kapitalisty jest zastąpiony egzaltacją z wykonywania kolejnych pięciolatek na potrzeby władzy ludowej, a nie rynku - myśliciel ten odchodzi od rozumu i racjonalnego osądu, cechującego inne wątki jego przemyśleń. W jego dziełach nie ma wzmianki o problemie kalkulacyjnym w społeczeństwie planowym, a który to podniósł wybitny ekonomista Ludwig von Mises w 1920 r., rozpoczynając tzw. debatę
kalkulacyjną. Otóż w systemie, gdzie nie istnieje własność prywatna i rynek czynników produkcji, nie ma możliwości ustalenia się cen - a więc planista, menadżer, zarządca danego czynnika - nie są w stanie racjonalnie gospodarować zasobami. Nie wiedzą, ile wyprodukować butów, ile maszyn do szycia, ile ciągników, ile butelek octu, itd. Mises udowodnił całkowitą nieefektywność planizmu w oparciu o prostą dedukcję z praw ekonomicznych popytu i podaży. Wg Stachniuka, w heroicznym społeczeństwie przyszłości w ogóle nie będzie prawa popytu i podaży, a więc to fundamentalne prawo ekonomiczne zostanie w jakiś magiczny sposób ZAWIESZONE! Jest to tak absurdalna teza, że zrównuje Stachniuka z całą czeredą szamanów ekonomicznych, postulujących ustalanie cen odgórnie przez władzę. To, co Stachniuk potem wypisuje np. w "Heroicznej wspólnocie narodu", już zupełnie nie trzyma się kupy, gdy snuje wizje "milionów maszyn na polskich drogach". Ten trzeźwo piszący o potrzebie wyższej akumulacji kapitału człowiek o wykształceniu ekonomicznym, nagle wyskakuje z utopijną wizją dobrobytu, który miałby się wziąć tak naprawdę nie wiadomo skąd. KTO niby zbuduje te miliony maszyn? KTO ustali ILE tych maszyn powinno być? Z CZEGO zbudowanych? GDZIE? W ZAMIAN za CO? To są podstawowe pytania ekonomiczne, na które jest odpowiedź, jeśli istnieje wolny rynek i kapitalistyczna struktura produkcji. Wówczas konsumenci i kapitaliści decydują, jak będzie wyglądał rynek samochodowy w kraju. Ale w wizji Stachniuka nie ma miejsca na rynek, na suwerenne decyzje konsumentów. Wszystko ma zależeć od widzimisię władzy ludowej, wypełniającej altruistycznie (a jak!) heroiczny ideał wspólnoty tworzącej. Co z tego, że bez rynku nie ma cen, a więc racjonalna kalkulacja jest niemożliwa. Heroiczna wspólnota to załatwi, przez marsze trójkami ulicami miasta i poranną gimnastykę na wielkich placach kolektywnej integracji. Jak ludzie będą za dużo konsumować, to się im odbierze, i zdobyty w ten sposób kapitał wrzuci w przemysł ciężki, bo przecież władza wie lepiej, w co inwestować, niż jakiś wspakulturowy aptekarz czy sklepikarz.
Mógłbym tak bez końca wymieniać absurdy w utopijnych wizjach Stachniuka, które nijak się mają do jego całkowicie racjonalnej analizy upadku dziejowego Polski i ekonomicznej stagnacji, wywołanej brakiem akumulacji kapitału - wywołanej przecież brakiem przedsiębiorczości, a tę skutecznie hamował najpierw feudalny system ucisku chłopów i mieszczan (co przecież Stachniuk błyskotliwie zauważa), a potem zaborcy - zwłaszcza w Galicji ucisk podatkowy był najwyższy, przez co też bieda najgorsza; natomiast wolność polityczna skutkowała tylko coraz większym rozbuchaniem socjalu i interwencji państwa, co nie miało miejsca nawet w Prusach, właściwie najbardziej liberalnym gospodarczo zaborze. Potem, w II RP, ustrój gospodarczy charakteryzował się najwyższą stopą podatku dochodowego w Europie, więc nic dziwnego, że praktycznie przedkapitalistyczna gospodarka polska rozwijała się bardzo wolno bez żadnej akumulacji kapitału, a powojenna polityka protekcjonizmu na całym świecie skutecznie odcinała Polskę od światowych rynków zbytu. Mimo to Stachniuk wychwala protekcjonizm i autarkię gospodarczą, jako remedium na "kryzys światowego kapitalizmu". Pytam: jakiego kapitalizmu??? Widocznie dzieła tak wybitnych ekonomistów, jak Mises czy Hayek, to dla Stachniuka były jedynie wytwory "burżuazyjnej myśli ekonomicznej", niezasługujące na uwagę w przededniu wielkiej antywspakulturowej rewolucji proletariatu. Kompletna ignorancja, co do zasad ekonomii, przeświadczenie iż wysiłkiem woli i egzaltacją można zawiesić ich działanie - przypomina to urojenia niemieckiej szkoły historycznej, które tak celnie krytykowali Austriacy: Menger, Bohm-Bawerk i von Mises. Stachniuk tutaj w swym antyracjonalnym zacietrzewieniu spokojnie mógłby stać obok Hitlera w ataku na prawa ekonomiczne.
Zasadniczo temat Stachniuka i kapitalizmu wyczerpałem. Cele mamy tożsame, jego wybór środków jest zupełnie nielogiczny i całkowicie uniemożliwia ich realizację - a więc powstanie heroicznego i twórczego społeczeństwa, zahartowanego w bojach z naturą o władzę absolutną na Ziemi. Jak wykazała Rand, tylko wolne społeczeństwo racjonalnych twórców jest w stanie tego dokonać, a system ekonomiczny tego społeczeństwa, to nie-ma-przeproś kapitalizm. Nie dokona tego klika nawiedzonych planistów, rozkazująca masami jak pionkami na szachownicy.
Bibliografia:
- Jan Stachniuk Człowieczeństwo i kultura, Wyd. Toporzeł
- Jan Stachniuk Dzieje bez dziejów
- Jan Stachniuk Heroiczna wspólnota narodu
- Ayn Rand Atlas Zbuntowany, Wyd. Zysk i s-ka
- Ludwig von Mises Socjalizm
- Ludwig von Mises Ludzkie Działanie, Wyd. Instytut Misesa
13.09.2009, 19:52
napisałem niedawno esej polemizujący z narzekaniami jednego anarchisty, z którego wyszedł całkiem pokaźny manifest wolnorynkowego kapitalizmu i egoizmu :).
Dla rozumiejących angielski, lub mających anglojęzycznych kolegów, których należy trochę wyedukować, to będzie jak ulał.
http://www.last.fm/group/Anti-Socialism/forum/80749/_/487090/1#f8294483
[quote]
Firstly, I am an Anarchist. I believe in a non-monetary, resource-based economy free of hierarchy or coercion of any kind. [/quote]
you can believe what you want, but some beliefs are disconnected from reality and you just can't e.g. stop a stone from falling by declaring that you do not believe in gravitational force.
Thus, a non-monetary, resource-based economy would be a revert to a barter system, a system of utmost poverty, where you would spend whole day to find a guy who would actually sell you the shoes he made for your eggs you harvested. That's why people decided on money - universal exchange good, to save their work and simply improve their standard of living. Of course money can only be a commodity of real worth, not some paper with lots of zeroes. Such a commodity, historically, is GOLD.
[quote]As for Ayn Rand, I find her general philosophy abhorrent and I would tend to agree with Noam Chomsky when he said that she is "one of the most evil figures of modern intellectual history."[/quote]
As for Noam Chomsky, I find his general philosophy abhorrent and I would tend to agree with Ayn Rand, when she said that collectivism is the scourge of humankind.
No, seriously, the proper objective code of ethics can be deduced a priori, from the axiom of argumentation, and it was done by M. Rothbard in "Ethics of Liberty" and H.H.Hoppe in his complementary works.
[quote] She believes that human beings are inherently selfish and individualistic.[/quote]
they are and they are not. It depends whether they make use of their reason, or retreat into the prehuman realm of pure whim and emotions.
[quote] Firstly I reject her claim that we are selfish.[/quote]
rejecting reality isn't recommended for survival, believe me.
[quote] Nothing could be more absurd for me as all around I see human beings attempting to be good in spite of a monetary system which forces us into selfish, competitive, profit-driven behavior.[/quote]
being "good" and being "selfish" do not contradict each other. you misunderstand simple concepts.
[quote] Do you ever give money to charity? The vast majority of people do, but why? Why do we adopt children that are not our own? Why do we care for sick animals? Why do our hearts break when we see pain and suffering in our world? Inherently selfish?[/quote]
have you ever thought that such behaviour can altogether be motivated by SELFISHNESS? When I give money to charity, I do it because I feel better. When some shmock gives money to charity, he does that to appear important, to appear "unselfish" to the public. And it's purely selfish, egoistic behaviour, motivated by PROFIT. A psychological profit, in those cases.
[quote] We have an inherent inclination towards social behavior as that is what made us successful as a species.[/quote]
social behaviour does not contradict selfish behaviour. Adam Smith's "Wealth of Nations" will do a good read for you, as you will learn that selfish behaviour of invididuals is the very core and tissue of social order. Why? Because social order is the sum of spontaneous, SELFISH decisions of acting individuals. You cannot "declare" or "engineer" a social order. Collective processes are UNCONTROLABLE.
[quote] Ayn Rand seems to think that humanity, in its darkest hour survived by selfish individualism. Such a scenario is impossible and this human race would have long ago become extinct if she were right.[/quote]
On the contrary. It is when the government tried to coerce people into non-selfish, altruistic behaviour via paternal collectivist systems, the darkest hours came, and people were near to annihilation. But they survive precisely because of their egoistic nature.
E.g. in Soviet Union the egoistic individuals organized black markets for food and deficient goods, for PURE PROFIT, not because of their "good hearts". Thanks to this selfish behaviour, the sheer horror of Soviet daily life became bearable.
You cannot force people into altruism. You must let them act on their own accord.
[quote] I do not deny that human beings, at this stage in our history show an incredible amount of selfish behavior but this is a symptom of our SYSTEM which coerces us into competition with each other and Rand's system would only make these symptoms worse. [/quote]
all I can see is a system of coerced altruism - welfare state, nanny state, paternal government with eyes upon us everywhere. Competition is eliminated, especially via welfare and tariffs, import quotas, minimum wage and other industrial protectionism. There is simply no place to compete - for the newcomers, especially.
[quote] However no scientist works alone, they all have the support of a network of scientists (or a scientific community) who send each other letters, share ideas, offer encouragement and criticism throughout the forming of any Idea.[/quote]
science is but a part of the process of civilization. The most important part is CAPITAL ACCUMULATION. The naive layman always sees the technological advances happening "just like that", and always wonders why some technology was not introduced yet, so that millions of people could be saved from starvation or something like that. He doesn't understand, that technological invention can only be put into real use when there is a sufficient amount of capital available - especially when it comes to mass-producing certain goods, or shipping them across large distances. Simply, given the current amount of capital, NO TECHNOLOGICAL ADVANCE may take place without removing capital from one use and putting it into the new use for technological advancing. But this removal of capital from one use must be ECONOMICALLY viable - for if we for example remove capital from current food production, some people will not eat so that some other people may take pleasure from new hybrid cars, for instance. Only the economic calculation (based on monetary units, of course) may give us the information whether the current amount of capital is sufficient for new technological innovations. If it is not - then we must save and accumulate new capital so it can be invested.
And tell me now - how can we do it, when the profits from our labor are taxed so high? Capital profits are taxed even higher at some instances. How can an enterpreneur accumulate enough capital to invest into new forms of production, when the state confiscates the most of it? The amount of waste introduced by the state intervention makes me wonder how are we still going on. It is even impossible to correctly measure if we actually accumulate or consume the existing capital, because of all the distortions in the monetary system, introduced by central banking, fiat money expansion and virtual financial operations.
[quote] And so I assert that there is no such thing as a true INDIVIDUAL and that the idea of the INDIVIDUAL VS the COLLECTIVE is flawed at step one by assuming there is such a thing. [/quote]
you make your own breakfast, or do you wait for the collective to fetch it up for ya?
[quote]According to Rand, the individual "must exist for his own sake, neither sacrificing himself to others nor sacrificing others to himself. The pursuit of his own rational self-interest and of his own happiness is the highest moral purpose of his life." This Idea, to me is utterly absurd in the context of her laissez-faire capitalism.[/quote]
actually, it is perfectly alright in the context of laissez-faire.
[quote] She says that the sole purpose of a government is the protection of the individuals rights against their violation by the initiation of physical force. This includes their property rights. This is a paradox[/quote]
this is logic. and this is objectively proven in "Ethics of Liberty". You cannot have freedom without private property. Only via the private property you are protected from the violence of those who initiate force (physical, as there is no other), as you are fully free to act upon your private property. If you weren't, then you would be an eternal victim of aggression, as you couldn't do anything to defend yourself. And so on.
[quote]. How does she differentiate between theft or coercion by physical force and theft or coercion by economic force.[/quote]
there is no theft or coercion by economic force. Pure and simple, as I shall explain further.
[quote]another is forced into the same labour by economic necessity[/quote]
he is not forced into labour. He chooses to do it instead of sitting idly. Why he chooses? Because it is profitable for him. If it weren't, he would sit idly instead.
You reduce the fact that people act according to their scale of values, to a simple "work or die". I'm sorry, but we don't live in a garden of Eden, so we must actually work to sustain our lives. But we always have a choice how we would do it. In a free-market, laissez-faire economy - we are not coerced by force into anything. We choose freewillingly the most profitable (in our own subjective hierarchy of values) means to do it.
[quote] Helen is forced to work in a sweatshop making clothes for Gap because if she does not, her family will have nothing to eat and nowhere to sleep that night.[/quote]
how sad. WHY OH WHY will her family have nothing to eat and nowhere to sleep? were they deprived of their earlier income by force? were they robbed of their possessions? if not, then it is PURE REALITY that to earn sustenance, one must work - that is exchange the fruits of his own mind with those willing to make that exchange. And really, it's much better if Helen works in a sweatshop (where she produces something in need by other people), than if she would travel from place to place and ask everyone "Exchange something with me, I don't know what, but please do". That's not how life works, my friend.
The owner of the sweatshop, given he came into possession of it via legitimate means (bought from earlier savings, built by himself from earlier savings, inherited, took bank credit to finance it), PROVIDES for Helen and her colleagues a place and means where her talent can be put into use to satisfy other people (consumers), and she doesn't even have to pay for that, nor bear risk! It is the owner of the shop who bears the risk of not selling a single pair of clothes, yet he pays Helen in advance for the labour. If he doesn't sell anything, he will go bankrupt, not Helen.
That's how free enterprise works. When Helen saves enough money (capital) from her labour, she may open her own shop, or move to other place to work for more money. The amount of wage she receives is the amount of the marginal product of her labour - not less, not more, because in a free-market a lower wage would immediately lure competition which would rise wage level, while a higher wage would make it economically infeasible to continue production at the same price level of the final product. But, if the capital is invested in production processes, the processes yield more product per unit of labour - so Helen does not make 10 pairs of clothes a day - but, e.g. 20. Given that consumers still want this product, Helen has just increased her efficiency by 100%, and the owner will increase her wage by the amount of marginal product increase too. If he doesn't, Helen will be lured by competition.
And so it goes.
but only in FREE-MARKET laissez-faire economy! In our overly-regulated, highly-taxed statist economy, the profits which would yield more capital investments, are taxed and wasted by the state, the wages which would yield more savings and enhance career opportunities - are taxed as well, mostly by social security tax (40-50% of gross wage cost of the employer); the competition is scarce, because of high barriers of entry - imposed by the state (of course with proper funding from the old firms which do not like competition, but only the state coercive force can achieve this). Many trades are highly exclusive by state legislation, so you can't become for example: a tailor, if you don't pass a state or corporative exam for that matter.
So, in the end, what you accuse laissez-faire of - is exactly what happens in our current coercive state monopoly system.
[quote] Now you might say that 1. Helen is free to go and work for another company or that 2. she has the opportunity to work her way up in the Gap. This may be true, but the chance of this resulting in an improvement of her lifestyle is very small.[/quote]
that's what I explained above, exactly.
[quote] In fact, the promise of a possible pay-rise is used to coerce Helen and her colleagues into working harder, thus increasing the violation.[/quote]
it's not violation, as I explained earlier. Anyway, by working harder, she increases her output, which makes the product CHEAPER on the market. Now, if all the industries motivate their employees to work harder - we get more cheaper products. So our wages can now buy more products than earlier - the purchasing power of money increases, so our wages in real value. That's how wealth is created, and that's how humanity was lifted from misery during 19th century capitalist revolution.
[quote] whereas Helen's rent may go up tomorrow and she is forced to take her family to a slum or the street.[/quote]
in a free-market laissez-faire economy rents do not just go up accidentaly (given no disaster struck), because the time preference of the individuals is much lower, so they decide on long-term contracts if it comes to renting. The money, being gold, is not subject to inflation, so the prices steadily fall from year to year, thus Helen's wage, ceteris paribus, can afford a higher rent price from year to year. Because of the sound money making credit expansion impossible, no business cycles occur, so no severe depressions haunt the economy, thus no massive unemployment nor hyperinflation of prices occur.
Whereas in our current statist system of overly-regulated economy, such instances as you provide, are on daily basis.
Still, people live and carry on - and are in a much better situation that 200 years ago.
[quote] If either is the lesser evil, I would think it is Odunku's fate. Both are forced into working and have little opportunity to escape their hardships. [/quote]
empyrical evidence defies your pessimistic assumptions. Poor people are ofter so motivated, that working their way through the "sweatshop" scenario only strenghtens them and they are not condemned to unescapable fate of wage-slavery. Even in our current oppressive system, there are numerous instances of great careers, average workers turned enterpreneurs, and so on.
[quote]So,(and this is the bit I find hard to explain) if we take for granted, the Idea that labour is the basis of any economy and that all worth in an economy is the result of somebody's labour output.[/quote]
Labour, land and capital are the basis of the economy. To produce anything, you need both labour and land (raw materials, for example). If it comes to higher stages of production in a moderately advanced economy, you need CAPITAL GOODS, that is the intermediate stage goods, which are used to enhance the output of labour and land (tools, machines). Now each factor yields its own part of the product, and for example, labour would not have such a high output, if it weren't for the capital goods, which enhance it. Who supplies the capital goods? Yes - THE CAPITALIST. How? Because he abstained from earlier consumption, and SAVED enough to make an INVESTMENT in a proper capital good. That's why capitalist's profits are as much justified as the labourer's profits (wages). Also the owner of the land (raw materials, space) earns a profit by supplying his own scarce factor of production.
Now, this all works very well, but in a real economy, we also need an ENTERPRENEUR. This guy is someone who SEES the OPPORTUNITY to engage those factors of production in a PROFITABLE enterprise. What is a profitable enterprise? It is making a product, which the people, you, I, your friends (the consumers) will buy at a price high enough, that combining the costs of all factors of production, it will exceed those costs. Thus making a profit - for the enterpreneur who found the opportunity in the market for such a good or service.
But he is more that just a quick profit gainer. He could be lucky, but mostly, enterpreneurs possess an inate ability to foresee the wants of the consumers. By leading the factors of production into satisfying these wants in the most economic way (for the lowest cost possible, for the lowest price possible, paying the highest wages possible), the enterpreneur, serving his own selfish interest, actually serves US, THE CONSUMERS, the best. We are his employer! We command him! He is on our mercy - for if we change our mind about his product, he goes out of business!
And that's the basis of a true free-market, laissez-faire, capitalist economy.
By realizing selfish interests, the enterpreneur, the landowner, the labourer, and the capitalist (you, I, your friends, become capitalists the moment you lay your saved money to a bank. Horror, eh?) each provide his own input into the economy, into satisfying our consumer wants. And mind you, we, the consumers, are THE MOST SELFISH in the whole lot! We don't give a single damn, if an enterpreneur loses his firm, or 100 labourers get fired, if we don't buy their shitty product. We don't give a damn about their families who may even starve, if we keep with your sad scenario. WE DICTATE WHAT HAPPENS TO THEM! Ever thought of that, when you scoffed at eating out at McDonalds? :D
[quote]Then how is it not the theft or violation of somebody's property rights AND their individual rights to employ them and pay them less than the monetary products of their labour?[/quote]
as I explained above, the worker gets the marginal product revenue of his work in his wage, but, what's important, it is discounted by the period of time the owner of the final product needs to sell it to the final consumer, so it may appear lower to the layman's eyes that the revenue from the final product. But the worker GETS his money in advance (in much advance in certain branches of industry), regardless if the final product actually gets sold or not. It is the price the worker pays for the certainty of his income - while the owner of the firm pays the price of uncertainty, when his income falls because of the fall in sales.
[quote] This is a theft, if you think about it logically, as a persons labour and in fact their life is being taken from them at a fraction of its actual worth.[/quote]
the actual worth is determined by the market (that is, us, the consumers, who are merciless at judging shit from candy) at the moment of sale. There is no objective value inherent in a product. If a piece of furniture cannot be sold because of lack of interest in it on behalf of the buyers - then it's worth shit, and the work which lead to manufacture it - is also worth nothing. Yet the worker got paid, didn't he? See, no theft whatsoever. Perhaps only the owner of the furniture shop could lay claim that "he was robbed by the capriciousness of the clients who rejected his furniture".
[quote]So you see, when she says that the individual "must exist for his own sake, neither sacrificing himself to others nor sacrificing others to himself." Not only is this incredibly naive but it's logic is flawed in a capitalist system as exploitation is INEVITABLE and it is in fact the basis of the entire system.[/quote]
there is no exploitation, given that the property the employer engages as a firm was acquired legitimately, the capital engaged is also acquired legitimately, and the workers freewillingly came into contract with the employer. They benefit from the wages they earn IN ADVANCE, the employer benefits from the work HE MANAGED TO ORGANIZE FOR THEM, as the products of their work are sold to those willing to pay, and so on. Nobody is worse off - so there is no exploitation, no theft.
[quote]In elation to your post I have a few things to say:
1. Can you explain why you think that your system would not lead to a society of Ubermenchen and capitalist monopolies? The mere fact that someone else offers a better product certainly does not mean that they will take the market share that they deserve. A large corporation with a marketing budget of billions will be able crush a small emerging company every time, regardless of how inferior their product is.[/quote]
if only the marketing budget was the case of whether a firm would succeed or not - then NO FIRM whatsoever would make effort to enhance their products, lower costs, increase reliability, customer contact etc.
But they DO make an effort, even in our corporate state monopoly system, where huge corporations get grants, subsidies and security from the state.
[quote]There is no contradiction here, this selfish social instinct is effectively not selfish as it works for the good of the community.[/quote]
then the capitalist producers are the most UNSELFISH people on earth, as their products work day and night for the ultimate good of the community, and they don't even demand public recognition for it.
[quote] This feeling of 'oneness' with a group may seem on the face of things to be selfish, but in fact it is the most beautiful of symbiotic relationships, a relationship that we should have with not only our own human race, but also the animal world, the plant world and the good earth herself.[/quote]
fine fine, but don't coerce the thinking individuals into this collectivist utopia, okay?
I dunno if it is a beautiful relationship, but it is surely the only JUSTIFIED - that is the contractual, free-willed relationship with the person or group of persons you chose for your own interest.
[quote]I think this makes all the difference. The chance to become great and rich as an individual, as a result of your own merits. This is what your philosophy offers, am I right? Then what fool would support this system if he viewed himself as someone who would fail in this society? Do you claim to merely want to see great men succeed regardless of whether you fit into that category? I'm not sure I understand this point.[/quote]
it is precisely the greatness of laissez-faire in contrast to all statist monstrosities, that the individual is always free to succeed, depending on how he shall concentrate his effort, energy and time.
But mind you - the success means only that: to supply other people with goods and services they actually WANT. If a frustrated intellectual cannot find clients for his abhorrent theories; if a frustrated clerk cannot find job because nobody needs any paperwork; if a frustrated blacksmith cannot find clients because his services are too expensive in lieu of mass-production - then they can only themselves to blame. But they rarely do. They start to blame others, and the system. They become fascists, they start to DEMAND something from the society, and they think it should be delivered to them by coercion. That's when we draw a line!
[quote]Because they are accountable and (in a democratic society) the people have some level of control over them[/quote]
But in a purely laissez-faire economy the people have 100% control over any corporation! They can refrain from buying its products. They can sell all the stocks. They can even use media to condemn dishonest companies. It all happens even now.
But in our current system, with a fiat money, inflation, credit expansion and state coercion, the corporations which are in league with the government, are beyond any market control - they get subsidies (from tax money), they get preferential credits (from our pockets robbed by inflation), they get bailed-out, they get protected from competition, and so on. By whom? by the state. Who theoretically controls the state? We, through democratic institutions? Well, do we succeed? I don't think so.
Comparing this to a pure market system, where a firm will fail if it doesn't serve its consumers, we are in deep shit with no control over anything, and no democracy whatsoever.
I guess I managed to write the longest Capitalist Manifesto in my career, I'd better save it for posterity.
I hope you got your mind straightened out a bit.
Cheers
Kel`Thuz
14.01.2009, 13:48
- poprzednia
- 1
- następna
